|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
Wpisy z tagiem: Takesure Chinyama
niedziela, 05 lutego 2012
Ljuboja w piątek dołączył do zespołu trenującego w Antalyi. Na dwa dni, bo Legia w poniedziałek wraca do Polski. Można powiedzieć że to bez sensu, ale w klubie już się pogodzono z tym, że Serb jest traktowany na szczególnych zasadach i nikt nie oczekuje że będzie inaczej. Wystarczy wpływ jaki ma na zespół. Ten, który można policzyć, czyli osiem goli w 17 meczach w lidze, plus jeden strzelony w Lidze Europejskiej. Ale też ten niepoliczalny, czyli doświadczenie jakie do niej wnosi, wzór jaki stanowi dla młodszych piłkarzy, wpływ jaki ma na kolegów z boiska - wszystko to o czym ludzie z klubu mówią i oficjalnie i prywatnie. Dlatego nie martwi mnie to, że 34-letni Ljuboja zawalił okres przygotowawczy, bo najwyraźniej tego okresu nie potrzebuje. Nie przejmuję się ewentualną obniżką formy na wiosnę, bo niższej niż jesienią mieć nie będzie. Gdyby to było możliwe, stałoby się to już jesienią. Martwi mnie tylko beztroska klubu, który ciesząc się z napastnika, który gra dobrze, nawet nie trenując, zdaje się uważać, że tak będzie wiecznie. A nie będzie. Jeszcze gdy Takesure Chinyama strzelał gola za golem (a był nie mniej skuteczny niż Ljuboja), zaczęły się jego problemy zdrowotne. Za czasów Jana Urbana trenował z rzadka, bo oszczędzał kolana, a potem przychodziła sobota i Zimbabwejczyk z uśmiechem na ustach strzelał kolejnego gola. Pod koniec sezonu 2008/09 Chinyama nie zagrał w dwóch meczach pod koniec sezonu, a w ostatnim z Ruchem Urban wpuścił go na kwadrans. Chinyama strzelił dwa gole i został królem strzelców. W kolejnym sezonie zagrał tylko siedem razy (jesienią) i strzelił dwa gole. W następnym zagrał łącznie 14 razy, ale gola strzelił tylko jednego - w meczu Młodej Legii. Często był najsłabszy na boisku. W dwa lata z piłkarza, bez którego trudno było sobie wyobrazić Legię, stał się piłkarzem w Warszawie niepotrzebnym. Przez te dwa lata nie znaleziono nikogo, kto by mógł Chinyamę zastąpić. Pierwszym skutecznym napastnikiem po Zimbabwejczyku jest Ljuboja. Teraz Serb ma strzelać gole tak długo jak się da. A co potem?
niedziela, 07 lutego 2010
Z napastnikiem jest problem. Jest pierwszy w hierarchii ataku Legii. Grzelak i Mieciel są daleko za nim. Strzela średnio 0,6 gola na mecz - to średnia dla nich nieosiągalna. Bez niego Legii będzie trudniej. Jesienią, gdy nie mógł grać lub nie był w pełni sił Legia strzelała dużo mniej goli niż Wisła i Lech. Jeśli szukać pozytywów całej tej sytuacji to jest nią to, że... trafiło właśnie na Chinyamę. Dlaczego? Bo gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego piłkarza Legii to nieprzepracowany okres przygotowawczy oznaczałby, że na starcie ligi byłby bez sił. Dwa tygodnie spędziłby na wejściu w trening, kilka na odbudowanie kondycji, kolejne tygodnie na przystosowanie się to schematów gry zespołu, kilka na wywalczenie sobie miejsca w składzie i z pewnością w końcu byłby w stanie przydać się drużynie. Tak w maju. Może pod koniec kwietnia. Ale nie Chinyama. On przygotowań nie potrzebuje. Kolano się zagoi - Chinyama może grać. Tak było latem. Operację przeszedł w czerwcu wyzdrowiał pod koniec lata i zaczął grać. Na boisku nie było widać ani braku kondycji, ani niezrozumienia z kolegami. Fizycznie nad wieloma rywalami górował. Ani śladu tego, że nie grał od czerwca. Jeśli więc rehabilitacja potrwa do drugiej kolejki ligi, Jan Urban może go wystawiać w trzeciej. Żeby tylko nie zaczęło go znowu boleć. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||