|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
Wpisy z tagiem: Legia
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Gdy je otwierano chodziło mi po głowie pytanie: Kiedy poziom spektaklu będzie tak bardzo odbiegał od poziomu otoczenia, w którym się odbywa, że zacznie mi to przeszkadzać? Właśnie zaczęło, bo na piątkowe popisy piłkarzy w Lubinie i poniedziałkowe w Gdańsku przeważnie nie dało się patrzeć. To niezwykłe uczucie, gdy przyjemniej ogląda się panoramę stadionu Lechii (wtedy można odnieść wrażenie, że to nie ekstraklasa, ale Liga Mistrzów, albo jakiś mecz mistrzostw świata), niż nieudolne próby przeprowadzenia ataku przez piłkarzy ŁKS, albo strzały Piotra Wiśniewskiego dookoła bramki. W piątek Zagłębie miało rozbić w pył Podbeskidzie, które nigdy w ekstraklasie wcześniej nie grało i na razie specjalizuje się w ciułaniu punktów. Nie rozbiło, bo nie umiało. Przed sezonem Zagłębie typowano (również ja) na potencjalnego sprawcę niespodzianki in plus. Punkt po trzech kolejkach tłumaczono trudnym terminarzem (Legia - odwołana, Lech i Wisła). Ale Darvydas Sernas, Maciej Małkowski, Szymon Pawłowski i ich koledzy zagrali irytująco, często bezmyślnie. Jakby trudność sprawiało im nietrafienie piłką w nogi rywali. Bramek w tym meczu nie było, bo z kolei Podbeskidzianom nie były do szczęścia potrzebne. Przez 90 minut strzelali 4 razy. Celnie raz. W Gdańsku Lechia też nie umiała strzelić gola. ŁKS gorzej - nie umiał grać w piłkę. W czterech kolejkach bilans bramkowy łodzian to 0-11 i to nie przypadek. Nie chodzi o to, ze piłkarze nie umieli przyjąć, kopnąć (to się zdarzało), dokładnie podać, czy celnie strzelić (to rzadziej), ale o to, że skonstruowanie składnej akcji było ponad ich siły. Pomysł na rozegranie akcji przez łodzian sięgał najdalej pierwszego podania. Zwykle do ataku biegali w trzech, czterech, bez większego planu. Nieumiejętność strzelania goli (Zagłębie, Lechia), niechęć do strzelania goli (Podbeskidzie) poddaje w wątpliwość sens gry w piłkę, która jak wiadomo polega na zdobywaniu bramek. Nieumiejętność gry w piłkę (ŁKS) - tym bardziej. Nie oglądałem meczu w Górnik - GKS w Zabrzu, ale wystarczy mi statystyka strzałów. Bełchatowianie w całym meczu strzelali raz. Słownie: JEDEN RAZ. Niecelnie. Żeby tego dokonać, trzeba nie chcieć. Kibice pośrednio sami przyznają temu rację. Na mieszczący ponad 16 tys. miejsc stadion Zagłębia przyszło nieco ponad 6 tys. kibiców. Na gdański 40-tysięcznik, na którym odbywał się drugi mecz po otwarciu (!) przyszło 22 tys. kibiców. Emocjonujące zawody w Zabrzu oglądało 3,5 tys. kibiców, bo tyle mogło. GKS miał szczęście, kibice mniej... Po co w ekstraklasie drużyny, które nie przyciągają kibiców? Pytanie zasadne, bo między bajki można włożyć tłumaczenia, że był dzień roboczy, drogie bilety, czy inne w tym stylu. Słaba frekwencja po pierwsze była spowodowana słabym przeciwnikiem, po drugie słabym... gospodarzem. Na Legii było nieco lepiej, bo w danym momencie na boisku była przynajmniej jedna drużyna grająca nieźle - przez pierwszą godzinę goście, przez ostatnie pół godziny gospodarze. Ale, choć w maju otwarto czwartą trybunę, frekwencja nie drgnęła w porównaniu z tą, gdy trybuny były trzy. Na Legię w niedzielę przyszło 18 tys. kibiców (60 proc. stadionu). Ku przestrodze.
sobota, 26 lutego 2011
Plus - Nikt inny nia zasłużył bardziej niż Michal Hubnik. Dziwiłem się, że piłkarz o takich statystykach i charakterystyce idzie do polskiej ligi, a nie jakiejś lepszej. Dziwili się Czesi, z którymi rozmawiałem. Po meczu w Krakowie dziwię się jeszcze bardziej. Hubnik imponował łątwością oddawania celnych strzałów, strzelił gola z niczego, wykorzystując błąd Jarabicy huknął mocno, po ziemi, obok bramkarza. Takich uderzeń nie ma wiele w ekstraklasie. Minus - Żeby nie męczyć już Wojciecha Skaby, Inakiego Astiza i sędziego Włodzimierza Bartosa trzeba dać minus Takesure'owi Chinyamie. Napastnik z Zimbabwe osłabił zespół. W polu karnym nie wiedział co zrobić z piłką (jeden ze współoglądających mecz powiedział, że Chinyama przegrał drybling z samym sobą). Niby zawsze tak było, a były król strzelców na siedem okazji trzy razy kopał w trybuny, trzy razy faulował, a raz trafiał, ale czy to go usrawiedliwia? P.S. Kilkanaście razy obejrzałem sytuację z piłką na linii bramkowej po strzale Kuby Wawrzyniaka (któremu też należy się co najmniej mały plusik) i wciąż nie jestem pewien, że gol padł, tak samo jak nie mam pewności, że go nie było. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||