O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Wpisy z tagiem: sporting lizbona

piątek, 24 lutego 2012

Trener Skorża po meczu w Lizbonie powiedział, że „siła Legii jest niewystarczająca, by grać w 1/8 finału Ligi Europejskiej” Ma rację i jednocześnie jej nie ma. Taki paradoks logiczno-językowy. Coś jak powiedzieć, że Margaret Thatcher była mężem stanu.

Ma, bo mówimy o zespole, który niewiele się zmienił od tego, który rozpoczynał obecny sezon. A gdyby ktokolwiek powiedziałby mi wtedy, że Legia będzie grała choćby w grupie tych rozgrywek, spojrzałbym na niego z politowaniem i nie byłbym odosobniony. Zmieniła się o tyle, że sprzedano z niej Borysiuka, a za chwilę odejdą Rybus i Komorowski. Czyli w ewentualnym meczu w 1/8 finału byłaby to Legia formalnie niemająca szans na grę choćby w fazie grupowej, minus trzech podstawowych piłkarzy. To o czym mówimy? Postawcie w głowie Legię naprzeciwko maszyn z Manchesteru City...

Ale Skorża również racji nie ma, bo okazja do awansu była wyjątkowa, choć dwa miesiące temu, gdy w klubie usłyszano, że rywalem będzie Sporting, załamano ręce. Legia nie była gorsza. Miroslav Radović pytany przeze mnie po meczu jasno stwierdził, że to gospodarze byli gorsi. Ivica Vrdoljak jeszcze przed rewanżem zdecydowanie wyżej stawiał PSV i Spartak. I nie były to przechwałki. Sporting atakując odbijał się od muru, legioniści bardzo solidnie grali w środku boiska. Atakowali niestety bez ryzyka, ale mogli, a nawet powinni strzelić gola. Awans mieli w zasięgu ręki. Tłumaczeń, że to Sporting, wielka drużyna, dużo lepsi piłkarze, etc. nie przyjmuję do wiadomości odkąd w pierwszym meczu warszawiacy pokazali, że to Sporting może się ich bać a nie oni jego. Po rewanżu się w tej opinii utwierdziłem. I mówimy o tych samych piłkarzach, co w poprzednim akapicie.

Ale właśnie gola nie było, a powinien być. Danijel Ljuboja przed tygodniem dwa razy w sytuacji sam na sam kopał w bramkarza. W Zabrzu zmarnował idealną okazję do strzelenia gola, kiksując. W czwartek znów wszystko było dobrze – wszedł między dwóch obrońców doszedł do piłki przed bramkarzem, przelobował go tylko... nie trafił w bramkę. Podobne okazje zdążył już wiosną zmarnować Michał Żyro. Gdyby trafili, Legia cieszyłaby się na razie z co najmniej dwóch zwycięstw, remisu i gry z Manchesterem City za dwa tygodnie.

Skorża mimo wszystko może być optymistą. Po pierwsze po raz pierwszy na wiosnę dobrze zagrali stoperzy i właściwie cała obrona, choć Duszan Kuciak wciąż na formę czeka i nie chodzi tu tylko o straconą bramkę. Po drugie, że kłopoty w ataku już w niedzielnym meczu ze Śląskiem mogą rozwiązać Nacho Novo i zwłaszcza wracający po kontuzji Miroslav Radović, a za tydzień będzie jeszcze przecież Ismael Blanco. Tylko latem następne okno transferowe i raczej trzeba się go bać niż czekać na nie z nadzieją. Może znów Skorża będzie pod koniec sierpnia układał nowe klocki, bez kilku podstawowych piłkarzy z wiosny. Oczywiście najpierw musi przedłużyć własny kontrakt.

piątek, 17 lutego 2012

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaTrener Skorża mówi, że Legia musi zagrać w rewanżu jak w Moskwie. Mi jednak do głowy przychodzi historia innego pucharowego dwumeczu Legii. Szesnaście lat temu warszawiacy zremisowali u siebie w zimowych warunkach z Panathinaikosem Ateny 0:0, by w rewanżu przegrać 0:3. W półfinale Ligi Mistrzów zagrali Grecy. Zasłużenie. W Atenach byli lepsi o klasę.

Po tym co widziałem w czwartkowy wieczór mam wrażenie, że powtórki nie będzie. Po remisie 2:2 Sporting wydaje mi się większym faworytem do awansu niż przed meczem, chociaż okazał się słabszy niż się spodziewałem. Po prostu wynik jest wybitnie niekorzystny. Co prawda moskiewski scenariusz pokazuje, ze i z takiej sytuacji da się wyjść, ale ile razy można. W każdym razie o tym kto zagra w 1/8 finału pewnie będzie decydować jedna bramka lub jej brak. Raczej nie wysokie zwycięstwo jednej z drużyn.

To, co legioniści powinni sobie wbić do głowy i powtarzać przez cały najbliższy tydzień, to że nie ma żadnej różnicy poziomów między tymi drużynami. I to w żadnym elemencie. To gospodarze przeważali przez większość meczu, a co mnie najbardziej zaskoczyło, legioniści technicznie prezentowali się lepiej od Sportingu. Chociaż tam biegali Portugalczycy, Brazylijczycy i inni latynosi, którzy ponoć od urodzenia potrafią wiązać nogami krawaty, to im częściej odskakiwała piłka, a fantazją (fakt że nierzadko wybujałą) Danijel Ljuboja bije ich na głowę. Inna sprawa, że najładniej w całym meczu zagrał Andre Santos... strzelając gola.

Mam wrażenie, że za tydzień Sportingowi niewiele pomoże to, że zagra na własnym boisku i w nadoceanicznym, południowoeuropejskim cieple. Różnica byłą wyraźna w meczach z Panathinaikosem 16 lat temu, czy choćby Lecha z Bragą przed rokiem. Ale za tydzień lizbończycy nie będą wiele lepsi od zespołu który biegał w czwartek przy Łazienkowskiej. Ricardo Sa Pinto obejrzał swoich piłkarzy i powinien się martwić. Ci zagrali po raz pierwszy dla nowego trenera, walczyli o pierwszy skład w jego zespole i zremisowali mecz, który właściwie powinni przegrać.

I teraz tylko Legia musi wygrać. W czwartek przekonała się, że może.

czwartek, 09 lutego 2012

Do redakcji zadzwonił czytelnik z taką oto sprawą - absurdalną, pisaliśmy już o tym, ale najwyraźniej jest nierozwiązywalna. Chciałby pójść na mecz ze Sportingiem, ale nie ma karty kibica Legii. Nie będzie jej miał, bo ma kartę kibica Polonii. A jak ktoś ma jedną, to nie może mieć drugiej. Bo można mieć kartę tylko jednego klubu.

Tak zaprojektowano system. Pomysł był taki, by każdy kibic miał tylko jedną kartę. Na nią powinien jednak mieć możliwość kupienia biletu na jakikolwiek mecz. Na Legii nie kupi, bo - jak mi powiedziano jakiś czas temu - „ takie przyjęto standardy bezpieczeństwa”. I nie kupi nie tylko na ligowy mecz Legii, ale też na czwartkowy mecz w europejskich pucharach. Podobnie zresztą jest na Polonii.

Jakoś nie dziwi, że kluby nie chcą, by np. w czasie derbów na trybuny nagle wparowała horda kiboli obcego klubu, którzy wykupiła bilety. A w przeszłości na Konwiktorskiej nie takie rzeczy się zdarzały. Przy okazji powstał jednak absurd. W Warszawie nie można oglądać po prostu dobrej piłki. Trzeba się zdeklarować. A jak zostałeś przypisany do jednego klubu, to chodź tylko tam i płacz. Słyszałem o takich pasjonatach, którzy kilka razy rezygnowali z jednej karty i wyrabiali inną. Ale jak długo tak można? Nawiasem mówiąc obcokrajowiec może kupić bilet, bo od niego (jak zresztą wszędzie w Europie) karty kibica się nie wymaga. Łatwiej kupić bilet na Legię dajmy na to Chińczykowi, niż niejednemu warszawiakowi.

Nasz czytelnik co istotne mówi o sobie, że jest kibicem Legii. Na Polonię chodzi, bo tam chodzą jego znajomi. Jego dzieci, z którymi chciał wybrać się na Sporting mają karty kibica Legii. One bilet kupią, on nie.

Inny czytelnik z którym rozmawiałem kilkanaście miesięcy temu, a miał ten sam problem, powiedział, że wygląda to tak, jakby klubom zależało, by na mecze chodzili wyłącznie chuligani, a tacy, którzy chcieliby obejrzeć dobrą piłkę i na Łazienkowskiej i na Konwiktorskiej.

Tak to właśnie wygląda.


P.S. Pamiętajcie o Warszawa.Sport.pl i o naszym koncie na facebooku i twitterze