O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Bayern Monachium

niedziela, 23 maja 2010

Piłka nożna to gra czysto matematyczna. Kierunek podania musi być poza zasięgiem nogi obrońców którzy będą starali się je zatrzymać. Kąt odbicia piłki od nogi na tyle szeroki lub wąski by ta trafiła do kolegi będącego w lepszej boiskowej sytuacji, a nie do rywala. Siła i parabola strzału ma w odpowiednim momencie spowodować, że piłka minie linię bramkową i wpadnie do siatki. Geniusz piłkarza lub drużyny ujawnia się wtedy, gdy potrafi wyjść poza schematy i odnieść korzyść z zagrania potencjalnie bezsensownego, lub przeciwnie - wtedy gdy powyższe schematy wypełnia perfekcyjnie. O pierwszym przykładzie nie ma co mówić. Poległ na San Siro w półfinale. Drugi w pełnej krasie można było podziwiać w sobotę na Santiago Bernabeu.

Jose Mourinho nie dostał drużyny gwiazd. Dostał modelinę, z której ulepił mechanizm działający z dokładnością do trzech miejsc po przecinku. Samuela Eto'o zamienił w wyrobnika. Z Diego Milito stworzył idealne żądło, które nie zawodzi gdy niezbędna jest skuteczność. W stu procentach wykorzystał umiejętności Estebana Cambiasso. Wtłoczył do schematu pokłóconego z Lazio Gorana Pandeva. Z zespołu, który kiedyś Massimo Moratti prowadził na wzór obecnego Realu Madryt, który stał się synonimem pieniędzy topionych bez sensu, klubu, który choć wielki, historyczny i bogaty nie był w stanie zdobyć żadnego trofeum. Portugalczyk zrobił maszynę do wygrywania. Maszynę

Gdyby Bayern zagrał słabo pewnie smak triumfu byłby mniej słodki. Ale Niemcy zagrali bardzo dobrze, dominacja w posiadaniu piłki w pierwszej połowie przyprawiała o zawrót głowy. Gole Bayern tracił po zagraniach nad którymi w zachwytach powinni się rozpływać matematycy właśnie. Prostych, dokładnych, poza zasięgiem obrońców.

Mourinho szturmuje lożę zarezerwowaną dla najwybtniejszych trenerów w historii. To już nie jest butny, bezczelny trener, który choć jest niezły, to odrzuca innych swoją powierzchownością i zadufaniem. To przestaje mieć znaczenie. Miał wygrać finał i wygrał. Od trenera niczego więcej się nie oczekuje. Wywalczył sobie pewność, że jego najbardziej bezczelne słowa nigdy już nie zostaną potraktowane niepoważnie. Portugalczyk zapowiedział, że odchodzi z Interu. Jeśli, jak ćwierkają wróble, przejdzie do Realu Madryt, to za rok zobaczymy Real jakiego do tej pory nie znaliśmy - zdyscyplinowany, skuteczny. Prawdopodobnie w finale.