|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
piątek, 10 lutego 2012
Sensu nie miało to żadnego. Kibice o wyniku mogli się dowiedzieć na bieżąco z oficjalnej strony internetowej ŁKS, której najwyraźniej groźby nie przeraziły. Nie tylko kto strzelał gole, ale również jak padały bramki i jak grały oba zespoły. Składy podano zaraz po zakończeniu meczu. Jeśli szpieg ze Sportingu Lizbona chciał przyjrzeć się tajnym rozwiązaniom taktycznym jakie rywal przygotowuje na czwartkowy mecz, mógł to zrobić z trybun kortów Legii, na które można było bez problemu wejść. A widok z góry był ponoć wyśmienity. Trudno dojść jaki sens ma zamykanie meczu w czasach smartfonów i internetu, gdy w mig wszyscy o wszystkim wiedzą. Ale trener Skorża w ten sens uparcie wierzy. Zamykał treningi w Wiśle i dostęp mediów do zespołu racjonuje też w Warszawie. Nie ma tu znaczenia, że Legia w piątek nie zagrała niczego, czego nie ćwiczyłaby od kilku tygodni (a przynajmniej obserwatorzy niczego takiego nie zauważyli). Co ukryto, lub próbowano ukryć przed rywalami z Lizbony nie wiadomo. Kibice dzisiejszy mecz oglądali zza płotu, zerkając w dziurę w reklamie otaczającej boczne boisko Legii. Większość polskich klubów cieszyłaby się, że ich drużyna tak interesuje ludzi, że ryzykują odmrożenia, by ją obejrzeć. Ale Sporting nie może się dowiedzieć...
czwartek, 09 lutego 2012
Tak zaprojektowano system. Pomysł był taki, by każdy kibic miał tylko jedną kartę. Na nią powinien jednak mieć możliwość kupienia biletu na jakikolwiek mecz. Na Legii nie kupi, bo - jak mi powiedziano jakiś czas temu - „ takie przyjęto standardy bezpieczeństwa”. I nie kupi nie tylko na ligowy mecz Legii, ale też na czwartkowy mecz w europejskich pucharach. Podobnie zresztą jest na Polonii. Jakoś nie dziwi, że kluby nie chcą, by np. w czasie derbów na trybuny nagle wparowała horda kiboli obcego klubu, którzy wykupiła bilety. A w przeszłości na Konwiktorskiej nie takie rzeczy się zdarzały. Przy okazji powstał jednak absurd. W Warszawie nie można oglądać po prostu dobrej piłki. Trzeba się zdeklarować. A jak zostałeś przypisany do jednego klubu, to chodź tylko tam i płacz. Słyszałem o takich pasjonatach, którzy kilka razy rezygnowali z jednej karty i wyrabiali inną. Ale jak długo tak można? Nawiasem mówiąc obcokrajowiec może kupić bilet, bo od niego (jak zresztą wszędzie w Europie) karty kibica się nie wymaga. Łatwiej kupić bilet na Legię dajmy na to Chińczykowi, niż niejednemu warszawiakowi. Nasz czytelnik co istotne mówi o sobie, że jest kibicem Legii. Na Polonię chodzi, bo tam chodzą jego znajomi. Jego dzieci, z którymi chciał wybrać się na Sporting mają karty kibica Legii. One bilet kupią, on nie. Inny czytelnik z którym rozmawiałem kilkanaście miesięcy temu, a miał ten sam problem, powiedział, że wygląda to tak, jakby klubom zależało, by na mecze chodzili wyłącznie chuligani, a tacy, którzy chcieliby obejrzeć dobrą piłkę i na Łazienkowskiej i na Konwiktorskiej. Tak to właśnie wygląda.
niedziela, 05 lutego 2012
Ljuboja w piątek dołączył do zespołu trenującego w Antalyi. Na dwa dni, bo Legia w poniedziałek wraca do Polski. Można powiedzieć że to bez sensu, ale w klubie już się pogodzono z tym, że Serb jest traktowany na szczególnych zasadach i nikt nie oczekuje że będzie inaczej. Wystarczy wpływ jaki ma na zespół. Ten, który można policzyć, czyli osiem goli w 17 meczach w lidze, plus jeden strzelony w Lidze Europejskiej. Ale też ten niepoliczalny, czyli doświadczenie jakie do niej wnosi, wzór jaki stanowi dla młodszych piłkarzy, wpływ jaki ma na kolegów z boiska - wszystko to o czym ludzie z klubu mówią i oficjalnie i prywatnie. Dlatego nie martwi mnie to, że 34-letni Ljuboja zawalił okres przygotowawczy, bo najwyraźniej tego okresu nie potrzebuje. Nie przejmuję się ewentualną obniżką formy na wiosnę, bo niższej niż jesienią mieć nie będzie. Gdyby to było możliwe, stałoby się to już jesienią. Martwi mnie tylko beztroska klubu, który ciesząc się z napastnika, który gra dobrze, nawet nie trenując, zdaje się uważać, że tak będzie wiecznie. A nie będzie. Jeszcze gdy Takesure Chinyama strzelał gola za golem (a był nie mniej skuteczny niż Ljuboja), zaczęły się jego problemy zdrowotne. Za czasów Jana Urbana trenował z rzadka, bo oszczędzał kolana, a potem przychodziła sobota i Zimbabwejczyk z uśmiechem na ustach strzelał kolejnego gola. Pod koniec sezonu 2008/09 Chinyama nie zagrał w dwóch meczach pod koniec sezonu, a w ostatnim z Ruchem Urban wpuścił go na kwadrans. Chinyama strzelił dwa gole i został królem strzelców. W kolejnym sezonie zagrał tylko siedem razy (jesienią) i strzelił dwa gole. W następnym zagrał łącznie 14 razy, ale gola strzelił tylko jednego - w meczu Młodej Legii. Często był najsłabszy na boisku. W dwa lata z piłkarza, bez którego trudno było sobie wyobrazić Legię, stał się piłkarzem w Warszawie niepotrzebnym. Przez te dwa lata nie znaleziono nikogo, kto by mógł Chinyamę zastąpić. Pierwszym skutecznym napastnikiem po Zimbabwejczyku jest Ljuboja. Teraz Serb ma strzelać gole tak długo jak się da. A co potem?
wtorek, 31 stycznia 2012
Ariel Borysiuk wyjeżdżając ze zgrupowania Legii był autentycznie smutny. Z kolegami żegnał się długo. W końcu spędził w Legii całe dorosłe życie i część dzieciństwa. Tego dorosłego było niewiele. Na lotnisku w Niemczech porzucił drogę do Kaiserslautern na rzecz wyprawy do Brugii. Danego słowa nie powinno się łamać, ale wielki futbol i wielkie pieniądze nie takie znają przypadki. Utalentowany piłkarz i jego menedżer stwierdzili, że lepiej grać w Belgii za większe pieniądze. Kontrahentów z Niemiec wprawili we wściekłość. Rzecznik klubu dał jej wyraz publicznie, choć z żalem, bo Kaiserslautern ewidentnie się z transferu cieszyło. Za dość niewielkie pieniądze pozyskało piłkarza, który ani razu nie miał poważnej kontuzji, doświadczenia ma więcej niż niejeden starszy piłkarz i ma dopiero dwadzieścia lat. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Ale przyszło znowu. Borysiuk zamiast zostać w Belgii wyruszył z powrotem do Niemiec. Po testach medycznych. - Najgorsze, że wieczorem prezydent klubu, bardzo majętny człowiek, zaprosił nas na wspaniałą kolację do swojej posiadłości. Przyszliśmy, ale powiedzieć mu tylko to, że... mamy „bad news” - cytuje menedżera piłkarza Mariusza Piekarskiego portal weszlo.com. Piekarski dodaje, że Borysiuk zrezygnował, bo nie spodobało mu się w Brugii. Po pierwsze menedżer, który ma dbać o interesy piłkarza, delikatnie zrzuca winę za całe zamieszanie na niego. Dość swobodnie przyznaje, że „dla Ariela klub stracił na atrakcyjności przy bliższym poznaniu”. Nie wspomina, że powinien 20-latkowi zaaferowanemu całą sytuacją szepnąć, że sprawa zaczyna wyglądać niepoważnie. Po drugie, przy całej sympatii dla Borysiuka, któremu transfer i nowe środowisko zrobią bardzo dobrze, a rezerwy by się rozwinąć ma ogromne, na miejscu Kaiserslautern zamknąłbym drzwi przed nosem. Przyjechali do Turcji we trzech – dyrektor sportowy, szef skautów i asystent trenera – rozmawiali, zachęcali, zaprosili i zostali potraktowani per noga. Zresztą podobnie jak Belgowie, którzy cieszyli się nawet krócej. Na dzień przed końcem okna transferowego. Kaiserslautern pewnie Polaka przyjmie z otwartymi rękami. Środkowy pomocnik jest potrzebny, a spadek do drugiej ligi zagląda w oczy. Ale czy z taką samą ofertą? A niby dlaczego? Trzy dni temu piłkarz mógł wybierać między dwoma klubami. Teraz jest „spalony” w obu. Piekarski, pytany o to czy nie boi się, że Niemcy zrezygnują przyznał że nie. A jeśli jednak? - To najwyżej zagra w Legii, żadna krzywda mu się nie stanie – odparł. Już się stała.
niedziela, 22 stycznia 2012
Dlaczego? Nie dlatego, że jest lepszy. Niewykluczone, że Matsui, do niedawna podstawowy piłkarz reprezentacji Japonii, byłby lepszym transferem niż Koke, który ostatnio gra rzadko i jeszcze rzadziej strzela, a kluby mimo wszystko zmienia dość często. Japończyk spodobał się trenerom, widzieli go na żywo i rozmawiali z nim. A Hiszpan to mimo wszystko duża niewiadoma. Testowany nie będzie, a nawet jeśli w Legii ktoś wpadł na to, żeby go obejrzeć na żywo to za bardzo nie było gdzie. W Primera Division zagrał w tym sezonie 132 minuty. Do USA nikt z Legii raczej nie latał, a w Houston Dynamo Koke zagrał niewiele więcej. Ważniejsze jest nie to jacy to piłkarze, ale jakich piłkarzy potrzeba. Do tej pory sprowadzenie napastnika wydawało się niezwykle ważne. Wobec kłopotów z pachwiną Ljuboi, wciąż nie do końca zaleczonym ścięgnie Achillesa Hubnika staje się absolutnie niezbędne. Wyjście za miesiąc na Sporting duetem Wolski - Żyro, z Kucharczykiem, Koseckim i Jagiełłą na ławce, byłoby doprawdy piękną realizacją planu wpuszczania młodzieży do pierwszego zespołu. Ale dla wyniku dwumeczu mogłoby to mieć opłakane skutki. Sam Koke nie jest też kompletnie anonimowy. Nie każdy mógł grać w Olympique Marsylia, Sportingu, strzelać gole w lidze hiszpańskiej i być kapitanem Arisu Saloniki. W Grecji chyba rzeczywiście pozytywnie zapadł w pamięć kibicom. Licząc łącznie gole i asysty przez pięć sezonów w Salonikach wygląda solidnie: 06/07 - 12, 07/08 - 16, 08/09 - 12, 09/10 - 16, 10/11 (niepełny) - 9. Warto jednak zwrócić uwagę na istotny pozytyw, który przydałby się też innym polskim klubom. Legia wybiera między dwoma, na pierwszy rzut oka, porządnymi piłkarzami. Matsui i Koke mają swoje minusy, ostatnio grali mało albo wcale, ale gdyby ich nie mieli to Legia nie miałaby szans na podpisanie z nimi kontraktu. Ale ich nazwiska coś mówią tym, którzy piłką interesują się również poza Polską. Kryzys sprawił że przeciętny piłkarz chętnie zamieni np. niepłacących Greków na Legię, w której jednak się płaci, choć akurat w ubiegłym roku z poślizgiem. To już nie te czasy, gdy wyborem z zagranicy byli Bambino, Arruabarrena i Mamadou Balde.
środa, 18 stycznia 2012
Luyindula w PSG gra od zimy sezonu 2006/07. Wystąpił w 130 meczach w lidze, w których strzelił 22 gole. W europejskich pucharach, w 27 meczach strzelił 10 goli. Wcześniej występował m.in. w Strasbourgu, Lyonie i Olympique Marsylia. W reprezentacji Francji w czterech meczach strzelił jednego gola. Owszem w tym sezonie Francuz jest odsunięty od składu. Popadł w konflikt z trenerem Kombouare i nie może trenować nawet z rezerwami. Ponoć prowadził zbyt rozrywkowy tryb życia. Pozwał do sądu główne osoby w klubie o nękanie, a od PSG domaga się 6,4 mln euro odszkodowania. Pasuje więc do modelu piłkarza, którego szuka Legia (z umiejętnościami, ale za darmo). Oczywiście, że świetnie zrozumiałby się z francuskojęzycznym Danijelem Ljuboją, z którym się zna jeszcze z gry w Strasbourgu przed dekadą Ale nie każdy jest Ljuboją. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak trudną dla siebie decyzję musiał podjąć Serb, gdy decydował się na przeprowadzkę na wschód. Musiał pogadać z Radoviciem, musiał przyjechać z ojcem, zobaczyć jak to wygląda na miejscu. Decydował się na zespół, który nie jest od kilku lat w stanie zdobyć mistrzostwa, a europejskie puchary były pasmem porażek, jeśli w ogóle w nich grał. Poza tym Ljuboja był piłkarzem, który grał dobrze kilka lat temu. Luyindula strzelał gole jeszcze w zeszłym sezonie, a dwa sezony temu był podstawowym piłkarzem PSG. Klub znajdzie. Trzeba też pamiętać, że nie każdy jest Ljuboją również w tym sensie, że może zaprzeczyć ciągnącej się za nim złej opinii. Gdy Serb przychodził do Legii, spodziewano się, że pokłóci się z trenerem, z kolegami z drużyny, będzie się spóźniał na treningi i głównie pobierał pensję. Jest kompletnie inaczej. Gra prawie najwięcej ze wszystkich piłkarzy, strzela gole, a trener jest nim zachwycony. Ale to nie reguła. Opinia o Luyinduli nie wzięła się z niczego. Może więc i dobrze. Jeśli francuski kierunek już się Legii opłaca (bo Ljuboja, bo - być może - Matsui), to trzeba tam szukać. Ale partnerem Serba nie będzie Luyindula. A jak napastnika nie było, tak nie ma. A by się przydał...
wtorek, 17 stycznia 2012
31 meczów w reprezentacji Japonii robi wrażenie. Robi wrażenie gra na ostatnim mundialu, tym bardziej, że o ile zapamiętałem Japonię, a nie mam okazji oglądać jej meczów zbyt często, to drużyna, która gra całkiem efektownie. Mniejsze wrażenie robią jego wyniki na boisku po mundialu w RPA. Grał coraz mniej, nie strzelał goli prawie wcale. Ale Ljuboja, który go zna - chwali. A sam Ljuboja też nie imponował statystykami jak przychodził do Legii. W klubie są ponoć bardzo zadowoleni, że Japończyk zgodził się na testy. Ljuboja grał z nim w Grenoble, twierdzi, że to bardzo dobry piłkarz. Zresztą każdy tak mówi. Menedżer Tadeusz Fogiel, z którym o piłkarzu rozmawiałem, też przyznaje, że dobry. Wszyscy się nim zachwycają. Ale... ...Legia potrzebuje napastnika. Matsui nim nie jest. Nie strzela wielu goli, nie jest od zdobywania bramek. To przyznaje nawet Fogiel. To dobrze, że Legia metodą buszowania w zbożu znajduje niezłych piłkarzy (trzeba pamiętać, że Matsui jeszcze testów nie przeszedł), ale mieli znaleźć zastępcę dla Ljuboji. Traore się nie nadawał, więc takiego nie ma. Co prawda Michal Hubnik jest zdrowy, ale jak długo? Co prawda Kuba Kosecki strzela i asystuje w sparingach, ale nie on jeden to w sparingach robił. Dlatego czekam wciąż na napastnika. Może przyjdzie.
piątek, 23 grudnia 2011
Choć wśród wymienionych jest prawie pół Legii (i w „30” i w „poczekalni”) to według mnie najbardziej brakuje tam piłkarza, o którym sam trener Skorża mówi, „że grał najrówniej przez całą rundę jesienną”. Ariel Borysiuk rzeczywiście drugą połowę roku miał udaną. Grał prawie w każdym meczu i prawie w każdym od pierwszej do ostatniej minuty. Żadnego nie zawalił. Jak się jest defensywnym pomocnikiem to trudno o fajerwerki, ale choćby gol strzelony Zagłębiu Lubin był całkiem efektowny. Pewnie Borysiukowi daleko, by być najlepszym pomocnikiem w Polsce. Pewnie to nie jest piłkarz do pierwszej jedenastki. Doświadczenia Rafała Murawskiego, czy nawet rezerwowego w bundeslidze Eugena Polanskiego nie ma. Ale choć w tym roku skończył 20 lat to meczów w ekstraklasie ma niewiele mniej niż Cezary Wilk. W „poczekalni” znaleźli się Michał Żyro i Rafał Wolski, a nawet rezerwowy w tym sezonie w Legii Michał Kucharczyk. Dla kluczowego piłkarza warszawskiej drużyny miejsca w niej zabrakło. Z sześciu bramkarzy - Szczęsny, Tytoń, Fabiański, Sandomierski, oraz Gliwa i Kuszczak w „poczekalni” tylko dwóch na co dzień gra w klubie. O Kuszczaku powoli zapominają kibice. Sandomierski przeniósł się do Genk i usiadł na ławce. Im mocniejszą pozycję w Arsenalu ma Szczęsny, tym słabszą Fabiański. Ale z powodów ambicjonalnych na grę na Euro nie ma szans Artur Boruc regularnie broniący w Serie A. Kolega lepiej zorientowany w norweskim futbolu rzucił nazwisko Piotra Leciejewskiego, który ponoć podbija ligę norweską, jak kiedyś Arkadiusz Onyszko duńską. Nie widziałem, więc nie wiem, ale trener Smuda też chyba nie widział. A on akurat powinien. Brak gry jest zresztą problemem zaproponowanej kadry nie tylko w przypadku bramkarzy. O ile można jeszcze zrozumieć wiarę w wyleczenie i odzyskanie formy przez nie grającego od roku Sebastiana Boenischa, to co robi w „poczekalni” Tomasz Bandrowski, którego nie ma nawet w kadrze Lecha? W ataku pustynia - Paweł Brożek - rezerwa, Artur Sobiech - rezerwa, Mateusz Klich w „poczekalni” - rezerwa. A na koniec. Czym zauroczył trenera Sebastian Mila? P.S. Na zdjęciu dwóch potencjalnych reprezentantów i jeden piłkarz, który szans na kadrę nie ma
niedziela, 04 grudnia 2011
Co nie wyszło w losowaniu? Szwedzi marzyli o meczach w Gdańsku, gdzie mieliby bardzo blisko, Anglicy bazę wybrali w Krakowie. Holendrzy i Duńczycy, a przede wszystkim Niemcy - wszyscy chcieli grać w Polsce, gdzie bliżej mieliby i piłkarze i kibice. I nic z tego - wszyscy zagrają na Ukrainie. Szwedzi zamiast w Gdańsku, będą grać w Kijowie. Anglię czeka m.in. wyprawa do Doniecka. Piłkarze Fabio Capello, który wykluczył już zmianę podkrakowskiej bazy, w drodze na mecze i z powrotem do Krakowa, przelecą w fazie grupowej ponad 7,5 tys. kilometrów. Za to Rosja - jedyna w zasadzie drużyna, która była zainteresowana grą na Ukrainie - będzie grać w Warszawie i we Wrocławiu. A kibice, żeby dojechać na mecze, będą potrzebowali wiz. UEFA chce, by bilet na mecz pełnił funkcję krótkoterminowej wizy, ale czekają ją trudne negocjacje. Nie tylko drużyny, ale i mecze będą rozgrywanie nie tam gdzie trzeba. Hitowy pojedynek Anglików z Francuzami odbędzie się w dalekim Doniecku, gdzie na razie nie skończono jeszcze terminalu lotniczego. Tłumów kibiców z drugiego końca Europy raczej nie można się spodziewać. Hitowy mecz Holandia - Niemcy zostanie rozegrany na 39-tysięcznym stadionie w Charkowie, a Niemcy - Portugalia na jeszcze mniejszym, 35-tysięcznym stadionie we Lwowie. To dwa najmniejsze obiekty na Euro 2012 i właśnie na nich będzie grała najciekawsza grupa B. Arcyciekawy pojedynek Hiszpania - Włochy odbędzie się w Gdańsku, na stadionie 42-tysięcznym, też nie z tych największych. Jest jednak kilka reprezentacji, które są zadowolone. Hiszpanie, którzy mieszkają w Gniewinie, na stadion w Gdańsku mają raptem 70 kilometrów. A wszystkie mecze grupowe grają na PGE Arenie. Z kolei Czesi każdy mecz w grupie grają we Wrocławiu - bliżej mieć nie mogli. Cieszy się Polska, bo Gianni Infantino wylosował jej chyba najłatwiejszych rywali. Tylko co będzie jak nie wyjdzie?
piątek, 02 grudnia 2011
Kiedyś wąs był niezbędnym atrybutem porządnego futbolisty. Orły Górskiego to w dużej mierze wąsacze. Wąsaczami był Ruud Gullit i Frank Rijkard. Rudi Voeller bez wąsów nie byłby tym samym piłkarzem. David Seaman. Giuseppe Bergomi. Nawet George Best przez moment. I wielu innych, żeby wymienić tylko Leszka Pisza czy Wojciecha Kowalczyka? A Marian Janoszka? Dziś wąs jest w odwrocie. Co prawda portugalscy kibice przed mundialem w RPA postanowili namówić piłkarzy na zapuszczenie wąsów, ale bezskutecznie. Tym większe brawa dla Skoubo, który nawiasem móiąc poza wąsem nie wyróżnia się osiągnięciami na boisku. Skuteczny był tylko na początku kariery w Midtjylland i potem gdy trafił do Broenby. Był nieskuteczny w Borussii Moenchengladbach, WBA i Realu Sociedad. W 2008 r. trafił do Utrechtu i przez cały sezon nie strzelił gola w lidze, dlatego wypożyczono go do Rody. tam pło nieco lepiej - 10 bramek przez dwa lata więc w tym roku trafił do Odense. W kadrze zagrał pięć razy. I gdyby nie wąs pewnie byłby tylko jednym z przegranych w czwartek Duńczyków... P.S. Poniżej zdjęcie z treningu. Od razu wiadomo gdzie jest Skoubo.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||