O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi
Kategorie: Wszystkie | lekkoatletyka | piłka
RSS
czwartek, 16 lutego 2017

Pewnie bym nie odgrzebywał bloga po półtora roku (a w tym miejscu po czterech latach), tylko wzruszył ramionami po kolejnym występie bandziorów (może warszawskich, ale – przecież nie można zaprzeczyć – może z Marsa), ani pierwszym, ani ostatnim. Ale gdy dyrektor ds. PR Legii kilka razy pyta na twitterze „Ale co klub powinien w tej sytuacji zrobić?”, to postanowiłem pomóc. A potem w spokoju obejrzę mecz.

Legia jest dobra w oświadczeniach. Niestety w ilości, nie w jakości. Jeśli PR-owiec nie wie, jak się zachować, to tłumaczę, że można np. odezwać się tak:

„My, klub Legia Warszawa,

jesteśmy głęboko wstrząśnięci bezmyślnym atakiem na klubokawiarnię Chmury, w której zaatakowano kibiców Ajaxu Amsterdam. To nasi goście, odwiedzający Warszawę. Zarówno my, jak i Chmury, jesteśmy tu gospodarzami i takie sytuacje przynoszą nam wstyd.

O napaści wiadomo niewiele. Przede wszystkim policji wciąż nie udało się zidentyfikować napastników, choć niestety od samego początku są łączeni przez media z Legią. Zdajemy sobie sprawę, że przez wiele lat pracowali na to chuligani ubrani w nasze barwy, a nasz klub nie zawsze potrafił skutecznie odciąć się od ich zachowań, czasem nawet sprawiając wrażenie, że na takim odcięciu się nam nie zależy. Dlatego tym razem chcemy zaznaczyć, zwłaszcza jeśli okaże się, że sprawcy w jakikolwiek sposób identyfikują się z Legią, że stanowczo potępiamy każde brutalne zachowanie, w tym to, co zdarzyło się w środę wieczorem. Jest nam podwójnie przykro jeśli bandyci podszywają się pod kibiców Legii. Będziemy bez wyjątku wymagać zadośćuczynienia od każdego, kto narazi nasz klub na szwank – czy to finansowy, czy wizerunkowy. Łazienkowska to dom dla kibiców. W każdym wieku, obu płci, zarówno tych którzy żyją Legią na co dzień, jak i tych, którzy czasem chcą obejrzeć dobry mecz. Nie ma Legii dla bandytów.

Przedstawiciele klubu już rano rozmawiali zarówno z zaatakowanymi gośćmi z Holandii, jak i z właścicielami i pracownikami klubokawiarni Chmury. Jesteśmy gotowi pomóc jak najszybciej doprowadzić zaatakowane miejsce do porządku. Chcemy w przyszłości współpracować z Chmurami, np. ulokować część z licznych wydarzeń organizowanych przez Legię – jak spotkania z piłkarzami, akcje społeczne, czy imprezy dla dzieci – właśnie tam. Wspólnie tworzymy Warszawę, miasto przyjazne, gościnne i atrakcyjne”.

P.S. Klub może to powyższe wykorzystać w najbliższej pasującej sytuacji. Niczego sobie nie będę rościł.



piątek, 08 lutego 2013

Głód piłki od jakiegoś czasu funkcjonował w dwóch lokalach. Ale to niewygodne i bez sensu. Tak więc od teraz wpisy będą się pojawiały tylko na tym "Głodzie..." na Warszawa.sport.pl. Zapraszam, nic nie stracicie.

00:08, kubadybalski
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 stycznia 2013

Aż się zdziwiłem, bo kilka osób już mnie pytało po co właściwie Legii Bartosz Bereszyński, skoro warszawiacy mają tak dobrą akademię i masowo wypychają z niej piłkarzy do pierwszego składu. Legia dogadała się z poznańskim klubem - szczęśliwie dla Bereszyńskiego, który najbliższe pół roku spędzi w Warszawie zamiast na treningach z Młodym Lechem. „No ale pomyśl: był jakiś pomocnik, czy inny Żurek - ktokolwiek tam w tej Legii biega na skrzydle - który do tej pory był piłkarzem numer pięć na tę pozycję, a teraz jest piłkarzem numer sześć” - stwierdził mój znajomy. „Trenuje od lat, męczy się w tej akademii, a teraz robią mu taki numer. Czy to jest drużynotwórcze?”

Nie wiedziałem co odpowiedzieć, bo wydawało mi się to oczywiste. Ale skoro tak...

Pisałem to już wcześniej. Dobrych piłkarzy nigdy zbyt wielu. Jeśli Legia bierze za darmo piłkarza, który jest dość młody, przebił się do pierwszego składu Lecha, zdążył strzelić gola w ekstraklasie, chce go trener Jan Urban, to dlaczego nie. Nie przesadzajmy, Legia czerpie garściami z akademii, ale nie tylko z niej.

Czy to drużynotwórcze? Drużyna piłkarska to również rywalizacja. Jeśli ten „piąty, czy szósty” ma grać w pierwszym składzie to i tak musi się okazać lepszy od Radovicia, Kucharczyka, czy Koseckiego, a nie tylko od Bereszyńskiego. Daniel Łukasik wiosną zeszłego roku siedział na trybunach. Jakuba Koseckiego w ogóle w Legii w tym czasie nie było. A gdzie są teraz?

Legia funkcjonuje w ten sposób zresztą od lat. Nie na poziomie pierwszego zespołu, ale właśnie w... akademii. Wolski, Furman, czy Efir też kiedyś trafili do Legii przychodząc z innych klubów. Też wtedy jakiś trzeci czy czwarty w kolejce piłkarz na ich pozycję mógł pomyśleć, że go nie chcą. Albo mógł, jak Michał Kopczyński, trenujący w Legii od dwunastu lat, nie zwracać uwagi, ze do zespołu przychodzi np. Łukasik, czy Furman, tylko robić swoje. I on też jest dziś w kadrze pierwszego zespołu.

sobota, 19 stycznia 2013

Trener Lecha Mariusz Rumak w tym wywiadzie wprost nie mówi, że został przez Bartosza Bereszyńskiego oszukany, ale z co drugiego zdania można wyczuć, że tak się czuje. „Oszustwo” skrzydłowego ma polegać na tym, że wybrał lepszą ofertę z innego klubu. Trudno nie odnieść wrażenia, że trenerem Lecha targają podobne uczucia, jak kibicami Lecha, którzy na forach wypisują „zdrajca”, itp.

To zresztą bardzo ciekawy wywiad. - Wszyscy chwalą akademię Legii Warszawa, ale najwyraźniej pierwszy zespół nie darzy zaufaniem swojej akademii, skoro ciągnie zawodników od nas - analizuje trener Rumak. - Ja nigdy się nie zwrócę do akademii Legii po zawodnika do pierwszego składu Lecha, bo mam tak dobrą akademię, że nie muszę tam szukać. Ich akademia jest promowana, a ja nie muszę promować naszej. Ruchy Legii, które zostały teraz wykonane, pokazują, że sięgają po naszych zawodników, czyli nie mają takich, którzy mogliby wejść do pierwszego składu. To jest też sygnał dla tych, którzy logicznie patrzą, jak wygląda szkolenie w tych dwóch klubach.

Logicznie patrząc (!) w Legii grają Dominik Furman, Michał Żyro i Rafał Wolski, którzy są wychowani w warszawskiej akademii. W kolejce czekają Michał Kopczyński i Michał Efir. Jakub Kosecki piłkarsko był szkolony gdzie indziej, ale półtora roku spędził w Młodej Legii. Czyli w Legii jednak mają takich, którzy wchodzą do pierwszego składu. Wszyscy ich chwalą, bo strzelają gole. A co niby mają ci "wszyscy" robić?

Nawiasem mówiąc chciałbym, by ten scenariusz powtórzył się i w Lechu, bo utalentowanych i porządnie nauczonych futbolu piłkarzy nigdy dość. Dlatego poznańskiej akademii życzę jak najlepiej. Jeśli trener Rumak ma akademię tak dobrą, że nigdzie nie ma lepszych piłkarzy, cieszę się jego szczęściem.

Bereszyńskiego chciał Jan Urban, co dla mnie jest wystarczającą rekomendacją dla napastnika/skrzydłowego strzelającego na razie gola na sezon, co nie rzuca na kolana. Ale jeśli trener Legii twierdzi, że coś z niego będzie, dostrzega w nim spokój na boisku i przemyślane decyzje podczas gry, to ufam. A utalentowanych piłkarzy nigdy za wiele, choćby w akademii przy Łazienkowskiej biegało dziesięciu Leów Messich i pięciu Cristianów Ronaldów.

Tak, jak w akademii przy Bułgarskiej.

środa, 16 stycznia 2013

W najbliższym wydaniu „Pokłóćmy się o Legię”, czyli naszego internetowego programu o warszawskim klubie, gościem będzie Marek Saganowski. Z napastnikiem Legii umawialiśmy się na ostatnią chwilę przed wylotem drużyny na Cypr. Tuż po wtorkowym treningu, ale z kłopotami. Po pierwsze trener Urban trzymał piłkarzy na boisku bardzo długo. Po drugie Saganowski był bez samochodu. Auto się zepsuło. „Dam radę” - usłyszałem na Legii.

No więc czekamy. W tym czasie napastnik Legii bezskutecznie usiłował odebrać auto. Okazało się, że wciąż nie jest gotowe, postanowił więc się przespacerować. Z Łazienkowskiej (stadion Legii) na Czerską (siedziba Agory) nie jest daleko, ale jednak kawałek. Zwłaszcza w warunkach zimowych, a akurat w nocy z poniedziałku na wtorek Warszawę zasypało. A akurat żadna taksówka nie chciała się zatrzymać. Złapać taksówkę z ulicy to w stolicy jednak trudność.

No więc Marek idzie, przez telefon tłumaczę co i jak, gdzie dojść, ale dodaję że to jednak kawał drogi. Sam rano przyjechałem do pracy rowerem, mając poczucie, że przy takiej pogodzie to trochę sport ekstremalny. A na piechotę to w ogóle. Zacząłem organizować taksówkę, gdy Marek zadzwonił. „Jestem w autobusie, ile to przystanków?”. Ile to akurat nie pamiętałem, ale trzeba wysiąść na Sielcach. Wyszedłem po niego i spotkaliśmy się jakoś w połowie drogi. „Jak ktoś jeździ na co dzień samochodem, a nagle go nie ma, to jednak nie jest łatwo” - przyznał.

Wnioski z tej banalnej historii są takie. Po pierwsze, warto zawsze mieć przy sobie bilet, bo nigdy nie wiadomo kiedy się przyda (czy akurat Marek miał, to nie wiem, nie spytałem). Po drugie, jeśli ktokolwiek w ratuszu ma głowę na karku, powinien namówić panią prezydent do sprezentowania przy błysku fleszy Markowi Saganowskiemu karty miejskiej. W celach promocyjnych. No bo ile znacie gwiazd Legii jeżdżących na co dzień autobusem?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Wczoraj trochę narzekałem, że Brzyski, a nie Teodorczyk. Żeby nie było - Legia zrobiła dobry transfer, sprowadzając piłkarza, który jest jej potrzebny, na pozycję (pozycje), która wymagała uzupełnienia, z umiejętnościami, których w zespole Jana Urbana jesienią brakowało.

O ile piłkarzy na prawe skrzydło w Legii jest mnóstwo, to na lewym jest pewien chaos. Nie znaczy to, że Urban nie ma tam kogo wstawić. Mimo kłopotów zdrowotnych Michała Żyry może tam grać i Jakub Kosecki i Michał Kucharczyk, bywało że formalnie biegał tam Jorge Salinas, zdarza się, że zapędzi się tam Miroslav Radović. Kto akurat był w formie, to grał. Trener Legii nie wymaga od skrzydłowych kurczowego trzymania się swojej linii. Wręcz przeciwnie, często wymieniają się pozycjami. Ale warto mieć w składzie piłkarza grającego lewą nogą. Co nie mniej istotne akurat bocznego pomocnika, który dobrze broni, a nie tylko atakuje - a czasem przebieg meczu sprawia że taki ktoś jest niezastąpiony - w Legii raczej nie było. To jest.

Jako zmiennik dla Jakuba Wawrzyniaka też się przyda, choć Wawrzyniak już kibiców Legii przyzwyczaił, że jest raczej niezniszczalny i okazji do gry na lewej obronie Brzyski może nie mieć za dużo.

Najważniejsze jednak, że Legia ma piłkarza, którego znakiem firmowym są uderzenia z rzutów wolnych i rożnych. I dośrodkowania i strzały. W ten sposób jesienią piłkarze Urbana nie strzelali goli. Gdyby szukać minusów w grze ofensywnej, to jeden z nich. Wykonawców stałych fragmentów trener Legii szuka zawzięcie od pół roku, ale nie znalazł. Jeśli trafi Danijel Ljuboja to szczęka opada, tyle że trafia raz na sezon. Młodzieży biorącej się za kopanie stojącej piłki - czy to Danielowi Łukasikowi, czy Dominikowi Furmanowi - wychodziło to raz lepiej, raz gorzej. Raczej gorzej.

Jestem dziwnie spokojny, że ten transfer nie może się nie udać. Brzyskiego wszyscy znają. Kariery za granicą nie zrobił, o kadrę ledwie się otarł na w pół turystycznym wypadzie do Tajlandii trzy lata temu, ale w lidze zawsze się wyróżniał. Szczególnie w tym sezonie. Jedyny znak zapytania to mityczna „presja”. W lidze debiutował w Łęcznej, trochę grał w Koronie, ale regularnie dopiero w Ruchu. Trzy ostatnie lata spędził w Polonii. W Legii będzie się od niego wymagać goli i asyst i będą mu liczone mecze bez nich, z czym wcześniej się zapewne nie zetknął.

Ostatni lewy obrońca/pomocnik który z Polonii trafił do Legii (też zresztą z niezłym uderzeniem z rzutu wolnego), gra w niej do dziś - a było to 12 lat temu. Brzyski raczej nie będzie grał do 43. roku życia, ale Tomasza Kiełbowicza niejako zastępuje. Ciekawe z jakim skutkiem.

P.S. Zdjęcie z legia.com

Nie będzie to wpis o oknie wystawowym jakim tej zimy zdaje się być Polonia Warszawa, choć to osobny, bardzo ciekawy temat, jak bardzo drużyna z Konwiktorskiej sportowo przerosła finansowe możliwości Ireneusza Króla. Będzie o Legii i Lechu, bo chyba nikt inny w tym momencie w Polsce na warszawskiej wyprzedaży nie jest w stanie skorzystać. I będę narzekał.

Podczas gdy poznaniacy właśnie wyciągają z Polonii 21-letniego, strzelającego gole Łukasza Teodorczyka, Legia próbuje namówić do gry przy Łazienkowskiej 31-letniego Tomasza Brzyskiego. Też przydatnego, ale to jednak nie to. Nawet jeśli jej się to uda, to transfer Lecha będzie robił większe wrażenie. Na Teodorczyku wziętym za darmo (nie licząc prowizji menedżera) latem, lub za niewielką opłatą teraz, Lech nie może stracić. W najgorszym przypadku przez dwa, trzy lata będzie w Poznaniu rezerwowym, strzelającym kilka goli w sezonie. Takich też potrzeba. W najlepszym przypadku za dwa, trzy lata Lech zrobi na nim taki interes jak na Lewandowskim. Brzyski za dwa, trzy lata może kończyć karierę.

Nie twierdzę, że Brzyski jest słabym piłkarzem. Wręcz przeciwnie. W ekstraklasie nie ma lepszego piłkarza, którego Legia mogłaby pozyskać na pozycję lewego obrońcy/pomocnika, w dodatku z umiejętnością bicia rzutów wolnych i rożnych, czego jesienią w Legii momentami rozpaczliwie brakowało. Dziwię się, że Teodorczyka wypuszczono tak, zdaje się, łatwo.

Ktoś powie – Legia szuka piłkarzy, których potrzebuje, stąd Brzyski, a nie Teodorczyk. Zgoda. Ale jesienią nie zauważyłem w jej szeregach nadmiaru zdrowych napastników. To że teraz są zdrowi, a trener Urban wśród piłkarzy ofensywnych może przebierać jak w ulęgałkach, nie znaczy, ze sytuacja się nie powtórzy. Ktoś rzuci, że Legia młodych to ma na pęczki, sama sobie wychowuje i nie musi kupować. Wychowuje, ale dobrych piłkarzy wziętych za darmo (nie licząc prowizji menedżera) nigdy za mało. Ktoś doda, że Legia Teodorczyka nie chce, ale zasadza się na Dwaliszwilego. Fakt, że Gruzin to moim zdaniem piłkarz lepszy od Teodorczyka o klasę, bardziej wszechstronny i pasujący do Legii jak ulał. Ale na razie go przy Łazienkowskiej nie ma, a warunków, które muszą być spełnione by tam trafił, jest mnóstwo. Znacznie więcej niż w przypadku Teodorczyka.

Oczywiście trochę gdybam. Może wiosną Michał Efir skutecznością w lidze pobije Teodorczyka na głowę. Mogło być tak, że Legia – z różnych powodów – na wstępie byłą w wyścigu po napastnika Polonii z góry przegrana. Rzecz w tym, że już kilku piłkarzy Legii uciekło, choć wydawało się, ze wystarczy po nich sięgnąć. Niektórzy nawet w Legii byli. A potem lądowali w Poznaniu.

wtorek, 18 grudnia 2012

W poniedziałek byłem na zorganizowanej przez klub wigilii z udziałem dziennikarzy. Taką mam impresję, która wydaje mi się ciekawa. Stałym elementem takiego spotkania jest przemówienie prezesa. Przed rokiem prezes Paweł Kosmala mówił długo o rekordowym budżecie, europejskich pucharach, planach zdobycia mistrzostwa. Były prezes Legii ma sposób mówienia, powiedzmy, barokowy. Kwiecisty, pełen niuansów, dygresji, spojrzeń na problem z różnych perspektyw, wielowątkowy.

Prezes Leśnodorski wbiegł na scenę, życzył wszystkim wesołych świąt i sukcesów sportowych w nadchodzącym roku, po czym zeskoczył ze sceny prosto na pewną panią, która coś mu szepnęła, więc prezes znów wskoczył na scenę i dodał, żeby się częstować, tym co na stołach, a nie powiedział o tym, bo wydawało mu się to oczywiste. I znów zeskoczył. Część oficjalna trwała więc tak mniej więcej półtorej minuty. No może dwie.

Taka pierwsza różnica między prezesami.

poniedziałek, 03 grudnia 2012

- Legia wygrała zdecydowanie, była lepsza. Ja mogę tylko przeprosić za to co pokazaliśmy. Tak nie można grać na poziomie ekstraklasy – mówił w niedzielę trener Zieliński. - Fajna bramka Koseckiego, ładna, ale patrze na nią jak na ogromny błąd moich piłkarzy. Nie wolno tak łatwo pozwolić rywalowi na taki rajd – mówił tydzień temu trener Mroczkowski. - Cały tydzień rozmawialiśmy o równowadze [między defensywą a ofensywą], a w meczu jej zabrakło. To pasowało Legii - stworzyła sytuacje i je wykorzystała. Nie można odmówić nam zaangażowania, walki, ale taktycznie to był najsłabszy mecz, odkąd prowadzę zespół – tłumaczył się wcześniej trener Rumak. Można się cofać bliżej początku sezonu, słowa będą podobne. - Skoro Celtic mógł ograć Barcelonę, to i Jaga mogła wygrać na Legii – rzucił kilka tygodni temu porównaniem trener Hajto, jedyny, który wyjechał z Łazienkowskiej z wygraną.

Legia jest w tym momencie zespołem, na który z przyjemnością się patrzy. Mecz z Ruchem był w jej wykonaniu świetny. Warszawiacy nie wypadli dobrze, bo tło mieli słabe. Ruch, który tydzień temu zagrał dobry i wyrównany mecz z Wisłą, zdziałał w Warszawie tyle, na ile pozwoliła mu Legia. Czyli prawie nic. Poza oglądaniem biegającego jak oszalały Koseckiego i całej grupy piłkarzy ofensywnych, z przyjemnością patrzyło się moim zdaniem na grę w defensywie. Zespół Urbana zagrał wysokim pressingiem, pomocnicy i obrońcy grając bez piłki byli o pół kroku, albo i krok szybsi od rywali.

Z Ruchem Legia nie miała słabych punktów. Nawet zejście Astiza nie osłabiło zespołu. W dodatku pojedyncze zagrania sprawiały, że gra Legii przykuwała uwagę. Takie drobiazgi, na które nie tyle nie zwraca się uwagi, ale których w słabej polskiej lidze generalnie nie ma, w niedzielę na stadionie Legii błyszczały co kilka chwil. Podanie Radovicia do Koseckiego (jeszcze bez gola) – palce lizać, Łukasik przerzucający piłkę nad rywalem – świetne, Furman przewidujący ruchy rywala i zabierający mu piłkę – wyjątkowe.

Po meczu z Widzewem trener Urban był zły, mówił, że warszawiacy (przypominam tym co nie pamiętają – ogromna przewaga, pół sytuacji rywali, mecz bez straty gola) zagrali słabo. W niedzielę powiedział, że wreszcie jego piłkarze mają za sobą „wreszcie kompletny mecz”. Miał prawo być zadowolony.

No a Kosecki, to już osobny temat...



sobota, 24 listopada 2012

Kubie Koseckiemu, który w piątek zapewnił Legii zwycięstwo z Widzewem, podobnie jak wcześniej zapewnił zwycięstwo z Wisłą, w czerwcu kończy się umowa. Jakoś tak z różnych powodów wyszło, że najlepszym w tym sezonie piłkarzom – poza Koseckim, Danijelowi Ljuboi, Inakiemu Astizowi, ale też Markowi Saganowskiemu, Ivicy Vrdoljakowi czy kapitanowi Michałowi Żewłakowowi – kontrakty kończą się latem. Koseckiemu przed tym sezonem zaproponowano nową, roczną umowę. Nie dłuższą, bo to jednak piłkarz, który na dobrą sprawę wcześniej prawie w ogóle nie grał w Legii, a w dodatku już nie 19-letni ale 22-letni. Takich, jeśli wcześniej nie przebili się do składu, raczej się w klubie na siłę nie trzyma.

Teraz ten piłkarz strzela dla Legii ważne gole, jako jeden z nielicznych, mimo systemu rotacji stosowanego przez Jana Urbana, raczej nie musi się martwić o miejsce w składzie. W dodatku zapytany po meczu z Widzewem o kontrakt przyznał, że co prawda jeszcze nikt z klubu o tym z nim nie rozmawiał, ale on bardzo chciałby tu zostać, zadomowić się w Warszawie, bo już po Polsce pojeździł (wypożyczano go do ŁKS i Lechii). Dla klubu wymarzona sytuacja. Oby grał jak najlepiej, strzelał jak najwięcej. Dla wszystkich wyjdzie na zdrowie.

No, niekoniecznie.

Słowa Koseckiego oznaczają, że raczej nie zabierze go Legii, np. Lech czy inna Wisła. Ale wyobraźmy sobie, że w dwóch ostatnich meczach rundy skrzydłowy strzela dwa, albo trzy gole. Wtedy jakiś skaut, który przyjedzie na Łazienkowską oglądać Michała Żyrę, czy Artura Jędrzejczyka (a pamiętajmy – dziura w budżecie, kogoś sprzedać trzeba), pewnie zapisze sobie w kajecie nazwisko „Kosecki” i miło się zdziwi zorientowawszy się, że z tym małym sprinterem może od stycznia negocjować kontrakt. Legia może i by go sprzedała, tyle tylko, że Kosecki jest w tym momencie niesprzedawalny. Ewentualnie jakiś Rosjanin-raptus nieliczący się z pieniędzmi, mógłby go wykupić pół roku przed końcem umowy, ale kokosów i tak by Legia nie zarobiła. Kluby z Europy zachodniej, w czasach kryzysu poczekają sześć miesięcy, wcześniej zaklepując sobie piłkarza.

Teoretycznie Legia mogłaby podpisać z piłkarzem kontrakt z kwotą odstępnego i jednocześnie dać mu słowo, że pozwoli mu na transfer jeśli pojawi się oferta. Ale taka konstrukcja, która udała się z Marcinem Komorowskim, nie musi się udać po raz drugi, bo Kosecki ryzykowałby, że chętny odwróci się na pięcie.

Dla Legii więc najlepiej byłoby, by Kosecki strzelał. Ale jednak jakoś tak po cichu. Żeby w Europie nie zauważyli i nie usłyszeli. Przynajmniej na razie.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29