|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
Wpisy z tagiem: piłka nożna
wtorek, 07 czerwca 2011
Nie przekonują mnie argumenty, że za kilka lat z Borysiuka będzie podstawowy pomocnik reprezentacji Polski, wart nie 2, ale 10 mln euro i to wtedy trzeba go sprzedać. Otóż, jeśli zostanie w Legii, to nie będzie. Ma na to szansę tylko wtedy, gdy wyjedzie do lepszej ligi, gdzie będzie grał przeciwko lepszym piłkarzom i z lepszymi piłkarzami w zespole. Głównie od jego pracowitości i determinacji będzie zależało, żeby nie skończył we Włoszech jak Radosław Matusiak. Bez znaczenia jest, że nie ma jeszcze 20 lat. W Legii gra od czterech sezonów, czy zrobił w tym czasie oszałamiający postęp? Wyrósł, zmężniał i tę siłę wykorzystuje na boisku. Ale eksplozji umiejętności piłkarskich nie widzę . Kilkudziesięciometrowe, dokładne przerzuty ze skrzydła na skrzydło to akurat coś, co Borysiuk umiał już od pierwszego sezonu w Warszawie. Legendarne umiejętności strzeleckie z dystansu skończyły się w lidze ledwie jednym golem w meczu ze Śląskiem - prawda, że przepięknym (drugiego w tym sezonie strzelił Arce z pola karnego). Co nie znaczy, że nie będzie lepszym piłkarzem. Może być, ale nie w Polsce. Nie sądzę więc, że Legia może na piłkarzu zarobić więcej niż te 2 mln euro. Jeśli Borysiuk nie wpadnie w oko jakiemuś krezusowi z Rosji, to jest to najlepsza oferta i klub powinien z niej skorzystać. Rok temu za podobną sumę sprowadzono kilku piłkarzy. I jeśli warszawiakom, za zarobione pieniądze, trafi się przynajmniej jeden klasy Vrdoljaka, to będzie warto. A jeśli komuś będzie brakowało nastolatków biegających w pierwszym składzie Legii to mam przeczucie, że z biegiem czasu będzie ich coraz więcej.
wtorek, 31 maja 2011
Ale szefom Coca Coli, Adidasa, Emirates, czy Visa nie uśmiecha się podcinanie gałęzi na której siedzą. Wypowiedzieć się trzeba (trudno), trzeba to więc zrobić tak, by Seppa Blattera nie urazić. Nie bądźmy naiwni. Nie ma innego sportu, który przyciągałby tak wielu kibiców, jednocześnie byłby tak powszechny. Droga do klientów wiedzie przez piłkę nożną, czyli przez wielkie turnieje, czyli przez FIFA. Blatter znów będzie prezesem organizacji i deptanie mu po odciskach to nienajlepszy pomysł. A że gdzieś tam ktoś komuś napisał w mailu, że ktoś inny sprzedał głosy, czy mundial? Że komitety jednego dnia oskarżają jednych, drugiego ich oczyszczają i oskarżają drugich? Szczegół. No więc: - Powtarzające się oskarżenia nie działają na korzyść ani wizerunku futbolu, ani FIFA - mówi rzecznik Adidasa, ale równolegle w oświadczeniu firma pisze, że „wydarzenia te w żaden sposób nie wpłyną na naszą współpracę”. - Afera źle wpływa na wizerunek futbolu - mówi rzecznik Coca Cola. - Mamy nadzieję, że FIFA rozwiąże ten problem w szybki i dogłębny sposób - dodaje. Czyli nie podoba nam się, ale róbcie co chcecie. Producent opon Continental przyjął inteligentną taktykę mówienia tego, co można powiedzieć w każdej sytuacji, niezależnie od okoliczności. „Nie można zgodzić się na nic, co negatywnie wpływa na reputację zawodowej piłki nożnej, mundialu w 2014 r, czy sportu w ogóle” - głosi oświadczenie. Zgadzam się. Nie można. I co z tego? W trudnej sytuacji są linie lotnicze Emirates z Dubaju. Jednym z głównych zamieszanych w całą sprawę, pełniącym rolę adwersarza czarnego charakteru, czyli Blattera, jest szef federacji azjatyckiej Mohamed Bin Hammam, popularny w krajach muzłumańskich. „Emirates sponsoruje wszystkie turnieje FIFA, w tym mundiale. W ten sposób promujemy futbol i sprawiamy, że jest dostępny miliardom fanów na całym świecie. Wierzymy, że problem zostanie rozwiązany tak szybko, jak to będzie możliwe. Dla dobra futbolu i sportu” - oświadczają latający Arabowie. Sony stwierdziło, że nic nie powie. - Nie mam nic do powiedzenia w sprawie odbywających się wyborów szefa FIFA. Nie chcemy być wplątani w ten problem w tych warunkach i w tym czasie - powiedział rzecznik. I kropka. A przecież, gdyby tak szefom którejś z firm przyszło do głowy, że tupną nogą i powiedzą: Blater to manipulant, to wiadomo. Łapówki w FIFA krążą na potęgę. Mundial trzeba sobie kupić. FIFA istnieje po to, by nabijać kasę, a nie chronić intergity of the game. To my dziękujemy. Żegnamy panów". Może by u klientów zapunktowała? A fajne piłkarskie reklamy można robić, nie będąc oficjalnym partnerem FIFA.
niedziela, 05 grudnia 2010
A latem odszedł z Legii. Szkoda. Mucha był jedynym piłkarzem z poprzedniego sezonu, którego oglądało się z przyjemniością. Estetyka w futbolu jest ważna. Nie można zachwycać się miesiącami tylko tym, czy ulubiona druzyna strzeli gola czy nie. Każdy chciałby raz na jakiś czas zobaczyć, że piłkarz z jego ulubionej drużyny mija rywala, a ten ze zdziwienia otwiera usta. W ekstraklasie o to trudno. W rundzie jesiennej zdarzyło się jednak co najmniej dwoch piłkarzy, którzy potrafili zachwycić kibiców. Dla Ivicy Vrdoljaka mecz z Lechem, byl pokazem umiejętności. Chorwat, atakowany przez trzech rywali, potrafił utrzymać piłkę. W jego wykonaniu mecz z mistrzem Polski był pokazem umiejętności. Udowodnił jak bardzo jeden piłkarz może wpłynąć na cały zespół. W spotkaniu z Koroną Miroslav Radović wywalczył rzut karny, strzelił gola, dryblował tak skutecznie jak trzy lata temu gdy trafił do Legii. Śledząc mecz, widać wyraźnie któremu piłkarzowi gra sprawia przyjemność, a dla którego jest pracą, którą trzeba wykonać i tyle. Patrząc na Borussię Dortmund w drugiej połowie meczu z Norymbergą można odnieść wrażenie, że piłkarzy z Dortmundu nakręca posiadanie piłki, dodaje animuszu ciągłe nękanie przeciwnika. Im dalej w mecz tym bardziej piłkarze Borusii chcieli strzelić gola. Vrdolajk i Radović potrafili zagrać jesienią mecze, w których było widać tę samą pasję. Żeby wiosną ją utrzymali.
piątek, 26 listopada 2010
- Nie wyślemy naszych sędziów do Szkocji, bo są nam potrzebni na miejscu - powiedzieli przedstawiciele polskiego związku. - Potwierdziliśmy, że wyślemy 12 sędziów, ale nie jest już to aktualne - dodali. Tłumaczenie dziwne, bo żaden z trzech wspomnianych sędziów w najbliżej kolejce ekstraklasy nie sędziuje. Nawet jeśli w kraju potrzebni są asystenci (a nie chce mi się wierzyć, że nie znalazłoby się sześciu wolnych asystentów i trzech technicznych), to trzech sędziów głównych też pewnie by się Szkotom przydało. W rundzie jesiennej mecze ekstraklasy prowadzi 18 sędziów. Do tego trzeba doliczyć Japończyka Maasakiego Tomę, który od dwóch kolejek prowadzi mecze gościnnie. To znaczy, że w najbliższy weekend jedenastu ma wolne. Powodem poskąpienia Szkotom sędziów jest fakt, że ich polscy koledzy solidaryzują się z ich strajkiem i widzą w nim sposób na zmuszenie federacji do rozwiązania problemu. Szkoci ledwo znaleźli obsadę na ten weekend (i to nie na wszyskie mecze) posiłkując się m.in. sędziami z Luksemburga. Prawie wszystkie europejskie federacje odmówiły wysłąnia swoich sędziów. Tylko powstają dwa pytania do PZPN. Po pierwsze dlaczego polski związek tłumaczy pokrętnie, że nie ma sędziów, skoro ma? Po drugie, czy nie można było najpierw spytać i zastanowić się a potem decydować?
czwartek, 28 października 2010
Po meczu w Kielcach, wygranym przez Legię 4:1, byłem gotów uznać, ze kryzys zespół Macieja Skorży ma za sobą. Po meczu we Wrocławiu, nie jestem tego pewien. Słaba Legia pokonała 2:1 słaby Śląsk, z którym się meczyła i pozwoliła na obijanie słupków i poprzeczki własnej bramki. Mimo tego ostatnio Legię (momentami) kibice oglądają z przyjemnością, co na początku sezonu zdarzało się rzadko lub wcale. Kryzys się skończył? Bohdan Pękacki, autor bloga Marek zostaw, Sokół bij nie jest przekonany, że już. Ja też nie, ale kryzys na pewno jest w kryzysie.
piątek, 15 października 2010
Druga refleksja jest taka, że choć wszyscy interowcy zostali nagrodzeni słusznie. To przypominając sobie co wyczyniali w Lidze Mistrzów wszyscy nominowani, szkoda, że nie dało się przyznać po trzech nagród w każdej kategorii...
środa, 13 października 2010
Dla Bogdanova i jemu podobnych mogłoby nie być piłkarzy, mogłoby w ogóle nie być murawy i boiska. Problem futbolu polega na tym, że rozmaici ekstremiści upodobali sobie trybuny. Bo to jedno z niewielu miejsc gdzie można się zgromadzić dość łatwo i gdzie wolno dużo więcej. Więcej wolno tam, gdzie jest tłum i gdzie nikt nie reaguje, a na stadionach zwykle się nie reaguje, bo tłumowi trudno się przeciwstawić. Na stadionie można wykrzyczeć rozmaite rzeczy i rozmaite rzeczy namazać na prześcieradłach, których tematem zwykle nie są piłkarze tylko.... sami twórcy prześcieradeł. Krzyczeć można że się lubi drużynę która biega po trawie, że się lubi swoje miasto, że się nie lubi drużyny która biega po trawie, że się nie lubi ludzi z innego miasta, którzy przyjechali na mecz, że się nie lubi ludzi z innego miasta nawet jeśli na mecz nie przyjechali, że się nie lubi firmy X lub Y. Że pozdrawiamy Ziutka, Janka, Heńka, którzy siedzą za niewinność. A wynik? Wynik nas nie obchodzi. Ale za to ładnie krzyczymy. Co wtorkowe wydarzenia miały wspólnego z futbolem? Nic. Jaki stosunek do dwudziestu dwóch piłkarzy biegających po murawie mieli rzucający racami? Najzupełniej obojętny. Poza jednym - bramkarzem Vladimirem Stojkoviciem - którego przestraszyli tak bardzo, że ten bał się wyjść na boisko. Chcieli mu zrobić krzywdę bo zamienił jeden herb na inny. To że były to herby piłkarskie ma tu znaczenie zupełnie drugorzędne. Co ma wspólnego z futbolem palenie albańskiej flagi na meczu Włochy - Serbia? Nic. Co wspólnego z futbolem ma flaga ”Kosovo je Srbija!”? Nic. A takie flagi powiewają nie tylko na meczach Serbów z Włochami.
niedziela, 10 października 2010
W piłkarskiej nowomowie poczesne miejsce zajmuje ”pierwszy, jakże ważny strzał na bramkę”. Komentujący mecz Dariusz Szpakowski nie zapomniał wspomieć pierwszej, (ważnej!), interwencji Artura Boruca, ale zabrakło mi zupełnie komentarza to pierwszego, jakże ważnego rozegrania piłki przez Polaków. Tym bardziej, że nigdy wcześniej takiego nie widziałem. Mecz, jak to jest w zwyczaju, tuż po gwizdku sędziego rozpoczęli stojący na środku boiska polscy napastnicy jeden szturchnął piłkę do drugiego który zagrał ją... wprost pod nogi Amerykanina. Zdębiałem, bo byłem śpiący, nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale coś mi nie pasowało. Jak to? My zaczynaliśmy, Amerykanie mają piłkę? O co chodzi? Tak szybko? I wtedy zdałem sobie sprawę, że Amerykanie nas oszukali. Nasi myśleli, ze skoro to mecz towarzyski, to oni, cytując klasyka, na początku będą rozmawiać, a ci z USA od razu się na nich rzucili. Zresztą nie pierwszy raz.
wtorek, 05 października 2010
W weekendowym meczu Manchesteru City z Newcastle de Jong złamał nogę Hatemowi Ben Arfie już w 3. minucie. Lekarze po badaniu stwierdzili przerwanie kości piszczelowej i strzałkowej. - To niepotrzebne i dzikie - powiedział o zachowaniu de Jonga Van Marwijk - Mam z nim problem, bo on niepotrzebnie próbuje przekraczać dopuszczalne granice - dodał. Decyzję trenera kadry poparł Johan Cruyff. W w holenderskich mediach de Jonga nazywają ”przestępcą”. To nie pierwszy wybryk de Jonga. W marcu w meczu towarzyskim złamał nogę Amerykaninowi Stuartowi Holdenowi, który miał szczęście, że pojechał na mundial (mina trenera Van Marwijka na filmie poniżej mówi wszystko). Kibice świetnie pamiętają kopnięcie Xabiego Alonso w finale MŚ w RPA. Żaden z tych fauli nie był przypadkowy. Sędzia finału, Howard Webb po meczu przyznał że popełnił błąd nie dając de Jongowi czerwonej kartki. Holendra w obronę wziął trener City Roberto Mancini. - To wielki piłkarz, w którego naturze jest rywalizacja. Całym sercem jestem po jego stronie - powiedział. - Przy okazji życzę Hatemowi Ben Arfie, którego bardzo cenię, szybkiego powrotu do zdrowia - dodał. - To dość nieszczęśliwe, że złamał nogi dwóm rywalom w ciągu pół roku. Ale dzięki niemu osiągnęliśmy finał mundialu i nazywanie go kryminalistą to absurd - mówi kapitan reprezentacji Holandii Mark Van Bommel, który jednak sam uchodzi za brutala i łamacza nóg. Kara ze strony trenera kadry będzie pewnie jedyną jaka spotka Holendra. Sędzia meczu MC - Newcastle zauważył atak, ale nie uznał go za faul. Według przepisów Premier League, ewentualne pomeczowe kary mogą zostać orzeczone jeśli dotyczą zdarzenia, którego sędzia nie widział.
sobota, 02 października 2010
Rolę defensywnego pomocnika obok Ariela Borysiuka spełniał stoper/prawy obrońca Artur Jędrzejczyk. Jakub Rzeźniczak po meczu powiedział, ze Jędrzejczyk kiedyś cały sezon grał na tej pozycji. To musiało być dawno bo wszystko zapomniał. Ta zmiana zachęciła jednak trenerów Legii do kolejnych. No bo czemu nie? Michał Kucharczyk - napastnik - zwykle grał w środku pola szukając piłki i próbując rozgrywać, bo na podania od ofensywnego pomocnika Ariela Cabrala nie mógł się doczekać. Po przerwie zresztą Cabrala zmieniono na Bruno Mezengę, bo trenerzy celnie zanalizowali, że brakuje napastnika, skoro Kucharczyk musi biegać gdzie indziej. Przy drugim golu traconym przez Legię Kucharczyk znalazł się niespodziewanie (przynajmniej dla mnie - ale może to było ćwiczone) na pozycji prawego obrońcy, powstrzymując m.in. lewego obrońcę Lechii Huberta Wołąkiewicza. Nic więc dziwnego, ze ten zdobył gola jak rasowy napastnik. W wyjściowym składzie znalazło się dwóch lewych obrońców - Tomasz Kiełbowicz i Marcin Komorowski. Wariant w którym obaj naraz grają na pozycji lewego obrońcy jest być może dopiero przygotowywany. W meczu z Lechią jeszcze się na to nie zdecydowano, więc ten drugi grał jako stoper (co jest logiczne skoro stoper grał jako defensywny pomocnik). Co ciekawe Komorowskiego przy pierwszym i trzecim golu w polu karnym nie było. Obserwował sytuację z miejsca, w którym powinien być (a jakże!) defensywny pomocnik. Nie uwierzę, ze trener Kafarski to rozgryzł. Na pewno go to zaskoczyło. Gdy w końcówce wszedł na boisko Michał Żyro - młody lewoskrzydłowy, którego na początku pracy z Legią trener Skorża chciał cofnąć do obrony, ale już przed meczem z Lechią zapowiadał, że ma zadatki na napastnika - prawoskrzydłowy Manu został przesunięty na pozycję rozgrywającego (co jest logiczne skoro napastnik Kucharczyk, który rozgrywał, cofnął się na prawą obronę). W meczu zagrał jeszcze jeden prawoskrzydłowy - Miroslav Radović - tylko że na lewym skrzydle. W tym momencie go już jednak nie było na boisku, bo wcześniej został zmieniony przez Macieja Rybusa, który akurat jest lewoskrzydłowym, ale żeby nie ułatwiać rozpracowania Legii rywalom, często biegał do ataku i miał najlepszą okazję do zdobycia gola. Nie trafił, ale w końcu nie jest napastnikiem. I szkoda tylko, że na mecz z Widzewem wraca Vrdoljak. Trzeba będzie wrócić do "konserwatywnego" ustawienia. A może Vrdoljaka na bramkę?
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||