O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: sport

czwartek, 28 października 2010

Po meczu w Kielcach, wygranym przez Legię 4:1, byłem gotów uznać, ze kryzys zespół Macieja Skorży ma za sobą. Po meczu we Wrocławiu, nie jestem tego pewien. Słaba Legia pokonała 2:1 słaby Śląsk, z którym się meczyła i pozwoliła na obijanie słupków i poprzeczki własnej bramki. Mimo tego ostatnio Legię (momentami) kibice oglądają z przyjemnością, co na początku sezonu zdarzało się rzadko lub wcale. Kryzys się skończył? Bohdan Pękacki, autor bloga Marek zostaw, Sokół bij nie jest przekonany, że już. Ja też nie, ale kryzys na pewno jest w kryzysie.

 

piątek, 24 września 2010

Chcesz pojechać na bobsjelowy Puchar Świata? I to na wszystkie zawody? I to nie tylko po to, by obejrzeć rywalizację, ale też wziąć udział w zawodach? Jest na to szansa.

Trzykrotna mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska z Turynu, Niemka Sandra Kiriasis, publicznie szuka partnerki do boba. W czawartkowy wieczór jej apel wyemitowała stacja Pro7, można go też przeczytać na jej stronie internetowej. Od ewentualnej koleżanki wymagana jest ”odwaga, wysportowanie i psychiczna odporność”.

To nie wszystko. Trzeba mieć maksimum 80 kg, doświadczenie w sporcie wyczynowym, być szybkim i mieć moc pchania boba ważącego 170 kg.

Jeśli spełniacie te wymagania, to musicie się spieszyć. W ciągu doby na ogłoszenie Sandry odpowiedziały 44 kandydatki. Dziesięć z nich bobsleistka określiła jako interesujące.

17:39, kubadybalski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010

Co ma zrobić biedny trener, który gra z Katalończykami w Lidze Mistrzów? W ubiegłym sezonie dwumecz Interu przeciw Barcelonie okazał się piłkarskim majstersztykiem. To, jak obmyśloną przez Jose Mourinho zrealizowali jego piłkarze można porównać do wybudowania Kanału Panamskiego. Wielopoziomowa konstrukcja, składająca się z licznych, zależnych od siebie elementów, jedyna w swoim rodzaju, szalenie trudna do przeprowadzenia i nie wiadomo, czy ktokolwiek podjąłby się stworzenia jej po raz drugi. Trener Panathinaikosu Nikos Nioplias postanowił zgrupować dziesięciu piłkarzy we własnym polu karnym. Stracił pięć goli.

Drużyna, która ma w składzie piłkarzy mających na koncie mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i Copa America, która już po 20 minutach prowadziła 1:0, nie miała na Camp Nou szans. Tak jednostronnego meczu w Lidze Mistrzów dawno nie było. Jeśli ktoś po ubiegłorocznej edycji zastanawiał się czy gospodarze mogą dominować na boisku jeszcze bardziej, we wtorek dostał odpowiedź. Barca wygląda na zespół, który zmierza do meczu idealnego - takiego, w którym nie odda rywalowi piłki.

We wtorek Katalończycy mieli piłkę przy nodze "zaledwie" przez 74% czasu gry. Panathinaikos rzadko przechodził połowę boiska. Grecy mieli w meczu jeden strzał, który akurat dał im gola, ale trafienie Govou ma wartość jedynie statystyczną. Na rozstrzygnięcie nie miało żadnego wpływu. Kto nie widział meczu, ten spodziewa się pewnie, że Barca gole zdobywała strzałami z dystansu, próbując omijać tłok robiony przez ateńczyków w strefie dwudziestu metrów od własnej bramki. Otóż nie. Wszystkie gole dla gospodarzy padły z pola karnego. Z 14 strzałów tylko cztery oddano zza pola karnego, z czego dwa to uderzenia z rzutów wolnych. - Barcelona jest mocna, widzieliśmy to dzisiaj... Umiejętności tych piłkarzy są niewiarygodne - mówił po meczu obrońca Panathinaikosu Jean-Alain Boumsong.

Lekkoatleci co rusz łamią kolejne granice. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś kiedyś pobije rekordy Usaina Bolta, ale pobije, tak samo jak 10 lat temu trudno było sobie wyobrazić, że ktoś będzie biegał tak szybko jak Jamajczyk. Barcelona jest jednak jak Siergiej Bubka, albo Jelena Isinbajewa. Konkuruje sama ze sobą. I wersja 2010/2011 jest lepsza od zeszłorocznej.

 

czwartek, 02 września 2010

Wpis powstał głównie po to by móc zamieścić filmik na samym końcu. Jakoś tak jest ze wszelkie tworzone przez UEFA filmiki, reklamy, ilustracje wideo, itp. wzbogacone o przyjemną muzykę ogląda się z dużą przyjemnością. Tak samo było z prezentacją kandydatów do nagród rozdanych podczas niedawnego losowania grup LM. choć ma raptem minutę, jakoś mi się nie nudzi. Mam wrażenie, ze gdyby uefowi spece robili prezentację pralek, też byłoby szybko, dynamicznie, wciągająco i padłoby parę goli. Ale do rzeczy.

UEFA zakazała używania wuwuzeli podczas wszystkich rozgrywek pod egidą tej organizacji, a więc eurpejskich pucharów i meczów eliminacyjnych do Euro 2012. Nie będzie można wnosić trąb na stadion. Organizacja tłumaczy to kulturową odrębnością Europy i chęcią przeciwdziałałania rozprzestrzenieniu się na naszym kontynencie dęcia w plastik. Reklamodawcy i nadawcy telewizyjni też pewnie wolą mięć w tle rozśpiewany stadion zamiast buczącego, choć o tym akurat w oświadczeniu UEFA nie ma słowa.

Nigdy nie byłem na zwuwuzelowanym stadionie, ale wyobrażam sobie jak trudne może być oglądanie meczu w takich warunkach. "Magia futbolu polega na możliwości dwukierunkowej wymiany emocji między boiskiem a trybunami. Kibice przekazują swoją energię piłkarzom" - słusznie zauważyli urzędnicy. Stadion w czasie meczu powinien być jednym organizem, w którym piłkarze czują emocje kibiców, a kibice reagują na to co dzieje się na boisku. To przyjemność oglądać mecz w takich warunkach. Ale reakcja trybun musi być wyczuwalna. Czasem nie czuć jej bo na trybunach nic się przez 90 minut nie dzieje. Czasem jej nie czuć bo przez 90 minut dzieje się to samo.

W piłce najważniejsze są emocje. Dobrze, że UEFA, między sprzedażą praw telewizyjnych, a organizowaniem kolenego posiedzenia zwraca na nie uwagę. I dobrze, ze pracują w niej ludzie, którzy potrafią zrobić taką prezentację. Gdyby w tle dęły wuwuzele nie byłaby tak efektowna.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Tymczasowy trener reprezentacji Kamerunu, kiedyć świetny bramkarz Jacques Songo, zapytany o taktykę na mecz z Polską odparł: - Widziałem mecz Polski z Hiszpanią, który przegraliście 0:6. Myślę, że taktyka nie jest ważna. Ważne są mocne strony moich zawodników. To one zdecydują o wyniku środowego meczu.

Zabrzmiało to mniej więcej tak: Nie wiem z kim gramy nie obchodzi mnie to. My jesteśmy na tyle silini a oni na tyle słabi, że powinniśmy wygrać na stojąco. Tymczasowy trener Kamerunu do pojedynku z Polakami podchodzi tak, jak kiedyś polskie drużyny podchodziły do mecżów na Malcie czy z Azerbejdżanem. W tych pięknych czasach gdy jechały tam po zwyciestwo nawet rezerwowym składem.

- Reprezentacja Kamerunu jest w trakcie reorganizacji. Potrzebujemy spokoju. Gdyby udało się nam tutaj wygrać, dowartościowałoby to nasz młody zespół - powiedział Songo. Jesteśmy dla Kamerunu klasycznym przeciwnikiem ”na przełamanie”. Takim któremu trzeba nastrzelać sześć goli, by piłkarze poczuli się lepiej po przegranym mundialu. Potem wrócimy do poważnych rozgrywek.

- Różnica jest ogromna. To tak, jakby porównywać trzecią ligę kambodżańską do Ligi Mistrzów. (...) Wszyscy liczą na to, że za dwa lata odniesiemy sukces na Euro. Albo powiemy sobie pewne rzeczy szczerze, albo dalej będziemy się czarować i grać tak jak w Murcii - mówi w rozmowie z Robertem Błońskim o meczu z Hiszpanią kapitan reprezentacji Polski Michał Żewłakow.

W środę wieczorem okaże się jak szczerze podchodzą do siebie reprezentanci.

piątek, 30 lipca 2010

Żeby uściślić dane z vloga, który nagraliśmy jak zwykle wspólnie z Bohdanem Pękackim, autorem bloga Marek zostaw, Sokół bij. Do wczoraj do 17.30 zajętych przez karneciarzy miejsc na trybunach według moich skromnych obliczeń było 8586, przy czym rzecznik Legii Michał Kocięba przyznał, że kilkaset z tych miejsc trzeba odliczyć dla sponsorów. Liczba i tak imponujaca. Po drugie błędnie powiedziałem, że karty kibica za darmo można wyrobić do końca lipca. Darmowo będą wydawane do końca sierpnia, a do końca lipca sprzedawane są karnety. Potem ich sprzedaż ruszy po meczu z Arsenalem.

 

 

czwartek, 22 lipca 2010

To nieładnie kopać leżącego, ale skoro Lech na leząco ale jednak doczłapał się do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów, to czemu nie. Tym bardziej, że po meczu trener Zieliński, wyraźnie rozdrażniony stwierdził, że Lech osiągnął ”remis”. Tłumaczeń trenera można posłuchać tutaj.

Jacek Zieliński jak ognia unikał przyyznania, że Lech z Interem Baku przegrał, dokonując karkołomnej interpretacji wyniku 0:1. Co z tego, że Lech mógł władować rywalom kilka goli już w pierwszej połowie, skoro tego nie zrobił? Rozregulowanymi celownikami napastników i brakiem szczęścia można się tłumaczyć po pojedynczym meczu. Ale jeśli dwumecz kończy się rzutami karnymi, to jest to kłopot. Zieliński dziwi się dziennikarzom, że ci chcą ”operacji na otwartym sercu”. Powinien na wszelki wypadek poszukać kitla, bo w ciągu dwóch tygodni pacjent zejdzie.

Nie on jest jednak wyłącznie odpowiedzialny za blamaż bliski katastrofy. Szefowie klubu powinni wyjaśnić, jak to mozliwe, że w kluczowym momencie, gdy Lech potrzebował goli, w meczowej osiemnastce było dwóch napastników. Jeden (Artur Wichniarek) miał siły na nieco godzinę gry i gdy trzeba było odrabiać straty siedział na ławie. Tam był też drugi (Tomasz Mikołajczak), ale nie mógł wejść bo był kontuzjowany. Wizje tego jak Lech się wzmocni po sprzedaży Roberta Lewandowskiego za 4,5 mln euro można włozyć między bajki. Na razie przypomina to łapankę. Złapano dwóch napastników, którzy akurat nie mogli grać w pucharach. A brak napastników doskwierał Lechowi jeszcze zanim Lewandowski w ogóle usłyszał o ofercie z Dortmundu.

Na koniec warto zatrzymać się nad pewnym, często słyszanym zdaniem, wypowiedzianym przez trenera Zielińskiego. ”Mówiłem, że słabych drużyn nie ma”. Otóż, panie trenerze i wszyscy tłumaczący w ten sposób polskie dużyny, problem polega właśnie na tym, że są.

sobota, 03 lipca 2010

Wylałem w tym miejscu swoje żale gdy Thierry Henry bezczelnie wywalał Irlandię z mundialu, to wyrzucę też to co sądzę o Suarezie. A co.

Luis Suarez z tytułu wpisu to bohater jednej z historii z "Wojny Futbolowej" Ryszarda Kapuścińskiego. To inny Luis Suarez niż 23-letni napastnik, który w piątek, w ostatniej minucie dogrywki, stojąc na linii bramkowej zatrzymał ręką strzał Dominica Adiyiaha. Strzał, który niewątpliwie wyrzuciłby Urugwaj z mundialu, a dał awans Ghanie. Za mało pozostało juz czasu, by Urugwaj odrobił stratę. Suarez jednak był nastawiony do meczu nie jak do sportowej gry, ale jak do wojny. W niej liczy się zwycięstwo - pomyślał sobie z pewnością - i jeśli łamiemy zasady by wygrać - mamy rację. Suarez wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Asamoah Gyan z rzutu karnego trafił w poprzeczkę, a w serii rzutów karnych po meczu lepsi byli Urugwajczycy.

- Czerwona kartka była tego warta - mówił piłkarz po meczu i niestety trudno się z nim nie zgodzić jeśli zaczynami wyliczać bilans zysków i strat. Tylko, że takie merkantylne podejście do futbolu jest smutne. Nie chodzi tylko o to że młodzian z Urugwaju nie wstydzi się tego co zrobił, że porównuje to zagranie do "Ręki Boga", która powoli (no, może poza Anglią) przestaje być uznawana, za ordynarne oszustwo, a staje się futbolowym folklorem. Ale o to, że u podstaw piłki nożnej, zresztą każdej gry, sportu, leży szacunek do przeciwnika. Polega to również na uznaniu, ze jest lepszy. Suarez przeciwnikowi pokazał język i wdeptał w ziemię. Ghana była w tym meczu i jedną bramkę lepsza. Urugwaj, choć trzymałem za niego kciuki, nie zasłużył na awans.

FIFA zastanawia się co zrobić z Suarezem. Standard to jeden mecz kary, ale po czerwonej kartce komisja dyscyplinarna, może nałożyć na piłkarza dłuższe zawieszenie. Na mundialu jeszcze tego nie zrobiła, ale nie mam wątpliwości, że dla Suareza MŚ powinny się skończyć. Niech zostanie bohaterem w Urugwaju, szkoda, że będzie pamiętany z oszustwa. Od Henry'ego różni go tylko to, że całemu zdarzeniu nie zaprzecza. Ale nie zaprzecza, bo teraz sędzia widział wszystko doskonale.

FIFA to organizacja, która na każdym kroku bije po oczach hasłem "Fair Play". Niech decydenci z komisji o tym pamiętają, gdy będą karać Suareza.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

W poniedziałek na pierwszym treningu z Maciejem Skorżą pojawiło się czterech z pięciu nowych piłkaryz Legii. Nikt nikomu nie połamał nóg. Poniżej kolejna odsłona vloga - mojego i Bohdana Pękackiego autora bloga Marek zostaw, sokół bij.

 

piątek, 18 czerwca 2010

W piątkowy wieczór Anglicy w swoim drugim meczu na mundialu zmierzą się z Algierią. ”Trzy Lwy” lub jak kto woli ”Synowie Albionu”. Nie powinni mieć z rywalami problemów nie tylko dlatego, że Algieria w pierwszym meczu nie poradziła sobie ze Słowenią, a Anglicy sa faworytami do wygrania całego mundialu.

Afrykańskie drużyny znane są ze swoich przydomków, które zwykle odwołują się do drapieżnych, potężnych i mocarnych zwierząt. Wyjątkiem sa ”Bafana bafana” czyli Chłopcy, jak nazywa się reprezentację RPA i ”Czarne Gwiazdy”, czyli Ghana. ”SuperOrły” czyli Nigeria, na razie do swojego nie dorasta - przegrała dwa mecze. ”Nieposkromione Lwy” z Kamerunu przegrały z Japonią. Dumne ”Słonie” z Wybrzeża Kości Słoniowej w pierwszym meczu zremisowały z Portugalią.

Algieria to ”Fenki”.

Fenek to stworzenie na kształt lisa, które żyje na Saharze. Nie ma więc powodów by nie było przydomkiem piłkarza z saharyjskiej Algierii. Poza jednym. Nikogo nie przestraszy. Fenki mają 30, w porywach 40 cm od nosa do ogona. Ważą maksymalnie 1,5 kg. Wyróżniają je gigantyczne (to może złe słowo - w stosunku do reszty fenka) uszy. Ponoć mają łagodne usposobienie i łatwo je oswoić.

Anglicy grając z Algierią muszą szczególnie uważnie patrzeć pod nogi. Zeby nie zadeptać.

 
1 , 2