Kategorie: Wszystkie | lekkoatletyka | piłka
RSS
niedziela, 07 lutego 2010

Chinyamy zabraknie na zgrupowaniu Legii na Cyprze. W najważniejszych sparingach, w których będzie się liczyło zgranie zespołu, ćwiczenie rozgrywania piłki i schematów w grze najważniejszy napastnik zespołu Jana Urbana nie zagra. Czeka go operacja kolana, które już było operowane w czerwcu. - Mam nadzieję, że zabraknie go najwyżej w 1-2 meczach - mówi trener.

Z napastnikiem jest problem. Jest pierwszy w hierarchii ataku Legii. Grzelak i Mieciel są daleko za nim. Strzela średnio 0,6 gola na mecz - to średnia dla nich nieosiągalna. Bez niego Legii będzie trudniej. Jesienią, gdy nie mógł grać lub nie był w pełni sił Legia strzelała dużo mniej goli niż Wisła i Lech. Jeśli szukać pozytywów całej tej sytuacji to jest nią to, że... trafiło właśnie na Chinyamę. Dlaczego?

Bo gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego piłkarza Legii to nieprzepracowany okres przygotowawczy oznaczałby, że na starcie ligi byłby bez sił. Dwa tygodnie spędziłby na wejściu w trening, kilka na odbudowanie kondycji, kolejne tygodnie na przystosowanie się to schematów gry zespołu, kilka na wywalczenie sobie miejsca w składzie i z pewnością w końcu byłby w stanie przydać się drużynie. Tak w maju. Może pod koniec kwietnia.

Ale nie Chinyama.

On przygotowań nie potrzebuje. Kolano się zagoi - Chinyama może grać. Tak było latem. Operację przeszedł w czerwcu wyzdrowiał pod koniec lata i zaczął grać. Na boisku nie było widać ani braku kondycji, ani niezrozumienia z kolegami. Fizycznie nad wieloma rywalami górował. Ani śladu tego, że nie grał od czerwca. Jeśli więc rehabilitacja potrwa do drugiej kolejki ligi, Jan Urban może go wystawiać w trzeciej. Żeby tylko nie zaczęło go znowu boleć.

piątek, 05 lutego 2010

Gdyby podsumować co wynika z dotychczasowych sparingów Legii dla składu, który zagra 26 lutego z Cracovią, to zmian w porównaniu ze składem jesiennym będzie niewiele. Ale będą ciekawe.

Wraca po zawieszeniu za doping Jakub Wawrzyniak i on miejsce na lewej obronie ma pewne. Trener Urban powiedział, że finansowe przepychanki między pilkarzem a klubem go nie interesują i wygląda na to, że zabraknie w drużynie miejsca dla Marcina Komorowskiego. Podobno ma zostać wypożyczony. Nie jest to jednakl zmiana nagła. Urban mógł obserwować Wawrzyniaka na treningach przez ostatnie miesiące. Kondycji przez okres zawieszenia nie stracił. W listopadzie wział udział w Biegu Niepodległości razem z trenerami Legii i był najszybszy.

Na prawej pomocy notowania Sebastiana Szałachowskiego są teraz wyższe niż Miroslava Radovicia. Ale pozycja Serba była słaba już jesienią. Paradoksalnie zagrał 16 z 17 meczów ligowych, ale często dlatego, że w ostatniej chwili z powodu urazu ze składu ktoś wypadał.

Najciekawszy jest jednak awans Ariela Borysiuka. Dwa lata temu, ówczesny 16-latek, przebojem wszed do drużyny. Jesienią jednak zwykle był rezerwowym. Teraz trener Urban twierdzi, że Borysiuk odzyskał dawną chęć do gry. - Wtedy gral bez kompleksów, a ostatnio zaczą się przejmować tym, że jeśli podejmie ryzyko to może popełnić błąd. To dobrze, że piłkarz o tym myśli, ale jego to ograniczało. Teraz gra tak jak wtedy gdy wchodził do drużyny - twierdzi Urban.

Najbardziej poszukiwanym piłkarzem jeśli chodzi o transfery do Legii jest defensywny pomocnik. Trener ostatnio napomknął, że Borysiuk to może być na tej pozycji piłkarz, o jakiego mu chodzi. Już teraz. Jeśli tak, jeden z legijnych problemów byłby rozwiązany.

 

poniedziałek, 28 grudnia 2009

- Niech pomyślę... Pewnie rzucę papierosy i przestanę pić wódkę, schudnę dwadzieścia kilogramów. Zrobiłbym też coś dla świata. Załatam czarną dziurę, powalczę z głodem w Etiopii - odpowiedział dziennikarzowi Artur Boruc, zapytany o noworoczne postanowienie. Nikt od byłego bramkarza Legii nie oczekuje nakarmienia Etiopii, byle tylko grał w pilkę na wysokim poziomie. Przynajmniej takim, który pozwoli mu na to by być mocnym punktem reprezentacji.

Artur Boruc jest cały czas najlepszym polskim bramkarzem. Co do tego nie mam wątpliwości. Nad Tomaszem Kuszczakiem góruje grą na przedpolu. W niedzielnym meczu z Hull polski bramkarz błędów nie popełnił, raz świetnie obronił strzał z bliska, ale przy dośrodkowaniach nie pchał sie w tłum tylko zwykle pozostawał w bramce, co sprawiało wrażenie jakby nie był pewien swoich interwencji w tłumie. Boruc takich oporów nie ma. Nad Fabiańskim zdecydowanie góruje doswiadczeniem. Łukasz regularnie grał przez dwa sezony w Legii. Od tamtego czasu walczy o miejsce w bramce Arsenalu, na razie bez skutku. Boruc w Celtiku jest niezastąpiony. W reprezentacji zagrał 44 mecze, w tym wszystkie na MŚ 2006 i Euro 2008.

Z Jerzym Dudkiem - niegrającym i Wojciechem Szczęsnym - zbierającym doświadczenie trudno Boruca porównywać.

To że Artur Boruc to sportowiec wiecznie na zakręcie, który nie prowadzi sportowego trybu życia i ma rodzinne problemy napisano już tysiące słów. Mimo wszystko jest najlepszy na swojej pozycji w Polsce i szkoda, ze Jacek Kazimierski ponoć go nie odwiedził w Glasgow. Franciszek Smuda szykuje drużynę na Euro 2012. Boruc będzie miał wtedy 32 lata. Jeśli Łukasz Fabiański nie wyrzuci ze skłądu Almunii, a Kuszczak Van Der Sara (co wydaje się niemożliwe, bo Holender jest chyba nieśmiertelny). To nie będzie tematu, kto ma bronić w kadrze. Tym bardziej jeśli rzuci palenie, wódę i schudnie. Wtedy to już zupełnie.

 

piątek, 25 grudnia 2009

Koniec roku to czas podsumowań, więc postanowiłem podsumować ten rok w ekstraklasie wybierając najlepszą ligową jedenastkę A.D. 2009. Zebrać superpiłkarzy z polskich klubów, najlepszych z najlepszych, taką drużynę która może nie rozbiłaby w pył Barcelony ale miałaby szanse m meczu np. Wigan, albo Lecce.

Bramka: Jan Mucha (Legia) - Komentarz zbędny. To geniusz.

Obrona: Manuel Arboleda (Lech), Marcelo (Wisła), Inaki Astiz (Legia), Tomasz Brzyski (Ruch) - Manuel Arboleda musiał się w tym zestawieniu znaleźć, a na prawej obronie zdecydowanego faworyta nie było, dlatego stoper Lecha jest właśnie tam. Kolumbijczyk czhyba jako pierwszy w ekstraklasie wprowadził modę na środkowego obrońcę biegającego od czasu do czasu do ataku i strzelającego gole. Rozwinął ją skutecznie Marcelo, który wiosną strzelił 3 gole (w tym bardzo ważnego przeciw Legii), a jesienią 6. Jeśli utrzyma ten arytmetyczny ciąg to może być w tym sezonie królem strzelców. Inaki Astiz zabrał miejsce Dicksonowi Choto. Pewnie w jedenastce powinni być obydwaj, ale liczba miejsc jest ograniczona. Na lewej stronie Tomasz Brzyski. Bardzo solidny, dobry wykonawca rzutów wolnych, a i Ruch Chorzów nie tylko nieźle grał jesienią, ale wiosną doszedł do finału Pucharu Polski.

Pomoc: Sławomir Peszko (Lech), Maciej Iwański (Legia), Radosław Sobolewski (Wisła), Jakub Wilk (Lech) - Formacja z dwoma piłkarzami Lecha na skrzydłach, drużyny który wiosną grała chyba najładniej, często właśnie akcjami ze skrzydeł rozbijała rywali. Sławomir Peszko przychodząc z Wisły Płock z miejsca podbił ligę i jesienią był zdecydowanie najlepszym piłkarzem drużyny z Poznania. W środku Radosław Sobolewski, architekt mistrzostwa Polski, którego w Krakowie wyczekują jak zbawienia. W tym roku w lidze z Sobolewskim Wisła nie przegrała. Drugim z pomocników w środku jest Maciej Iwański. Jesienią siedem asyst i trzy gole, czyli dużo lepiej niż wiosną. To on ma największy wpływ na grę Legii, przez niego najczęściej przechodzi piłka. no i gol w Bełchatowie - palce lizać.

Atak: Robert Lewandowski (Lech), Tomasz Frankowski (Jagiellonia) - Kandydatów do ataku było wielu, ale zdecydowały gole. Lewandowski w tym roku w lidze strzelił 15 bramek w lidze. Frankowski jedną mniej. Poznaniak wysoką formę utrzymuje od dawna. Frankowski z biegiem czasu nie traci umiejętności minięcia obrońcy a zimnej krwi pod bramką powinni się od niego uczyć wszyscy pozostali napastnicy w ekstraklasie. Królowie strzelców poprzedniego sezonu czyli Paweł Brożek i Takesure Chinyama w tyle, choć ten drugi głównie przez kontuzję. Jesienią rozstrzelał się duet napastników z Ruchu. Należy im się nagroda za półrocze, ale jeszcze nie za cały rok.

środa, 23 grudnia 2009

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaWedług przezesa Polonii Warszawa Józefa Wojciechowskiego Grzegorz Lato obiecał prezesom klubów, że sędziowie których nie chcą, nie bedą wyznaczani na spotkania ich drużyn. Napisał o tym Przegląd Sportowy. Ma być to kontynuowanie praktyki, która już istnieje. W tym sezonie Zagłębie Lubin obraziło się na Marcina Szulca i ten na pewien czas został odsunięty od spotkań tej drużyny. Polonia nie życzy sobie Roberta Małka, jego asystenta Krzysztofa Myrmusa i Krzysztofa Słupika. Prezesi klubów pytani o to też wskazują sędziów, których sobie nie życzą.

Panie prezesie Lato, przecież to można usprawnić. Wystarczy pytać się klubów nie jakich sędziów nie chcą, bo to wprowadzi tylko zamieszanie do jakże skomplikowanego systemu wyznaczania arbitrów, ale jakich sedziów chcą. Jakaż to oszczędność czasu. Kawał pracy PZPN zostanie przerzucony na kluby (nowocześnie zarządzane korporacje, a przecież taką jest PZPN nazwałyby to outsourcingiem), które w dodatku bedą zawsze zadowolone z arbitra spotkania. A jak nie będą, to bedą same sobie winne.

Jakieś pretensje zgłąszają sami sędziowie, że to grozi powrotem do czasów Fryzjera, itp., ale kto by ich tam słuchał. To, że druzyny są od grania, a nie od wybierania sędziów, to jakiś zacofany poglad. Przecież wszyscy pamiętają, że trio sędzia Małek et consortes okradło Rafała Boguskiego z pięknej bramki przewrotką w meczu Wisły z Zagłębiem, a wcześniej nie pozwoliło GKS wygrać z Legią masowo odgwizdując spalone. Wszyscy wiedzą, że sędzia to wychodzi na boisko po to by zrobić krzywdę drużynie, do której przyjechał. A jeśli jakimś cudem nie, to znaczy że uparł się na tę drugą.

Tylko na pytanie o to skąd wziąć lepszych sędziów i poszerzyć konkurencję w środowisku, które niedawno z wiadomych wzgledów zostało zdziesiątkowane nikt z PZPN, ani z klubów jakoś nie chce odpowiedzieć.

P.S. A kiedyś żadna sędziowska decyzja nie była kłopotem...

wtorek, 22 grudnia 2009

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaWpis będzie o dwóch Mirosławach. Jeden, Trzeciak, jest dyrektorem sportowym Legii, który zwykle w wywiadach nic sensacyjnego nie mówi, zresztą rzadko ich udziela. My próbujemy go namówić od kilku miesięcy, bez skutku. Udzielił jednak wywiadu oficjalnej stronie klubowej legia.com, a w nim dość obszernie opowiedzial na pytania o cele transferowe Legii. Nazwiska ani konkrety tam nie padły. Kilka ciekawostek przemneło, ale najciekawsza jest odpowiedź na pytanie o drugiego Mirosłava - Radovicia. Dziennikarz zapytał ile prawdy jest w spekulacjach o ewentualnym odejściu Serba do Partizana.

- Z „Rado” rozmawialiśmy wiele razy i obawiam się, że  w jego karierze pojawiła się poważna stagnacja. Nie chcę komentować jego wypowiedzi dla prasy, ale Miro musi dać więcej serca. Jeżeli tak się nie stanie, to będziemy musieli pożegnać się. Jest mi przykro, że Radović nie wykorzystuje swoich możliwości fizycznych. On może więcej biegać, więcej walczyć. Moim zdaniem jest to kwestia psychiki. Serb musi nam pokazać, że chce tutaj być. Jeżeli ktoś ma potencjał, ale nie przekłada go na grę, to lepiej jest sprowadzić kogoś słabszego, kto będzie grał na sto procent - odpowiedział dyrektor Trzeciak.

Serb gra przeciętnie od dłuższego czasu. Wstrząsać w ten sposób swoimi pilkarzami ma w zwyczaju trener Urban. Trzeciak raczej nie, a powyższa wypowiedź ewidentnie ma pilkarzem wstrząsnąć. Na pytanie dyrektor nie odpowiedział. Za to odwrócił je. Zamiast tłumaczyć, że zrobimy wszystko żeby go zatrzymać, powiedział, że piłkarz musi zrobić wszystko by u nas zostać. Bo na razie nie robi. To słowa słuszne, fajnie, ale...

Po pierwsze czytelnik nie dowiedział się, czy jakaś oferta z Partizana w ogóle była, a szkoda, bo (i tu druga kwestia) nie wiadomo czy ”groźby” są w jakimkolwiek stopniu realne. Piłkarz kontrakt z Legią ma jeszcze przez półtora roku. Na prawym skrzydle konkurencji praktycznie nie ma, poza Sebastianem Szałachowskim, który jesienią lepiej od niego nie grał. No i ewentualnie Piotrem Gizą, który grał na prawej pomocy wiosną, ale jesienią był najgorszy w drużynie. Radović zagrał w prawie wszystkich meczach rundy jesiennej, choć grał poniżej możliwości i poza zwycięskim golem z Wisłą niczym się nie wyróżnił. Sam Trzeciak w tym samym wywiadzie mówi o potrzebie ściągniecia skrzydłowego, ale od potrzeby do ściągnięcia w Legii jeszcze daleko. Jeśli Radoviciem mają te słowa wstrząsnąć, muszą być choć trochę realne. Na razie nie są. A szkoda.

piątek, 18 grudnia 2009

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaPojechał do Włoch Radosław Matusiak, wychwalany pod niebiosa napastnik GKS i szybko go tam sprowadzono na ziemię. Z podboju Europy wyszły nici. Pojechał podbijać ligę holenderską Andrzej Niedzielan i nastrzelał tam 20 goli, ale w końcu też musiał wracać i trzy sezony zajęło mu odzyskanie formy. Bramkarze męczą się by zostać pierwszymi w klubach Premier League i póki co im się nie udaje. A Radosław Majewski, któremu niewielu wróżyło sukces, ten sukces w Anglii odniósł i już za pół roku może być jedynym regularnie grającym Polakiem w Premier League.

- Niczym mnie poziom w Championship nie zaskoczył. Jest dokładnie taki jak się spodziewałem - powiedzial Majewski w wywiadzie dla oficjalnej strony klubowej. Polak strzelił gola już w 93. sekundzie swojego pierwszego występu w nowym klubie, w sparingowym meczu z Rushden & Diamonds. W lidze wystapił 15 razy, strzelił dwa ważne gole. W klubie są z niego bardzo zadowoleni i zadowolony jest on sam.

Najbardziej niezwykłe jest to, że piłkarz który ma 170 cm wzrostu doskonale radzi sobie w lidze, w której jak sam twierdzi gra się dużo ostrzej, zawodnicy są silniejsi, a gra jest szybsza. Majewski nigdy siłaczem nie był. Wręcz przeciwnie, jest drobny. Ale jak mówi Daniel Purzycki większość akcji ofensywnych przechodzi przez niego, Polak pracuje w ofensywie i defensywie i poprawił się pod względem kondycyjnym.

Nottingham na półmetku sezonu jest czwarte w lidze. Do WBA zajmującego drugie miejsce, które daje bezpośredni awans do Premier League, traci trzy punkty. Jeśli Van der Sar nie zdecyduje się na emeryturę, a Manuel Almunia nie będzie miał radykalnej obniżki formy to Majewski będzie miał jako jedyny szansę regolarnie grać przeciw Chelsea, Manchesterom i Arsenalowi. Niski i wątły 23-latek, który ponoć do ligi angielskiej kompletnie się nie nadawał.

środa, 16 grudnia 2009

Fot. Agencja Gazeta... w moich oczach. Choć do zatrudnienia go na stanowisku selekcjonera odniosłem się z rezerwą i cały czas uważam, że Grzegorz Lato zatrudnił go tylko dlatego, by uspokoić protestujących przeciw PZPN kibiców (co jest motywacją głupią, choć jeszcze bardziej absurdalne jest to, że chyba osiągnął cel), to pierwsze kroki nowego trenera są rozsądne. A wzięcie do pomocy Shada Forsythe'a, czyli trenera przygotowania fizycznego reprezentacji Niemiec, robi wrażenie.

I nie chodzi tu o wielkie nazwisko, co w sumie trudno mi ocenić, bo na rynku trenerów od przygotowania fizycznego znam się raczej pobieżnie (choć sam Forsythe przepytywany przez Przemka Iwańczyka brzmi profesjonalnie), ale o decyzję Smudy. Nie wiem czy to krok, dzięki któremu wygramy Euro, ale jak napisałem wyżej, robi wrażenie, a przeciętny kibic reprezentacji jest spragniony pozytywnych wrażeń, bo ostatnio nie miał ich w ogóle.

Nowy trener postępuje jak profesjonalista. Szuka najlepszych rozwiązań i sięga po najlepszych ludzi nie patrząc im w paszporty. I robi to z głową. O Forsythe'a popytał w Niemczech, zebrał opinie i pogadał z samym zainteresowanym. Jakże to inne podejście niż polskich futbolowych decydentów, którzy sami wszystko wiedzą najlepiej, zainteresowanych znają z CV, a jak trzeba (i po prostu wypada) coś omówić twarzą w twarz, to wolą to robić przez telewizję. Smuda, któremu wielu przez wiele lat zarzucało że jest: nerwowy, impulsywny, zaściankowy, niemedialny i nienadający się do pracy z reprezentacją, na razie tym opiniom zaprzecza. Nie tylko pracę wykonuje bez zarzutu, ale w dodatku potrafi zaskakiwać współpracą z fachowcami międzynarodowego kalibru. Żeby się przypadkiem nie naraził szefom. Profesjonalizm i otwartość do tego wystarczy.

 

21:23, kubadybalski , piłka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 grudnia 2009

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaPo ostatnim meczu ligowym jesienią. Legia ma 5 punktów straty do prowadzącej Wisły. Dla piłkarzy z Warszawy zwyciestwo było niezbędne, żeby zachować jakiekolwiek szanse na pogoń za krakowianami wiosną. Zachowali, ale jak zresztą zapowiadał trener Urban stylem nie zachwycili. Kto więc zasłużył na naganę, a kto na wyróżnienie?

Minus - Boisko, a właściwie osoby które są odpowiedzialne za to że Legia musiała ostatnie mecze u siebie rozgrywać w piaskownicy. Wyglądało to żałośnie, gdy po każdym kroku w powietrze wzbijała się piach, to po pierwsze niebezpieczne, pod drugie uniemożliwia płynną grę, a po trzecie daje pretekst do wymówki, gdy coś nie idzie. Trener Urban już przed meczem zapowiedział, że fajerwerków nie będzie. Nie mam jednak wątpliwości, że nawet gdyby boisko było równe jak stół, to Piotr Giza nie zagrałby lepiej. Komentatorzy w Canal+, próbując trochę usprawiedliwiać pomocnika Legii powiedzieli, że błędów nie popełnia ten co nic nie robi. Prawda. Ale gra Gizy momentami wyglądała jak sabotaż. Podania do rywali, marnowanie okazji do kontry. Nie on jeden grał niedokładnie, ale on w tym celował.

Plus - Nie Jan Mucha, ani Inaki Astiz, ale Maciej Iwański. Można mu zarzucać, że czasem podejmuje złe decyzje, że stracił umiejętność uderzenia stojacej piłki co w tym sezonie wychodziło mu sporadycznie, ale po raz kolejny był najbardziej walecznym z pomocników, a przede wszystkim nie myli się z jedenastu metrów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przestrzelił jedenastkę. A to ważna umiejętność, która daje czasem trzy punkty. W niedzielę dała.

21:24, kubadybalski
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 grudnia 2009

- W tabeli jesteśmy naprawdę daleko i trzeba przyznać, że musimy zrewidować cele na ten sezon. Liga Europejska i Puchar Angli to trofea, które pozostały do wygrania. No i oczywiście trzeba starać się utrzymać w czołowej czwórce - powiedział napastnik Liverpoolu Fernando Torres cytowany przez brytyjskie gazety. Powiedział ”utrzymać” choć do czołowej czwórki The Reds trochę brakuje. Są na siódmym miejscu w lidze, do czwartego Tottenhamu traci trzy punkty, ale do liderującej tabeli Chelsea traci aż 12.

Mimo wszystko to zawsze smutne gdy piłkarz traci nadzieję. Tym bardziej, że mówimy o niezaprzeczalnie najważniejszym napastniku Liverpoolu, choć ostatnio zmagającym się z kontuzją. Tym smutniejsze, że dotyczy klubu, który ma ambicje być najlepszym w Anglii ale uparcie nie jest w stanie tego osiągnąć. Sprowadził trenera uchodzącego za najlepszego w Hiszpanii. Ma w składzie gwiazdy, nawet na warunki Premier League, w tym takie jak Steven Gerrard, pewnie jeden z najlepszych angielskich pomocników w historii. Nieprzypadkiem Liverpool zalicza się do angielskiej ”Wielkiej Czwórki”, ale też nieprzypadkiem co sezon uznaje się, że Chelsea, Manchester United, a nawet Arsenal mogą zdobyć tytuł mistrzowski, ale Liverpool jakos tak nie.

Klubów, których wyniki nie sięgają ambicji jest kilka. Kiedyś takim klubem był Inter Mediolan, aż błyszczący się od gwiazd, ale bezzębny w Serie A i Lidze Mistrzów. Ale odkąd wskutek afery korupcyjnej i kar dla Milanu i Juventusu przypadło mu mistrzostwo, wpadł w drugą skrajność i wygrywa mistrzostwa co sezon. Takim klubem w Anglii o wielkich ambicjach ale bez specjalnych wyników jest Tottenham. Od wielu lat PSG zamiast walczyć o mistrzostwo Francji przeważnie lokuje się w środku tabeli, albo nawet broni się przed spadkiem. Trudne jest życie kibica takiego zespołu. Jeden co jakiś czas świętuje sukces, inny nie ma nadziei więc nie czuje, że czegoś mu brakuje, a ten co sezon przeżywa rozczarowanie.

A wszyscy inni tylko mają nadzieję, że ich ”choroba liverpoolska” nie dotknie.

20:24, kubadybalski , piłka
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12