O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: Real Madryt

czwartek, 18 sierpnia 2011

Jose Mourinho trafił do Madrytu w jednym celu – pokonać najlepszą drużynę świata. No bo co innego Portugalczyk w klubowym futbolu może osiągnąć, skoro osiągnął wszystko? Zresztą nawet Barcelonę pokonał, ale jednak pobicie Katalończyków jako trener Realu Madryt to coś innego niż jako trener Interu.

Zaczął od rozpoznania rywala, które skończyło się boleśnie. Bardzo boleśnie. 0:5 na Camp Nou zeszłej jesieni było nie tylko porażką. To byłą katastrofa. Real został rozjechany, a wraz z nim rozjechany został The Special One.

Potem przyszła wiosna i maraton El Clasico. I tu już Real rozjechany nie został. Mourinho słusznie wymyślił, że jeśli pójście na wymianę ciosów z Barceloną jest zabójstwem. Dlatego zamiast schował się za podwójną gardą i zamiast wymieniać ciosy metaforycznie, jego piłkarze wymieniali z barcelończykami ciosy dosłownie. Efekt był nader zadowalający. Choć nikt nie miał wątpliwości, że Barcelona to najlepszy zespół świata, niedościgły dla innych i choć zwycięzcą całego wiosennego maratonu była niewątpliwie drużyna z Katalonii, choć Real odpadł z Ligi Mistrzów, to w lidze wywalczył remis, a Puchar Króla nawet udało się wygrać.

Teraz Real z Mourinho zrobił kolejny krok. Ktoś może twierdzić, że Real znów (który to już raz) przegrał. Że Mourinho nie ma pomysłu na pokonanie Barcy, bo najlepszej drużyny świata pokonać się nie da. Że na tle błyskotliwych Katalończyków piłkarze z Madrytu wypadli słabo, a w dodatku pod koniec drugiego meczu o Superpuchar Hiszpanii pokazali, ze nie umieją przegrywać.

Ale tym razem Real nie chował się za gardą, ale zagrał z Barceloną wyrównany dwumecz. Zremisował 2:2 i przegrał 2:3 i to nie na defensywnych pomocnikach opierała się gra zespołu Jose Mourinho. Częściej widoczni byli skrzydłowi, Ronaldo. Real tracący gola, aż trzy razy w tym dwumeczu potrafił wyrównać. A statystyka posiadania piłki (52 proc. Dla Barcelony w obu spotkaniach) jest dla Katalończyków wręcz zawstydzająca, skoro zwykle - niezależnie od rywala - mają w niej przewagę co najmniej 20-procentową.

Dlatego pytanie nie brzmi: Czy Mourinho zmiażdży Barcelonę? Brzmi: Kiedy?



sobota, 10 kwietnia 2010

Razem z Michałem Owczarkiem, który prowadzi blog „Pick and Roll" postanowiliśmy przed dzisiejszym Gran Derbi napisać, dlaczego naszym zdaniem Real/Barcelona wygra, każdy poda trzy powody. Michał kibicuje Barcelonie, więc jego listę argumentów znajdziecie TUTAJ.

Ponieważ nie tylko on jest jedną z osób, które nie zdają sobie sprawy, że sobotnie Gran Derbi padną łupem królewskiego klubu ze stolicy Hiszpanii, a nie rozłamowców z wybrzeża, warto przytoczyć trzy argumenty, które jednoznacznie rozstrzygną spór. Real wygra bo:

1. Wskazuje na to statystyka, zimne liczby. Real prowadzi w tabeli. Wygrał dwanaście meczów z rzędu. Strzelił najwięcej goli w lidze. Mecz będzie rozgrywany na Santiago Bernabeu, a w Madrycie Real nie stracił w tym sezonie nawet punktu. We wszystkich ligowych El Clasico lepszy jest Real (68 zwycięstw, 30 remisów i 61 porażek).

2. Bo Barcelona musiała przez ostatnie dwa tygodnie grać co trzy dni, w tym wyczerpujący dwumecz z Arsenalem. A Real przez tydzień wypoczywał i przygotowywał się do meczu. Ktoś powie, że Barca gra co trzy dni regularnie, jest przyzwyczajona, ale boje w ćwerćfinale Ligi Mistrzów to nie to samo co zwykłe mecze ligowe. Carlo Ancelotti powiedział niedawno, ze mecz LM wymaga dużo więcej siły i bardziej wyczerpuje. Wie co mówi, bo jego Chelsea, która z pucharów odpadła, ograła Manchester United 2:1. Manchester, o którym wszyscy jeszcze dwa ygodnie temu mówili: najlepszy, magiczny, niepokonany...

3. Bo jeśli wszystko zawiedzie, Higuain nie będzie trafiał w bramkę (niemożliwe), rzuty wolne Ronaldo nie będą dolatywały do pola karnego Barcy (wyobraźcie sobie), a publiczność na Santiago Bernabeu nie onieśmieli Messiego i spółki (no, może). To zostaje bramkarz, najlepszy na świecie (choć tylko ciut lepszy od Jana Muchy). Iker Casillas to geniusz w swoim fachu, artysta, Bismarck bramkarstwa. Nawet jeśli ma trochę gorszy sezon.

Poniżej tylko niewielka próbka umiejętności. Zwłaszcza ostatnia interwencja zwala z nóg.

01:00, kubadybalski , piłka
Link Komentarze (23) »