O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Inter Mediolan

środa, 06 kwietnia 2011

Oglądając we wtorek mecz Interu z Schalke w Lidze Mistrzów przyszło mi do głowy, że coś takiego już niedawno widziałem na nieodległym stadionie w Warszawie. Zbieżności jest mnóstwo.

1. Inter do przerwy dominował na boisku, częściej był przy piłce, a jego akcje były groźniejsze. Zaczął od niesamowitego gola. Schalke za to kontratakowało z chirurgiczną precyzją i jak już goście znaleźli się w polu karnym Interu, to wpadało. Zresztą przedziwnie, bo pierwszego gola Schalke strzeliło po zamieszaniu, a przy drugim Edu wpakował piłkę do siatki w tak ekwilibrystyczny sposób, że sam Julio Cesar był zdziwiony. W każdym razie w przerwie Inter, podobnie jak Legia ukłuty w pierwszej połowie, mógł spokojnie myśleć o wygranej.

2. W drugiej połowie Inter stracił szybko dwa gole i się rozpadł. Po piłkarzach Schalke nie było wydać, że boją się porażki lub remisu, podobnie jak po dość swobodnie biegających po boisku w sobotę chorzowianach. Wiedzieli, że krzywda im się nie stanie. Skalę rozpadu mediolańczyków udowodnił piąty gol dla gości. Robili w polu karnym rywali co chcieli. Mniej więcej tak jak Arkadiusz Piech miedzy obrońcami Legii.

3. Inter został upokorzony przed własną publicznością. Niemiecki komentator powiedział, że wspaniała atmosfera San Siro zamieniła się atmosferę przypominającą cmentarz. Na Legii po końcowym gwizdku atmosfera przypominała taką z igrzysk. Gdy publika nie mogła się doczekać wypuszczenia lwów.

4. - Trudno coś powiedzieć po takiej klęsce. Świetnie zaczęliśmy i nie mogłem przypuszczać, że tak to się skończy - przyznał po meczu trener Interu Leonardo. Podobnie mówił trener Skorża, choć Leonardo pokusił się u próbę tłumaczenia. Że wyraźnie nie wytrzymali fizycznie, że to niejedyny powód, itp. Trener Legii sprawiał wrażenie jakby nie wiedział dlaczego stało się to co się stało i jak temu zaradzić.

5. - Nie wiem co się stało. Nie wiem jak to wyjaśnić. Zaczęliśmy dobrze i nagle totalny black-out. Musimy myśleć pozytywnie, skupić się na kolejnym meczu. Czeka nas liga, a potem zagramy w Niemczech w rewanżu - powiedział rozbity lewy obrońca i kapitan Interu Javier Zanetti. - Wstyd. Prowadzimy 2-0, absolutnie kontrolujemy mecz, a od 44. minuty zachowujemy się tak, jakby ten mecz już się skończył. Nie wiem co teraz. Nie mam pojęcia... Oczywiście mamy przed sobą kolejny mecz i tego spotkania nie można zbyt długo rozpamiętywać. Nie ma czasu na płakanie, nie ma czasu na marudzenie, wytykanie sobie błędów. Trzeba się sprężyć i wygrać ten mecz, bez względu na styl - stwierdził po sobotnim meczu lewy obrońca Legii, jeszcze nie kapitan, Jakub Wawrzyniak.

I tylko szkoda, że okoliczności były nieco inne. Działacze Legii kłopoty w ćwierćfinale Ligi Mistrzów pewnie wzięliby z pocałowaniem ręki. Gdyby tylko ktoś zaproponował...

P.S. Dziś o 18.30 Legia gra w Gdańsku z Lechią. Zestaw przemyśleń w trakcie będę publikował na Twitterze, czyli tutaj.

piątek, 15 października 2010

Rozdymanie bloga filmami z youtube'a to zła praktyka, ale nie mogłem się powstrzymać. W tym miejscu zachwycałem się prezentacją najlepszych bramkarzy w Lidze Mistrzów w poprzednim sezonie. Film zrobiono na potrzeby rozdania nagród przy okazji losowania tegorocznych grup. Poniżej najlepsi bramkarze, obrońcy, pomocnicy i napastnicy. Znowu nachodzi mnie myśl, że UEFA mogłaby się nie zajmować niczym innym tylko robić takie filmy i już na coś by się przydała.

Druga refleksja jest taka, że choć wszyscy interowcy zostali nagrodzeni słusznie. To przypominając sobie co wyczyniali w Lidze Mistrzów wszyscy nominowani, szkoda, że nie dało się przyznać po trzech nagród w każdej kategorii...

niedziela, 23 maja 2010

Piłka nożna to gra czysto matematyczna. Kierunek podania musi być poza zasięgiem nogi obrońców którzy będą starali się je zatrzymać. Kąt odbicia piłki od nogi na tyle szeroki lub wąski by ta trafiła do kolegi będącego w lepszej boiskowej sytuacji, a nie do rywala. Siła i parabola strzału ma w odpowiednim momencie spowodować, że piłka minie linię bramkową i wpadnie do siatki. Geniusz piłkarza lub drużyny ujawnia się wtedy, gdy potrafi wyjść poza schematy i odnieść korzyść z zagrania potencjalnie bezsensownego, lub przeciwnie - wtedy gdy powyższe schematy wypełnia perfekcyjnie. O pierwszym przykładzie nie ma co mówić. Poległ na San Siro w półfinale. Drugi w pełnej krasie można było podziwiać w sobotę na Santiago Bernabeu.

Jose Mourinho nie dostał drużyny gwiazd. Dostał modelinę, z której ulepił mechanizm działający z dokładnością do trzech miejsc po przecinku. Samuela Eto'o zamienił w wyrobnika. Z Diego Milito stworzył idealne żądło, które nie zawodzi gdy niezbędna jest skuteczność. W stu procentach wykorzystał umiejętności Estebana Cambiasso. Wtłoczył do schematu pokłóconego z Lazio Gorana Pandeva. Z zespołu, który kiedyś Massimo Moratti prowadził na wzór obecnego Realu Madryt, który stał się synonimem pieniędzy topionych bez sensu, klubu, który choć wielki, historyczny i bogaty nie był w stanie zdobyć żadnego trofeum. Portugalczyk zrobił maszynę do wygrywania. Maszynę

Gdyby Bayern zagrał słabo pewnie smak triumfu byłby mniej słodki. Ale Niemcy zagrali bardzo dobrze, dominacja w posiadaniu piłki w pierwszej połowie przyprawiała o zawrót głowy. Gole Bayern tracił po zagraniach nad którymi w zachwytach powinni się rozpływać matematycy właśnie. Prostych, dokładnych, poza zasięgiem obrońców.

Mourinho szturmuje lożę zarezerwowaną dla najwybtniejszych trenerów w historii. To już nie jest butny, bezczelny trener, który choć jest niezły, to odrzuca innych swoją powierzchownością i zadufaniem. To przestaje mieć znaczenie. Miał wygrać finał i wygrał. Od trenera niczego więcej się nie oczekuje. Wywalczył sobie pewność, że jego najbardziej bezczelne słowa nigdy już nie zostaną potraktowane niepoważnie. Portugalczyk zapowiedział, że odchodzi z Interu. Jeśli, jak ćwierkają wróble, przejdzie do Realu Madryt, to za rok zobaczymy Real jakiego do tej pory nie znaliśmy - zdyscyplinowany, skuteczny. Prawdopodobnie w finale.