|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
Wpisy z tagiem: jan urban
sobota, 20 listopada 2010
Potem zaczęliśmy się wspólnie zastanawiać (bezskutecznie) jak tamta Legia w ogóle wygrywała, bo przecież był to wstęp do jednego z najczarniejszych okresów gry tej drużyny. Pamiętam, ze długimi momentami na grę Legii nie dało się patrzeć, za to w przeciwieństwie do tej obecnej nie wykorzystywała stałych fragmentów gry. Jesień kończyła w połowie grudnia meczem z Arką, który po przesłabej grze wygrała dzięki bramce z rzutu karnego. Ale tamta Legia po 14 kolejce miała na koncie cztery punkty więcej niż obecna i tylko 2 razy przegrała (obecna 6 razy). Strzeliła 20 goli, a straciła zaledwie 7. Obecna Legia w 14 meczach trafiała 18 razy, ale bramkarze wyciągali piłkę z siatki aż 19 razy. Poza oczywistą różnicą polegającą na tym, że teraz nie ma Jana Muchy i jest to strata której się zastąpić po prostu nie da, mój redakcyjny kolega zauważył jeszcze jedno. Obecna Legia jest co najmniej od kilku kolejek kompletnie bezradna w ataku. Wyłączając stałe fragmenty gry nie potrafi stworzyć pół groźnej sytuacji pod bramką rywala. Kopnięcia Tomasza Kiełbowicza pozwalają jej na zajmowanie miejsca tuż za liderem tabeli, ale bez nich... Ktoś kto nie widział meczu z Arką może być zdziwiony, ale Legia wygrała 3:0 szczęśliwie. Dostała prezent od sędziego, który podyktował rzut karny (Radović został sfaulowany, ale wczesniej sam faulował), a potem dwa prezenty od bramkarza rywali, który sam wrzucał sobie piłkę do siatki. Ani razu nie rozegrała porządnego ataku. Pierwszy celny strzał legioniści oddali w 29. minucie. Potem celnie strzelali już tylko z rzutu karnego i dwa razy w Witkowskiego, który po siatkarsku kierował piłkę do własnej bramki. Nawet Maciej Skorża po meczu przyznał, że Legia nie zagrała najlepiej. Trudno trenerowi mówić, po meczu wygranym 3:0, że jego drużyna zagrała jeden z najsłabszych meczów w sezonie, ale wynik nazwał "paradoksem", a rzut karny określił jako "kontrowersyjny". Legia urbanowa, sprzed roku, z Bartłomiejem Grzelakiem, Marcinem Smolińskim i Marcinem Mięcielem okazje jednak stwarzała, choć doznania artystyczne po jej obejrzeniu niewiele rózniły się od dzisiejszych. Jednak po letnich zakupach na Nowym Stadionie Nowa Drużyna miała stanowić nową jakość. Nie stanowi. PS. A za tydzień Legia jedzie do Bytomia na mecz z Polonią prowadzoną przez Jana Urbana...
sobota, 27 lutego 2010
Plus - nos Jana Urbana. Gdy czerwoną kartkę dostał Dickson Choto powstał problem co robić. Decyzja Jana Urbana wydawała się kompletnie bez sensu. Wprowadził na boisko obrońcę Tomasza Kiełbowicza, a ściągnął najlepszego w Legii, napastnika Marcina Mięciela. Niby trzeba w takiej sytuacji uzupełnić skład obrony, ale Legi przecież nie zależało na tym, żeby, przegrywając 0:1, nie stracić kolejnych goli, tylko żeby dwa strzelić. Tymczasem pozbyła się napastnika i to nie tego, który grał tragicznie, ale tego który stwarzał jakiekolwiek zagrożenie. Okazało się jednak, że Bartłomiej Grzelak miał jedno dotknięcie, które dało Legii trzy punkty, a wprowadzony Kiełbowicz zaliczył asystę przy pierwszym trafieniu. Z kolei wprowadzenie Sebastiana Szałachowskiego było strzełem w dziesiątkę. W ciągu kilku minut strzelił gola i miał asystę. Gdyby wyróżniać piłkarza - jemu się należy nagroda. Za efektywność. Ale przede wszystkim należy wyróżnić nos trenera. P.S. Choć z łyżką dziegciu. Czemu Szałachowski nie grał od początku? Minus - wspomniany Bartłomiej Grzelak. Zmarnowanie sytuacji z pierwszej minuty, gdy dostał prezent od Marcina Cabaja, było nieprawdobodobne. Żeby obrońcy zdążyli zabrać mu piłkę, Grzelak musiał zamiast strzelać, zatrzymać piłkę, podprowadzić ją trochę bliżej pola karnego, pozwolić jej trochę uciec od nogi i jeszcze chwilę poczekać. Zrobił to wszystko. Ale minus nie tylko za to. Piłka się napastnika Legii nie słuchała, on za nią specjalnie nie biegał, a obrońcy złośliwie nie pozwalali się przejść. Jak na złość. P.S. Choć z łyżką cukru. W 70. minucie błędu nie popełnił, a Cabaja przelobował zawodowo. Za to należą się brawa. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||