|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
Wpisy z tagiem: wisła kraków
piątek, 30 marca 2012
Przepytałem przed piątkowym meczem w Krakowie kilka osób o to czy Legia jest faworytem. Większość twierdziła że nie, co mnie nie dziwi, bo też nie czuję żeby warszawiacy mieli nad rywalami jakąś przewagę. Co prawda Legia prowadzi w tabeli, Wisła jest siódma i traci do niej jedenaście punktów w tabeli, ale co z tego. Na wyjeździe Legia z Wisłą w ostatnich latach w lidze wygrała tylko raz - w Sosnowcu. W Krakowie ani razu. Pięć razy przystępowała do meczu z krakowianami wyprzedzając ją w tabeli i nie wygrała ani razu. Trzy ostatnie z tych meczów miały miejsce w Krakowie - 1:3, 0:1, 0:4. Co więc wynika z tego, że Legia jest liderem, a Wisła nie? Kompletnie nic. Legia ma z Wisłą jeszcze jeden problem. Nie wygrywa z nią ważnych spotkań. Gdy zwycięża, to niewiele jej to daje. Co z tego, że dwa ostatnie spotkania wygrała po 2:0. Przed rokiem krakowianie przyjechali do Warszawy tuż po świętowaniu mistrzostwa Polski. Jesienią Legia wygrała, ale kluczowe są wygrane wiosną, gdy obie drużyny wpadają na siebie kilka kolejek przed końcem sezonu. I co z tego wynika: wiosna 2011 - 2:0 w Warszawie, mecz bez znaczenia; wiosna 2010 - 0:3 przy Łazienkowskiej; wiosna 2009 - 0:1 w Krakowie, które zabrało Legii szansę na tytuł; wiosna 2008 - 2:1 w Warszawie, mecz bez znaczenia (Wisła była pewna tytułu); wiosna 2007 - 1:3 w Krakowie (Wisła remisowała i przegrywała na potęgę, przez całą wiosnę wygrała trzy mecze w lidze, ale Legię pokonała); wiosna 2006 - 1:2 w Warszawie, bez znaczenia bo Legia miała już tytuł (ale to jednak porażka u siebie); wiosna 2005 - 5:1 w Warszawie, ale mecz bez znaczenia (Wisłą miała gigantyczną przewagę w lidze nad drugim Groclinem); wiosna 2004 - 0:1 w Krakowie; wiosna 2003 - 1:2 w Krakowie. Trzeba się cofnąć 10 lat wstecz, żeby znaleźć wiosenne mecze z Wisłą, które Legii cokolwiek dały. W sezonie 2001/02 wygrała 1:0 i 1:1 i zdobyła mistrzostwo.
piątek, 02 grudnia 2011
Kiedyś wąs był niezbędnym atrybutem porządnego futbolisty. Orły Górskiego to w dużej mierze wąsacze. Wąsaczami był Ruud Gullit i Frank Rijkard. Rudi Voeller bez wąsów nie byłby tym samym piłkarzem. David Seaman. Giuseppe Bergomi. Nawet George Best przez moment. I wielu innych, żeby wymienić tylko Leszka Pisza czy Wojciecha Kowalczyka? A Marian Janoszka? Dziś wąs jest w odwrocie. Co prawda portugalscy kibice przed mundialem w RPA postanowili namówić piłkarzy na zapuszczenie wąsów, ale bezskutecznie. Tym większe brawa dla Skoubo, który nawiasem móiąc poza wąsem nie wyróżnia się osiągnięciami na boisku. Skuteczny był tylko na początku kariery w Midtjylland i potem gdy trafił do Broenby. Był nieskuteczny w Borussii Moenchengladbach, WBA i Realu Sociedad. W 2008 r. trafił do Utrechtu i przez cały sezon nie strzelił gola w lidze, dlatego wypożyczono go do Rody. tam pło nieco lepiej - 10 bramek przez dwa lata więc w tym roku trafił do Odense. W kadrze zagrał pięć razy. I gdyby nie wąs pewnie byłby tylko jednym z przegranych w czwartek Duńczyków... P.S. Poniżej zdjęcie z treningu. Od razu wiadomo gdzie jest Skoubo.
środa, 03 sierpnia 2011
Potencjalnych rywali jest pięciu i próżno wśród nich szukać Arsenalu, Bayernu, Lyonu, Udinese czy Rubina Kazań, choć te zespoły też będą walczyły o rundę grupową. Ale dzięki reformie szefa UEFA, będą się bić między sobą. Jedną z najbardziej widocznych zmian wprowadzonych przez Francuza jest właśnie oddzielenie drugich, trzecich i czwartych zespołów z najsilniejszych lig, od mistrzów. W dodatku w eliminacjach biją się między sobą tylko słabi mistrzowie, bo ci silni - z Premier League, Serie A, ale też ligi tureckiej, ukraińskiej, czy rumuńskiej - awansują automatycznie. Platini formalnie oddzielił mistrzów, od nie-mistrzów. W praktyce oddzielił mocne ligi od tych słabszych. I to jest główna zmiana dla Wisły. Barcelona, Anderlecht, Real Madryt, Panathinaikos, Barcelona i... Levadia, ale w drugiej rundzie eliminacji - to zespoły, z którymi Wisła do tej pory przegrywała walkę o LM. Najbliżej rundy grupowej Ligi Mistrzów krakowianie byli w 2005 r. gdy o włos przegrali z Panathinaikosem (3:1 i 1:4 po dogrywce) teraz zagrają z rywalem najwyżej porównywalnym. Trudno krakowianie będą mieli z wygrywającym seryjnie ligę duńską FC Kopenhaga. Trudno, ale już lżej z BATE Borysów, Maccabi Hajfa lub z Dinamem Zagrzeb. Jeszcze łatwiej, choć wciąż niełatwo z APOEL-em Nikozja. Z każdym z rywali Wisła może odpaść. Ale lepiej trafić na APOEL niż na Barcelonę, prawda?
Po pierwsze, co okazało się w pierwszych meczach, cała trójka trafiła na rywali słabszych, lub będących w zasięgu. Liteks nie okazał się od Wisły lepszy. Choć piłkarze z Łowecza mieli w pierwszym meczu więcej okazji do strzelenia gola, a mecz mógł spokojnie zakończyć się wynikiem 3:2 dla gospodarzy, to w rewanżu krakowianie powinni obronić jednobramkową przewagę, zwłaszcza z zespołem, który miał problemy ze strzeleniem gola u siebie. Legia ma najtrudniej, bo w Gaziantepsporze grają po prostu lepsi piłkarze. Ale nie na tyle lepsi, by nie uniemożliwić im strzelenie gola. Do awansu warszawiakom wystarczy 0:0, a w Gaziantep udowodnili, że potrafią zagrać „na zero z tyłu”, choć jeśli przypomnieć sobie poprzedni sezon brzmi to jak żart. Na rywala Śląska żal strzępić klawiaturę. Śląsk ma go przejść i tyle. Po drugie każda z trzech drużyn ma już za sobą trudną boiskową sytuację, a którą sobie poradziła. Legia wzorowo przetrzymała 90-minutowy napór Turków i jeszcze strzeliła gola. Wisła zaprezentowała niezwykle cenną umiejętność wygrywania, gdy nie gra się wybitnie. W Łoweczu zagrała przeciętnie momentami słabo, ale zdobyła dwie bramki. Śląsk swoją próbę ognia przeszedł w meczu z Dundee. Jeśli w piątej minucie przegrywa się 0:2, a potem odrabia straty, to żaden rywal nie jest straszny. Po trzecie wreszcie i z przymrużeniem oka, wszystkim trzem zespołom do awansu potrzebny jest remis. Wystarczy, ze skutecznie zamurują bramkę i awans w kieszeni. Oznacza to, że wszystkie mogą grać ulubioną taktyką polskich drużyn, czyli „z kontry”, bo jak wie każde polskie dziecko oglądające dowolną transmisję meczu „atak pozycyjny nam nie leży”. W przypadku Śląska co prawda grając na zero z tyło trzeba się przemęczyć do karnych, ale pamiętając formę rywali z pierwszego meczu zdziwię się jeśli Wrocławianie nie wygrają. Słowem, choć to dziwnie zabrzmi, najbardziej prawdopodobny scenariusz to awans całej trójki. Kiedy tak było?
poniedziałek, 02 maja 2011
Takich kolejek do końca sezonu pewnie czeka nas więcej. I nie powinno to kibica cieszyć, bo nic nie ma wesołego w tym, że liga się wyrównuje, skoro równa w dół. Ci, po których do niedawna można się było spodziewać głównie zwycięstw pogrążają się w ligowej szarzyźnie. Dzięki temu szarzyzna radzi sobie świetnie, ale wciąż jest szara. To, że Górnik pokonał Wisłę, nie wynika z tego, że zabrzanie nagle stali się czołową drużyną ligi, ale z tego, że krakowianie, choć dominują na boisku, są rażąco nieskuteczni. Górnik w sobotę pokazał wybieganie i kondycję, ale kto zaświadczy, że drużyna która nie wygrała trzech poprzednich meczów odniesie zwycięstwo w trzech najbliższych? Czy Polonia Bytom, po pokonaniu rywali ma w planach włączenie się do walki o puchary? Czy może wygrała, bo Jagiellonia trzy razy zaspała w obronie? Czy wynik tego meczu dobrze świadczy o Polonii, czy raczej źle o Jagiellonii? Obecny sezon to czasowa dominacja tych, którym akurat przez kilka tygodni coś się udaje. Ale szybko przestaje wychodzić. Jagiellonia wydawała się solidnym kandydatem na mistrza, ale na początku wiosny zapomniała jak się wygrywa. Polonia Warszawa najpierw broniła się przed spadkiem, potem wygrywała jak leci, ale znów przegrała. Nawet Wisła, która imponowała formą na początku wiosny, przegrała dwa mecze z rzędu, a z Pucharu Polski wyeliminował ją drugoligowiec. Do tytułu pewnie się doczłapie, ale co to będzie za mistrz? Rok temu po 24 kolejkach Wisła miała na koncie dziewięć punktów więcej niż obecnie. O finalistach Pucharu Polski, czyli Legii i Lechu nawet nie ma co wspominać. Poniżej trzy wypowiedzi trenerów po meczach ostatniej kolejki. Wszystkie pod hasłem „nie wyszło”: - Niewiele jest w polskiej lidze drużyn, które chcą grać w piłkę, a nie cofają się, licząc na kontry. Dla nas teraz liczą się wyłącznie punkty, na początku rundy chcieliśmy grać efektownie i za to zapłaciliśmy – Maciej Skorża po meczu z Widzewem (1:0) - Przed meczem mówiłem, że w Zabrzu zagraliśmy najgorszy mecz w sezonie. Dzisiaj myślę, że nie było tak źle jak wtedy, ale nie graliśmy na naszym poziomie. Staraliśmy się naciskać Górnika, jednak od był dobrze ustawiony i to on na nas czasami naciskał – Robert Maaskant po meczu z Górnikiem (0:2). - Uważałem, że to jest doskonały moment na zwycięstwo na wyjeździe. Graliśmy na bardzo dobrze przygotowanym boisku, przy znakomitej atmosferze. Niestety nie udało nam się wygrać – Jose Mari Bakero po meczu z Zagłębiem (0:1). P.S. "Nawet jeśli zdobędziemy mistrzostwo, to co dalej? Znów zagramy katastrofalnie jak z Górnikiem i uciekną nam szanse na Ligę Mistrzów?" - Tomas Jirsak.
sobota, 08 maja 2010
Mecz z Wisłą udowodnił jak wielkiej zmiany wymaga Legia. Nie wystarczy lifting. Drużynę trzeba zbudować od nowa, bo to co jest wystarczy najwyżej na środek tabeli. Trudno wskazywać konkretne elementy, ubolewać np. że bez Dicksona Choto rozsypała się obrona, bo rozsypała się cała drużyna. Legia jest w prochu jeśli chodzi o psychikę (piłkarze na drugą połowę wyszli jak na ścięcie i zanim w 47. minucie stracili gola, mogli go stracić w ciągu półtorej minuty dwa razy), taktykę (po meczu trener Białas powiedział, ze piłkarze nie realizowali założeń i nie wie dlaczego) i umiejętności (sytuacje w których Szałachowskiemu lub Iwańskiemu odskakiwała piłka nie nadają się już do komentowania, ile można...). Bez Jana Muchy w Legii byłaby piłkarska pustynia. Z pojedynczymi oazami, jak wspomniany Choto czy Inaki Astiz, który w sobotę zagrał tragicznie. Ale akurat Hiszpan innymi meczami pokazał, że w jego przypadku mecz z Wisłą był wypadkiem przy pracy. Za to o jego partnerze na środku obrony - Wojciechu Szali - na trybunie prasowej mówiono, że to nie do wiary, żeby w Młodej Legii grali gorsi. Po meczu trener Białas powiedział, że to najlepsi piłkarze jakich ma. Ma słaby zespół. - Nie spodziewaliśmy się tak wysokiego zwycięstwa. Przy Łazienkowskiej 3 zawsze było bardzo ciężko, a Legia u siebie to bardzo groźny zespół - powiedział po meczu z rozpędu i z przyzwyczajenia Paweł Brożek. W sobotę trudno nie było. Wiślacy musieli tylko trochę pobiegać. W drugiej połowie, przy stanie 0:3 trener Legii wprowadził na boisko Kubę Koseckiego i Adama Banasiaka. - By przekonali się ile im jeszcze brakuje do poziomu ligowego - tłumaczył. Żeby tylko po tym jak się już przekonali, nie zawróciło im się w głowach. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||