O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Tenis

sobota, 25 czerwca 2011

Jestem bardzo niedzielnym kibicem tenisa, ale mecz Łukasza Kubota z Gaelem Monfilsem obejrzałem od początku do końca. Cztery sety przez dwa dni, z olbrzymią przyjemnością. Wynik? 6:3, 3:6, 3:3, deszcz, noc, sobota, ostatecznie 6:3 i 6:3.

Tu możecie przeczytać analizę Kuby Ciastonia, dlaczego Agnieszka Radwańska odpadła z Wimbledonu z tenisistką, z którą odpaść nie powinna. Kubot z kolei ograł tenisistę, którego ograć nie miał prawa. Francuz jest ósmy w rankingu ATP, ale Polak (93. w rankingu) pokonał go w sposób najfajniejszy z możliwych.

Jeśli Kuba pisze, że Radwańska, której Bóg nie poskąpił talentu, zadowala się tym co ma (a jeśli tak pisze, to tak jest), to Kubot jest jej kompletnym przeciwieństwem. Mecz z Monfilsem to przykład skrajnej wręcz zawziętości, konsekwencji i odporności psychicznej. Pierwszego seta Polak wygrał, bo Monfils grał nonszalancko, nie trafiał w kort. Ale gdy w drugim secie wziął się do roboty, to własne gemy serwisowe potrafił wygrywać czterema asami (zaserwował ich 17, Polak - 4). W dodatku biegał do piłkek, których przeciętny tenisista nie miał prawa sięgnąć. Kubot stał na korcie naprzeciwko tenisowego zwierzęcia, tak gibkiego, że można się było przestraszyć, ale się nie przestraszył.

Można Polakowi zarzucić psute smecze i walenie z bliska w siatkę, gdy powninien piłkę leciutko nad nią przerzucić. Ale w żadnym z decydujących momentów meczu nie stracił głowy. Wręcz przeciwnie, kończył wymiany wtedy, gdy było to najbardziej konieczne. Gdy w trzecim secie Francuz kontynuował serwisowy festiwal, a Polak gryzł trawę by wygrać własne gemy serwisowe, wyglądało, że nie da rady, ale wygrywał swoje podania, a w końcu zaczął odbijać serwy rywala. I się rozpadało.

Przerwa rozbiła Monfilsa, a Kubot grał swoje. "Ten Polak co gra serve & volley" grał to co umiał najlepiej, czyli jak miał okazję - biegł do siatki. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić Kubota krzyczącego "Nie wiem co mam grać!". Był ostoją spokoju, dwa razy w całym meczu pozwolił sobie na okrzyk radości po zdobytym punkcie, a i to z niespecjalną ekpresją. Zachowywał się jak mistrz - przyszedł żeby wygrać i wygrał. Dopiero po meczu odtańczył kankana.

Kubot Nadalem już pewnie nie będzie. Ma 29 lat a talentu Radwańskiej nie ma (tak mówią w redakcji ci, którzy się znają). Za to nadrabia morderczą pracą i absolutnym profesjonalizmem (tak też mówią). Gdyby wybierać między natchnionymi przez niebiosa leniami, a pracusiami bez specjalnego talentu - zdecydowanie wolę tych drugich. Bo sukces smakuje podwójnie, jeśli wiesz jak ciężka praca za nim stoi.