O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Lechia Gdańsk

wtorek, 28 lutego 2012

Gdańszczanie wypożyczyli do końca sezonu Jakuba Koseckiego. Legia zrobiła dobry interes, Kosecki zrobił dobry interes, a przede wszystkim świetny interes zrobiła Lechia.

Koseckiemu przyjrzałem się na zgrupowaniu w Turcji. Wyróżniał się. Chciało mu się, grał bez większych nerwów, dużo widział na boisku i próbował grac niekonwencjonalnie. Przy kłopotach ze zdrowiem Radovicia, sprzedaży Rybusa i braku transferów wydawało się, że Kosecki może z powodzeniem bić się o pierwszy skład na początku wiosny. Wyszło tak, że w drugiej połowie meczu ze Sportingiem wyglądał na zestresowanego i wychodziło mu niewiele, potem już nie wyszedł na boisko. Ale co widziałem w Turcji to moje.

W Lechii Kosecki na pierwszy skład ma dużo większe szanse. Konkurencję na prawej ma łatwiejszą. Grają tam Ivans Lukjanovs, albo Piotr Wiśniewski. Może grać Abdou Razack Traore. Inni grają sporadycznie. Ale żaden z nich nie broni się statystykami. Traore i Lukjanovs strzelili w tym sezonie po jednym golu, Wiśniewski trzy. Cała Lechia strzela mniej niż pół gola na mecz. W tym sezonie w dziewiętnastu kolejkach zdobyli 9 bramek.

Problem w tym, że Kosecki dobrze się zapowiada, a czas leci. W tym roku kończy 22 lata i wypadałoby zacząć w ekstraklasie grać regularnie. W poprzednim sezonie, na wypożyczeniu w drugoligowym wtedy ŁKS, w 30 meczach strzelił 12 goli, w tym pięć w trzech ostatnich meczach sezonu. Jeśli w Gdańsku powtórzy w połowie to co zrobił w Łodzi, w Warszawie przyjmą go z otwartymi rękami. Na razie przedłużono z nim kontrakt o pół roku.

sobota, 19 listopada 2011

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaRok temu dość brutalnie na "Głodzie piłki" przejechałem się po Legii. Należało się, bo warszawiacy w kompromitujący sposób przegrali z Lechią przy Łazienkowskiej 0:3. Po roku wynik jest odwrotny, a po wszystkich zarzutach z tamtej jesieni pozostało wspomnienie.

Legia nie jest już zbieraniną piłkarzy, ale jest drużyną. Drużyną, która świetnie się rozumie, w której każdy wie co ma robić na boisku i której elementy wzajemnie się uzupełniają. Piłkarze wiedzą gdzie mogą się spodziewać partnera, nawet jeśli nie patrzą w tamtą stronę, wzajemnie się asekurują. To drużyna, której elementy do siebie pasują, a jednocześnie jest elastyczna. Gdy w przerwie z boiska musiał zejść doskonale grający w pierwszej połowie Marcin Komorowski, jego miejsce zajął pomocnik Ivica Vrdoljak i zmiany nie było widać.

Legia nie boi się rywali. To jej się boją. Trener Ulatowski po meczu mówił, że w pierwszej połowie Lechia byłą równorzędnym rywalem (z czym się nie zgadzam), ale dodał jednocześnie, że ta równorzędność polegała na skutecznej obronie i szukaniu swoich szans w kontrach. Gdańszczanie przyjechali do warszawy z założeniem, że będą tylko kontrować, a szans na to mieli nie wiele. Za to mnóstwo było sytuacji, w których szybko pozbywali się piłki, lub wybijali ją za linię, byle tylko nie stracić jej na rzecz rywali.

Legia nie jest już drużyną grającą chaotycznie, ale konsekwentnie atakującą, nawet jeśli początkowo te ataki nie przynoszą rezultatu. Mam wrażenie, że legioniści od początku meczu wiedzieli, że ich napór musi im dać gola. Nie zmieniali sposobu rozgrywania akcji, nawet jeśli przez 44 minuty bili głową w mur. Bo naprzeciw, poza murem, nic nie mieli. Owszem zdarza się, że na boisku wciąż dominuje chaos - tak było w poprzedniej kolejce z Jagiellonią, Legii zdarzały się chwile zagubienia w Poznaniu - ale dominujący tej jesieni jest porządek. Legia w uporządkowany sposób pokonywała w tym sezonie nie tylko słabsze drużyny, jak w sobotę, ale i silniejsze, jak wszyscy rywale w Lidze Europejskiej.

Legia nie jest jednowymiarowa i łatwa do rozszyfrowania. Konia z rzędem temu kto z pewnością mówił przed meczem, że w pierwszym składzie wyjdzie Rafał Wolski, a nie Michał Żyro, czy Michał Kucharczyk. Imponująca zaczyna się robić nie tylko ilość piłkarzy w wysokiej formie, których ma do dyspozycji trener Skorża, nie tylko przeciętny wiek tych, którzy zaczynają straszyć bramkarzy w ekstraklasie, ale i ich wszechstronność. W wyjściowym składzie teoretycznie Maciej Rybus był lewoskrzydłowym, Miroslav Radović był ofensywnym pomocnikiem, a Rafał Wolski prawoskrzydłowym. W praktyce dowolnie wymieniali się pozycjami. Niby Skorża ma jednego zdrowego napastnika (Ljuboja) i jednego pół-napastnika, pół-skrzydłowego (Kucharczyk). W praktyce ma całe grono piłkarzy grających w ofensywie i strzelających gole.

Rok temu napisałem, że Skorża z asystentami stworzył potwora. Teraz też stworzyli potwora. Tamten był dziki, ten jest oswojony, ukierunkowany i całkiem młody. Cały czas rośnie.

sobota, 02 października 2010

Brak Ivicy Vrdoljaka zmusił trenerów Legii do wymyślenia jak go zastąpić. Jak wspomóc Ariela Borysiuka w środku pola. Maciej Skorża, który z powodu zawieszenia nie mógł kierować zespołem w czasie meczu z ławki, przygotował taktykę tak tajną, że trzeba było ją ukrywać zamykając trening. W czasie meczu z Lechią twórczo rozwinęli ją jego asystenci. Wspólnie stworzyli potwora.

Rolę defensywnego pomocnika obok Ariela Borysiuka spełniał stoper/prawy obrońca Artur Jędrzejczyk. Jakub Rzeźniczak po meczu powiedział, ze Jędrzejczyk kiedyś cały sezon grał na tej pozycji. To musiało być dawno bo wszystko zapomniał. Ta zmiana zachęciła jednak trenerów Legii do kolejnych. No bo czemu nie?

Michał Kucharczyk - napastnik - zwykle grał w środku pola szukając piłki i próbując rozgrywać, bo na podania od ofensywnego pomocnika Ariela Cabrala nie mógł się doczekać. Po przerwie zresztą Cabrala zmieniono na Bruno Mezengę, bo trenerzy celnie zanalizowali, że brakuje napastnika, skoro Kucharczyk musi biegać gdzie indziej. Przy drugim golu traconym przez Legię Kucharczyk znalazł się niespodziewanie (przynajmniej dla mnie - ale może to było ćwiczone) na pozycji prawego obrońcy, powstrzymując m.in. lewego obrońcę Lechii Huberta Wołąkiewicza. Nic więc dziwnego, ze ten zdobył gola jak rasowy napastnik.

W wyjściowym składzie znalazło się dwóch lewych obrońców - Tomasz Kiełbowicz i Marcin Komorowski. Wariant w którym obaj naraz grają na pozycji lewego obrońcy jest być może dopiero przygotowywany. W meczu z Lechią jeszcze się na to nie zdecydowano, więc ten drugi grał jako stoper (co jest logiczne skoro stoper grał jako defensywny pomocnik). Co ciekawe Komorowskiego przy pierwszym i trzecim golu w polu karnym nie było. Obserwował sytuację z miejsca, w którym powinien być (a jakże!) defensywny pomocnik. Nie uwierzę, ze trener Kafarski to rozgryzł. Na pewno go to zaskoczyło.

Gdy w końcówce wszedł na boisko Michał Żyro - młody lewoskrzydłowy, którego na początku pracy z Legią trener Skorża chciał cofnąć do obrony, ale już przed meczem z Lechią zapowiadał, że ma zadatki na napastnika - prawoskrzydłowy Manu został przesunięty na pozycję rozgrywającego (co jest logiczne skoro napastnik Kucharczyk, który rozgrywał, cofnął się na prawą obronę). W meczu zagrał jeszcze jeden prawoskrzydłowy - Miroslav Radović - tylko że na lewym skrzydle. W tym momencie go już jednak nie było na boisku, bo wcześniej został zmieniony przez Macieja Rybusa, który akurat jest lewoskrzydłowym, ale żeby nie ułatwiać rozpracowania Legii rywalom, często biegał do ataku i miał najlepszą okazję do zdobycia gola. Nie trafił, ale w końcu nie jest napastnikiem.

I szkoda tylko, że na mecz z Widzewem wraca Vrdoljak. Trzeba będzie wrócić do "konserwatywnego" ustawienia. A może Vrdoljaka na bramkę?