O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Janusz Gol

sobota, 31 marca 2012

Nie wiem co wymyśli Maciej Skorża na mecz z Ruchem, który zresztą obejrzy z trybun, bez prawego obrońcy i z jednym zaledwie defensywnym pomocnikiem. Na początku myślałem, że trzeba będzie ściągać piłkarzy młodej Legii, ale jednak kilka możliwości jest. Skończy się na Jakubie Wawrzyniaku na prawej obronie, a w pomocy? Albo mogą zagrać obok Vrdoljaka Daniel Łukasik lub Dominik Furman (to drugie rozwiązanie zapowiada się ciekawie), albo Skorża zagra - jak na siebie - ultraofensywnie. Z Wolskim, Radoviciem, Novo i Żyrą. Jakoś nie mogę w to uwierzyć.

Remis grając dziewięciu na jedenastu na stadionie Wisły może uchodzić za heroiczny wyczyn, nawet jeśli Wisła była bezzębna, a jej zdolność do strzelania goli to w porywach dolne stany średnie. Ale Legia sama się wpędziła w sytuację heroiczną, w której 0:0 jest sukcesem. Bo tak naprawdę to żaden sukces. Wisła była słaba jak nigdy, przynajmniej w erze Bogusława Cupiała. Trzeba było ją ograć. Legioniści mogą tylko się cieszyć, że mieli szczęście bo trafił im się mecz z czerwonymi kartkami z zespołem, który nie był w stanie tego wykorzystać.

Już wcześniej pisałem, że Legia czołga się po tytuł. Wyczynem jest jej utrzymywanie się na pierwszym miejscu w tabeli. Po wygranej ze Śląskiem zrównała się z wrocławianami punktami. Od tamtej pory w czterech kolejkach wygrała raz, ale wciąż prowadzi. Za tydzień to się skończy - albo Legia wygra, albo pożegna się z pierwszym miejscem.

niedziela, 26 lutego 2012

Legia zagrała we Wrocławiu mecz wyśmienity. Mecz dobry to taki, w którym zespół gra skutecznie a na boisku stanowi drużynę. Jeśli potrafi zagrać efektownie to mecz jest bardzo dobry. Jeśli jest o klasę lepszy od rywala to można uznać, że gra wyjątkowo. Wyśmienicie gra, gdy rywala rozbija i odbiera mu chęć do gry. Tak zagrała Legia - na boisku rywala, lidera ekstraklasy, przy 30 tysiącach kibiców rywali.

Ale najbardziej zjawiskowe były w tym meczu gole. Nie tylko dwa pierwsze. Każdy z nich ma za sobą historię. Każdy był na swój sposób niespodziewany.

Pierwszy strzelony przez Janusza Gola. Tego samego, który tydzień wcześniej stracił piłkę, a chwilę później Legia straciła gola. Tym razem sam ją wywalczył i zakończył akcję ze spokojem, który cechuje najlepszych napastników. W pierwszej minucie meczu!

Drugi gol to znowu przytomność Gola, który grał jakby to była ostatnia szansa, by nie wpaść w Legii w głębszą rezerwę. Gdyby nie kontuzja Vrdoljaka to zacząłby mecz na ławce. W trzech poprzednich spotkaniach solidnie na to zapracował. Nieoczekiwanej szansy chwycił się rękami, nogami i zębami. Zwróćcie uwagę jakie gole strzela Gol - Spartakowi (chyba najważniejszy w karierze), Wiśle, Sportingowi. Teraz te dwa.

Trzeci gol to zjawiskowe uderzenie Danijela Ljuboi. Pamiętam jak Serb trafił do Legii i w każdym meczu przymierzał się do uderzeń z rzutów wolnych. Piłka latała wszędzie, tylko nie do bramki. Próbował, próbował, aż w końcu przestał. Pewnie gdyby Vrdoljak był zdrowy, w ogóle by go nie było przy piłce. Cała akcja była dziełem Ljuboi, z małym wstępem Nacho Novo. Serb ograł Pietrasiaka, spowodował, że ten dostał czerwoną kartkę, a potem strzelił.

Czwarty gol z pozoru wydawało się najzwyklejszy ze zwykłych. Dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzał głową. Tyle że dośrodkowującego w tym sezonie z niezwykłą skutecznością Macieja Rybusa już w Legii nie ma. Za to zastąpił go Rafał Wolski. A strzelec, poza tym, że ostatniego gola strzelił dwa lata temu, jeszcze tydzień temu był rezerwowym. Inaki Astiz skorzystał z odejścia Marcina Komorowskiego, za to do pierwszego składu wrócił z hukiem i fanfarami.

Do niedzieli bezapelacyjnie najlepszym meczem Legii w sezonie był ten w Moskwie ze Spartakiem. Takiej dramaturgii jak wtedy we Wrocławiu nie było. Ale rozbicie lidera na jego boisku ma nie mniejszą wartość. I to po jakich golach...

wtorek, 18 stycznia 2011

Trwa epopeja transferowa Janusza Gola, który najwyraźniej chciałby, ale się boi. Legia, która zaproponowała defensywnemu pomocnikowi kontrakt, podobnie jak jego obecny klub GKS Bełchatów, czeka czy dogada się z pracodawcą, czy zrezygnuje z przedłużenia kontraktu. Problem w tym, że Gol, być może z wrodzonej nieśmiałości, nic nie mówi. Gdyby rozważyć jego możliwości to wychodzi następująca analiza, z zastrzeżeniem, że o wielu rzeczach mogą wiedzieć tylko zainteresowani:

Janusz Gol przedłuża kontrakt. Kto zyskuje? Janusz Gol - bo wreszcie ma spokój na kilka lat w klubie, w którym jak sam mówi, czuje się dobrze. GKS Bełchatów - bo zostaje w nim piłkarz, którego trener Bartoszek bardzo ceni. Kto traci? Janusz Gol - bo jednak nie zagra w klubie, w którym miałby lepsze warunki sportowe i finansowe. Legia Warszawa - bo znowu nie ma transferu. Menadżer - bo za wynegocjowany kontrakt z Legią, a może i zimowy transfer, zarobiłby pewnie więcej niż za przedłużenie umowy z GKS. Wynik 2:3

Janusz Gol podpisuje umowę z Legią, ale na pół roku zostaje w GKS. Kto zyskuje? Legia - bo ma za darmo piłkarza, którego chciała. Co prawda od lata, ale defensywny pomocnik nie jest pierwszą potrzebą. Menadżer - zmiana klubu, więc zarabia. Janusz Gol - lepszy klub, lepsze pieniądze. Kto traci? Janusz Gol - przez pół roku kopie piłkę z młodzieżą w Młodym Bełchatowie. GKS - oddaje za darmo piłkarza i w dodatku przez pół roku płaci mu pensję. Wynik 3:2

Janusz Gol podpisuje umowę z Legią, a ta wykupuje go z GKS zimą. Kto zyskuje? Janusz Gol - lepszy klub, lepsze pieniądze. Legia - jest transfer. GKS - zarabia na piłkarzu, który latem odszedłby za darmo i oszczędza na jego półrocznej pensji. Kandydatów na jego miejsce bełchatowianie już mają na oku. Menadżer - opcja, w której zarabia najwięcej. Kto traci? Legia - bo pieniądze tej zimy się dla Legii liczą, jak się da nie wydać, to lepiej nie wydać. Wynik 4:1

Janusz Gol nie przedłuża umowy z GKS, nie podpisuje umowy z Legią, czeka na lepszą ofertę. Kto zyskuje? Janusz Gol - zawsze może się zdarzyć, że jakiś szejk-właściciel klubu dostrzeże w nim wielki talent i da milionowy kontrakt. Menadżer - jeśli jest obrotny, dogada się z szejkiem. Kto traci? Janusz Gol - pół roku w rezerwach, latem być może nie ma pracy. Legia - nie ma transferu, GKS - nie ma piłkarza, nie ma pieniędzy, a pensję płacić trzeba, Menadżer - prawdopodobnie nie dogada się z szejkiem. Wynik: 2:4

Z analizy zysków i strat wynika, że Gol powinien skończyć jak Hubert Wołąkiewicz, który jeszcze przez pół roku miał być piłkarzem Lechii, a już podpisał kontrakt z Lechem. Ale kto wie co się zdarzy w ekstraklasie...