O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: MŚ 2010

sobota, 03 lipca 2010

Wylałem w tym miejscu swoje żale gdy Thierry Henry bezczelnie wywalał Irlandię z mundialu, to wyrzucę też to co sądzę o Suarezie. A co.

Luis Suarez z tytułu wpisu to bohater jednej z historii z "Wojny Futbolowej" Ryszarda Kapuścińskiego. To inny Luis Suarez niż 23-letni napastnik, który w piątek, w ostatniej minucie dogrywki, stojąc na linii bramkowej zatrzymał ręką strzał Dominica Adiyiaha. Strzał, który niewątpliwie wyrzuciłby Urugwaj z mundialu, a dał awans Ghanie. Za mało pozostało juz czasu, by Urugwaj odrobił stratę. Suarez jednak był nastawiony do meczu nie jak do sportowej gry, ale jak do wojny. W niej liczy się zwycięstwo - pomyślał sobie z pewnością - i jeśli łamiemy zasady by wygrać - mamy rację. Suarez wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Asamoah Gyan z rzutu karnego trafił w poprzeczkę, a w serii rzutów karnych po meczu lepsi byli Urugwajczycy.

- Czerwona kartka była tego warta - mówił piłkarz po meczu i niestety trudno się z nim nie zgodzić jeśli zaczynami wyliczać bilans zysków i strat. Tylko, że takie merkantylne podejście do futbolu jest smutne. Nie chodzi tylko o to że młodzian z Urugwaju nie wstydzi się tego co zrobił, że porównuje to zagranie do "Ręki Boga", która powoli (no, może poza Anglią) przestaje być uznawana, za ordynarne oszustwo, a staje się futbolowym folklorem. Ale o to, że u podstaw piłki nożnej, zresztą każdej gry, sportu, leży szacunek do przeciwnika. Polega to również na uznaniu, ze jest lepszy. Suarez przeciwnikowi pokazał język i wdeptał w ziemię. Ghana była w tym meczu i jedną bramkę lepsza. Urugwaj, choć trzymałem za niego kciuki, nie zasłużył na awans.

FIFA zastanawia się co zrobić z Suarezem. Standard to jeden mecz kary, ale po czerwonej kartce komisja dyscyplinarna, może nałożyć na piłkarza dłuższe zawieszenie. Na mundialu jeszcze tego nie zrobiła, ale nie mam wątpliwości, że dla Suareza MŚ powinny się skończyć. Niech zostanie bohaterem w Urugwaju, szkoda, że będzie pamiętany z oszustwa. Od Henry'ego różni go tylko to, że całemu zdarzeniu nie zaprzecza. Ale nie zaprzecza, bo teraz sędzia widział wszystko doskonale.

FIFA to organizacja, która na każdym kroku bije po oczach hasłem "Fair Play". Niech decydenci z komisji o tym pamiętają, gdy będą karać Suareza.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Po klopsie jaki przydarzył się angielskiemu bramkarzowi w meczu z USA tabloidy nie zostawiają na nim suchej nitki. Ale, z niewielką pomocą Jabulani, sam jest sobie winien. A brytyjski tabloid nie wybacza

To garść dowcipów drukowanych w Sunday Mirror:

- Kermit was right: It's not easy being Green.
- Steven Gerrard said: "The whole team is behind Rob Green." With hindsight, that's a good place to stand.
- My computer's got the Robert Green virus. It can't save anything.
- Before he got into football, Robert Green was a bus driver. But he got fired because he couldn't make any stops.
- Why is Robert Green like ITV HD? They both switch off at the crucial moment.
- What does Robert Green do after winning the World Cup? Drops his controller.
- Robert Green has just been refused a Savings Account in his Local Bank.
- Robert Green - a joke even Americans can understand.
- All these Rob Green jokes are getting out of hand...In fact they're crossing the line.

Na pocieszenie: Tomkowi Kuszczakowi już prawie zapomniano.

niedziela, 13 czerwca 2010

Po raz pierwszy podczas tych mistrzostw komuś na stadionie udało się zagłuszyć wuwuzele. Kto oglądał wczorajsza transmisję (gdy dało się ją oglądać, a nie tylko słuchać) ten pamięta. Angielski harmider po golu Gerrarda przebił się przez rpańskie trąby. W drugiej połowie Anglicy zaśpiewali ”Boże chroń Królową” i też przebili się przez harmider.

Wuwuzele są fajne na pierwszy rzut oka, bo pojkazują jak bawią się kibice w RPA. Po kwadransie stają się męczące. Wiedzą o tym piłkarze, trenerzy drużyn na mundialu. Wie o tym FIFA, która juz jakiś czas temu myślała o zakazaniu trąb (na razie bezskutecznie). Organizatorzy też myślą nad wprowadzeniem zakazu uzywania wuwuzeli na stadionach. Wie o tym nawet bramkarz drużyny RPA, który po meczu z Meksykiem narzekał, że kompletnie nie czuł wsparcia własnych kibiców, tylko słyszał 90-minutowe ”uuuuuuuuuuu”.

Anglicy mają zdrowego Wayne'a Rooneya, w pomocy Franka Lamparda i Stevena Gerrarda, w Obronie Johna Terry'ego i chyba najbardziej pracowitego w niedzielnym meczu Glena Johnsona. Prowadzi ich trener, który choć debiutuje na szczeblu reprezentacyjnym to w piłce klubowej ma worek trofeów. Chyba od dawna są solidnym faworytem do zdobycia tytułu. Ale na razie mistrzowski poziom pokazali tylko ich kibice. Tym bardziej, że poza kilkoma wyjątkami jeszcze niczego nie zdemolowali i nikogo nie pobili.

poniedziałek, 31 maja 2010

Wśród top 50 - najładniejszych goli mundiali przygotowanych dla was przez Sport.pl jest jeden, który pamiętam doskonale, głównie dlatego, że w tej bramce zawiera się całe mistrzostwo strzelca. Wszystko, co sprawia, że był jednym z najwybitniejszych napastników Holandii i w całej historii futbolu. Chodzi o Dennisa Bergkampa i jego gol w meczu z Argentyną, który w top 10 zajął 7. miejsce (najlepszą dziesiątkę możecie obejrzeć tutaj. A tu części 19-11, 29-20, 39-30, 50-40).

Bergkamp był piłkarzem wybitnym. Ale jeśli chciałoby się wskazać w czym był najlepszy, to pojawia się problem, bo różne "naj" są już zajęte. Najlepszym piłkarzem w historii był Pele/najlepszym piłkarzem w historii był Diego Maradona (niepotrzebne skreślić), najbardziej efektownie rzuty wolne wykonywał pewnie Roberto Carlos, najlepsza lewa noga to Garrincha, itd. Jakie "naj" pasuje do Holendra?

Bergkamp był bez wątpienia najlepiej panującym nad piłką piłkarzem jakiego pamiętam. I nie chodzi o prowadzenie jej i jednoczesne przeskakiwanie nad nią siedemnaście razy jak miał to w zwyczaju Ronaldinho za najlepszych lat, czy prowadzenie jej jak po sznurku jak robi to Leo Messi. Berkampowi wystarczyło kilka złotych dotknięć, jak w powyższej akcji, by strzelić gola. On piłkę czuł. Pierwszym doyknięciem przyjmował w punkt kilkudziesięciometrowe podanie, drugim zwodził wybitnego obrońcę Roberto Ayalę, trzecim kopał piłkę tak, by bramkarz nie miał szansy jej zatrzymać. A każde dzióbnięcie było perfekcyjne. Nie tylko z odpowiednią siłą i w odpowiednim kierunku mijało nogę rywala, ale też tak odbijało się od murawy, by znaleźć się w idealnym miejscu przed kolejnym dzióbnięciem. A wszystko w 89. minucie meczu.

Bergkamp znany był z tego, że bał się latać samolotem ("Nielatający Holender"), co przy podpisywaniu kontraktu może być dla zwyłego piłkarza zespołu walczącego w europejskich pucharach, nie lada problemem. Ale to nie przeszkodziło mu stać się jednym z najwybitniejszych piłkarzy Ajaxu i Arsenalu, szanowanym do dziś.

Tu na deser absolutny Olimp wśrod dzióbnięć. Gol z meczu z Newcastle.

środa, 26 maja 2010

Nie wiadomo czy napastnik reprezentacji Anglii wie o przydomku niejakiego Jonga Tae-Se, ale jeśli ten na mundialu utrzyma formę strzelecką, a w niedawnym meczu towarzyskim Grecji z Koreą Północną (2:2) strzelił dwa gole to się pewnie dowie.

Jong Tae-Se jest urodzonym w Japonii Koreańczykiem z południa, który chce być Koreańczykiem z północy i ma dwa obywatelstwa, ale gra w drużynie Korei Północnej tylko dzięki pozwoleniu FIFA, bo Korea Południowa nie uznaje jego północnokoreańskiego paszportu. W dodatku ma wszelkie zadatki by stać się gwiazdą mundialu. Skomplikowane? W reprezentacji Korei Północnej nic nie jest proste.

Urodził się w japonskiej Nagoi, całe życie spędził w Japonii i dziś gra w piłkę w J-League w Kawasaki Frontale. Ale rodzice (Koreańczycy z południa) posłali go do szkół prowadzonych przez Chongryon - stowarzyszenie Koreańczyków z północy - i finansowanych przez rząd północnokoreański. Nie ma ich w Japonii wiele, ale działają prężnie i nauczają w stylu zbliżonym do tych w kraju (przy zachowanych proporcjach - w końcu są w Japonii). A więc kult wodza, mundurki, dyscyplina itp. ”Czym skorupka za młodu...”?

Jong ponoć postanowił reprezentować Koreę Płn. gdy zobaczył jak przegrywa z Japonią awans na mundial w 2006 r. Korea Południowa nie uznaje państwowości Korei Północnej, a takze podwójnego obywatelstwa, ale rodacy z północy nie robili takich problemów i Jong ma dwa paszporty. FIFA pozwoliła mu grać w tej drużynie z którą czuje się związany. I w dwóch pierwszych meczach (z Mongolią i Makao) Jong strzelił dla Korei Płn.... 8 goli!

Potem zdobywał bramki m.in. przeciw Japonii i Korei Płd. Jako jedyny z całej kadry lubi rozmawiać z dziennikarzami, a czasem krytykować kolegów. Gdy rok temu Korea Północna oskarżyła rodakó z południa o otrucie przy okazji meczu między dwiema drużynami w Seulu. jong jako jedyny publicznie skarżył się na torsje. Jeśli w RPA znów ktoś przygotuje spisek przeciw Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, Jong na pewno go ujawni.

sobota, 27 marca 2010

Irlandczycy cały czas nie mogą dojść do siebie po tym, jak bezczelnie zostali wyrzuceni przez Thierry'ego Henry z mudialu. Historię znają wszyscy. Irlandia nie pojedzie do RPA, z powodu gola strzeonego w barażach z Francją przez Williama Gallasa, któremu podawał Henry. Napastnik Barcelony tuż przy bramce irlandzkiej zatrzymał ręką piłkę wychodzącą za linię i kopnął do kolegi. Protestowała irlandzka federacja, piłkarze, politycy. Wszystko na nic.

Szef jednej z firm bukmacherskich, Irlandczyk Keith McDonnell stwierdził, że cieszyć się muniadlem będzie mógł tylko wtedy, gdy Henry'ego w nim nie będzie. Jak pomyślał. tak zrobił. I co? I żaden Irlandczyk, obstawiający wyniki MŚ w RPA na Bodog.com nigdy więcej przez Francuza skrzywdzony nie będzie.

Jak? Jeśli ktoś postawi na remis 0:0 np. w meczu Francja Urugwaj 11 czerwca, a gola strzeli Thierry Henry, to firma wypłaci mu wygraną. Oczywiście jeśli ktoś postawi na wygraną Francji, to w powyższej sytuacji również dostanie pieniądze.

- On już zrujnował mi mundial, chcę być pewien, że więcej tego nie zrobi - wyjaśnia McDonnell. Mała rzecz a cieszy.