O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: PSV Eindhoven

wtorek, 29 listopada 2011

Wygrać z PSV zawsze jest przyjemnie, bo to mocna drużyna. Nie przegrała od sierpnia. Strzela rywalom po 6 (jak w sobotę) albo i 8 goli (jak kilka tygodni temu w Pucharze Holandii), a łącznie strzeliła ich już w tym sezonie 66. To ponad cztery gole tygodniowo. W tym sezonie jest supermocna i nie prowadzi w tabeli Eredivisie, bo przed nią o kilka  punktów w tabeli jest AZ Alkmaar, które jest z kolei superhiperultramocne.

Ale jest jeszcze kilka powodów, by spróbować wygrać z PSV. Środowi rywale Legii grali do tej pory siedem meczów z polskimi drużynami i wygrali wszystkie. W 1974 r. z Gwardią Warszawa w PZP (5:1 i 3:0), rok później z Ruchem (3:1 i 4:0), w 1977 r. z Widzewem (5:3 i 1:0) i kilka tygodni temu z Legią 1:0.

Po drugie Legia ma z Holendrami złe wspomnienia. Co prawda przed dziewięcioma sezonami dość poważnie pobiła FC Utrecht w Pucharze UEFA (4:1 i 3:1), ale to była tylko pierwsza runda. Dużo ważniejszy był dwumecz z kwietnia 1970 r. bo zwycięzca pojedynku z Feyenoordem trafiał do finału Pucharu Europy. W Warszawie Legia bezbramkowo zremisowała, w rewanżu przegrała 0:2.

Odegrać się na Holendrach ma też za co trener Maciej Skorża. Gdy prowadził w sezonie 2004/05 Amicę, przegrał wszystkie cztery mecze w grupie Pucharu UEFA. M.in. we Wronkach z AZ Alkmaar 1:3.

czwartek, 15 września 2011

Trudno winić serbskiego napastnika, że nie strzelił w Eindhoven gola, skoro przez większość meczu biegał w ataku sam. W pierwszej połowie nie pomagał mu ani słaby i chaotyczny Maciej Rybus, ani wracający po kontuzji Manu, który nawet czasem w obronie odbierał jakąś piłkę, ale w ataku prezentował mizerię znaną z poprzedniego sezonu. O ile w grze defensywnej, mimo straconego gola (Kuciak nadział się na świetny strzał Mertensa), nie było źle, to gra w ataku nie istniała. Gdy wszedł na boisko Miroslav Radović, poprawiło się nieznacznie.

Trudno jednak winić Macieja Skorżę za wystawienie trzech defensywnych pomocników. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby jednego zabrakło, skoro nawet w tym zestawieniu piłkarze PSV dość łątwo przesuwali się do przodu. Bez kogoś z trójki Borysiuk-Vrdoljak-Gol wchodziliby w połowę Legii jak w masło. A tak, trochę kłopotów mieli.

Po meczu w Eindhoven widać jednak wyraźnie, że Ljuboja nie może grać sam. W dodatku jego pomocnikiem nie może być byle kto. Czekanie na pierwszy błysk Michała Żyro zaczyna się robić nudne. Jak Ljuboja skrzyczał Jakuba Koseckiego wszyscy widzieli. W dodatku Serb wściekał się później na młodego napastnika pokazując mu, że gdy on próbuje pressingu, to Kosecki powinien podbiec do rywala, któremu ten przy piłce może podać.

To zresztą ciekawa sprawa. Wydawałoby się, ze to piłkarskie abecadło. Kto ogląda Legię na żywo na pewno zauważył, że to pierwsza rzecz której od partnerów wymaga Ljuboja. Radovicia też musiał tego nauczyć, ale ten już wie, że bieganie do obrońcy z piłką w pojedynkę nie ma sensu. I nauczył się. I sam zachęca partnerów do takiej gry. To pewnie niejedyny, ale jeden z powodów, dla których Ljuboja lubi grać z Radoviciem.

W czwartkowym meczu jak na dłoni było widać dlaczego Legia przegrała... z Podbeskidziem. Przez niedokładność, odskakujące piłki i zbyt szybkie, bezmyślne zagrania. W lidze było tego pełno, choć bielszczanie nie umieli tego wykorzystać, więc nie było to tak widoczne. W Lidze Europejskiej, gdy legioniści mieli kilka okazji na szybki kontratak na krzyż, biło po oczach. Zwłaszcza gdy przez złe opanowanie piłki piłkarz Legii tracił czas, przestraszył się biegnącego obok rywala, robił kółeczko i podawał do tyłu. A Ljuboja czekał...

P.S.

Tutaj zobaczycie bramkę Mertensa z meczu z Legią

 

wtorek, 13 września 2011

Maciej Skorża marzy o bezbramkowym remisie w Eindhoven. Ale zachować czyste konto w meczu z PSV nie będzie łatwo. PSV w pięciu meczach tego sezonu strzeliło 14 goli. Do siatki rywali trafiało w każdym z rozegranych meczów. Z kolei Legia grała do tej pory w eliminacjach Ligi Europejskiej i w lidze dziewięć razy i poza meczami z Gaziantepsporem traciła co najmniej jednego gola w każdym meczu. Oznacza to, że bramkarz z Warszawy wyciągął piłkę z siatki w każdym z siedmiu ostatnich meczów.

Nie powiedziane jednak, że Legia nic nie strzeli. PSV straciło już pięć goli. W niedzielnym meczu z beniaminkiem VVV Venlo rywale wbili im trzy bramki w niecałe dziesięć minut. Z kolei legioniści trafiali do siatki rywali już 17 razy. Nie strzelili gola tylko w rewanżowym meczu z Gaziantepsporem, gdy wynik 0:0 był wymarzonym. Spartakowi warszawiacy strzelili aż pięć goli, w tym trzy w Moskwie. Zresztą w czterech dotychczasowych meczach wyjazdowych Legia strzeliła 10 goli.

Gdyby opierać się tylko na statystyce, w czwartek w Eindhoven powinno być jakoś 3:2 dla PSV. Zobaczymy.