O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: fifa

sobota, 11 czerwca 2011

Prezydent FIFA Sepp Blatter zaprosił do współpracy Johana Cruyffa, tenora Placido Domingo i byłego sekretarza stanu USA Henry’ego Kissingera. Mają stworzyć „radę mędrców”, która m.in. wspomoże Komisję ds. Etyki badającą przypadki korupcji. Dlaczego wśród osób, które mają mu pomóc zbudować na nowo dobre imię FIFA widzi byłego polityka, z kraju, w którym na futbol mówi się „soccer” i jeszcze do niedawna traktowano piłkę nożną jako sport dla kobiet?

Akurat Kissinger, w dzieciństwie bramkarz, potem kibic New York Cosmos, a obecnie wpływowy lobbysta amerykańskiego futbolu (pomógł w przyznaniu USA organizacji mundialu w 1994 r.) na piłce zna się jak mało kto, a dzięki tej wiedzy, być może uchronił świat przed konfliktem nuklearnym.

W 1970 r. Kissinger, wtedy doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Nixona, przyszedł do szefa personelu Białego Domu Boba Haldemana ze zrobionymi przez szpiegowskie samoloty zdjęciami, na których widać było boiska piłkarskie wokół kubańskiego miasta Cienfuegos. - To kubański port, Haldeman, a na tych zdjęciach widać, że Kubańczycy budują boiska piłkarskie - powiedział śmiertelnie poważnie. Haldeman opisał w wydanych kilka lat później pamiętnikach, jak wyobraził sobie, że przerywa odbywającą się w Gabinecie Owalnym naradę ekonomiczną ze stwierdzeniem „Kubańczycy budują boiska!”. wyobraził sobie też minę prezydenta.

- To może oznaczać wojnę, Bob - upierał się Kissinger.

- Dlaczego? - spytał Haldeman

- Kubańczycy grają w baseball. W piłkę grają Rosjanie - odparł Kissinger słowami, które były potem wielokrotnie cytowane.

Kissinger przekonał Haldemana, że rosyjska obecność na Kubie może oznaczać, podobnie jak osiem lat wcześniej podczas Kryzysu Kubańskiego, ponowną próbę instalacji rakiet średniego zasięgu, które zagrożą USA. Według szefa prezydenckiej administracji Kissinger spotkał się z radzieckim ambasadorem Anatolijem Dobryninem i przekonał go, że jeśli jego kraj cofnie planowaną operację, to i USA nie nagłośnią zdarzenia i polityka odprężenia między dwoma krajami będzie bez przeszkód kontynuowana.

Anegdotę opisał wspomniany Haldeman. Znalazłem ją w książce „Soccer Stories” Donna Risolo

wtorek, 31 maja 2011

Służby prasowe największych firm na świecie dokonują właśnie cudów, by ułożyć oświadczenia dotyczące wydarzeń w FIFA tak, by był wilk syty i owca cała. By kibice, w zdecydowanej większości zapewne wzburzeni przepychankami krezusów na szczytach piłkarskiej organizacji, usłyszeli, że firmy które sprzedają im buty, napoje gazowane, bilety lotnicze, opony, etc. też są tym wzburzone. W końcu zależy im przede wszystkim na klientach.

Ale szefom Coca Coli, Adidasa, Emirates, czy Visa nie uśmiecha się podcinanie gałęzi na której siedzą. Wypowiedzieć się trzeba (trudno), trzeba to więc zrobić tak, by Seppa Blattera nie urazić. Nie bądźmy naiwni. Nie ma innego sportu, który przyciągałby tak wielu kibiców, jednocześnie byłby tak powszechny. Droga do klientów wiedzie przez piłkę nożną, czyli przez wielkie turnieje, czyli przez FIFA. Blatter znów będzie prezesem organizacji i deptanie mu po odciskach to nienajlepszy pomysł. A że gdzieś tam ktoś komuś napisał w mailu, że ktoś inny sprzedał głosy, czy mundial? Że komitety jednego dnia oskarżają jednych, drugiego ich oczyszczają i oskarżają drugich? Szczegół.

No więc: - Powtarzające się oskarżenia nie działają na korzyść ani wizerunku futbolu, ani FIFA - mówi rzecznik Adidasa, ale równolegle w oświadczeniu firma pisze, że „wydarzenia te w żaden sposób nie wpłyną na naszą współpracę”. - Afera źle wpływa na wizerunek futbolu - mówi rzecznik Coca Cola. - Mamy nadzieję, że FIFA rozwiąże ten problem w szybki i dogłębny sposób - dodaje. Czyli nie podoba nam się, ale róbcie co chcecie.

Producent opon Continental przyjął inteligentną taktykę mówienia tego, co można powiedzieć w każdej sytuacji, niezależnie od okoliczności. „Nie można zgodzić się na nic, co negatywnie wpływa na reputację zawodowej piłki nożnej, mundialu w 2014 r, czy sportu w ogóle” - głosi oświadczenie. Zgadzam się. Nie można. I co z tego?

W trudnej sytuacji są linie lotnicze Emirates z Dubaju. Jednym z głównych zamieszanych w całą sprawę, pełniącym rolę adwersarza czarnego charakteru, czyli Blattera, jest szef federacji azjatyckiej Mohamed Bin Hammam, popularny w krajach muzłumańskich. „Emirates sponsoruje wszystkie turnieje FIFA, w tym mundiale. W ten sposób promujemy futbol i sprawiamy, że jest dostępny miliardom fanów na całym świecie. Wierzymy, że problem zostanie rozwiązany tak szybko, jak to będzie możliwe. Dla dobra futbolu i sportu” - oświadczają latający Arabowie.

Sony stwierdziło, że nic nie powie. - Nie mam nic do powiedzenia w sprawie odbywających się wyborów szefa FIFA. Nie chcemy być wplątani w ten problem w tych warunkach i w tym czasie - powiedział rzecznik. I kropka.

A przecież, gdyby tak szefom którejś z firm przyszło do głowy, że tupną nogą i powiedzą: Blater to manipulant, to wiadomo. Łapówki w FIFA krążą na potęgę. Mundial trzeba sobie kupić. FIFA istnieje po to, by nabijać kasę, a nie chronić intergity of the game. To my dziękujemy. Żegnamy panów". Może by u klientów zapunktowała?

A fajne piłkarskie reklamy można robić, nie będąc oficjalnym partnerem FIFA.