|
O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie...
Kuba Dybalski
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Euro 2012
Sport.pl
Starsi i młodsi koledzy
W kurzu, błocie...
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|
niedziela, 22 stycznia 2012
Dlaczego? Nie dlatego, że jest lepszy. Niewykluczone, że Matsui, do niedawna podstawowy piłkarz reprezentacji Japonii, byłby lepszym transferem niż Koke, który ostatnio gra rzadko i jeszcze rzadziej strzela, a kluby mimo wszystko zmienia dość często. Japończyk spodobał się trenerom, widzieli go na żywo i rozmawiali z nim. A Hiszpan to mimo wszystko duża niewiadoma. Testowany nie będzie, a nawet jeśli w Legii ktoś wpadł na to, żeby go obejrzeć na żywo to za bardzo nie było gdzie. W Primera Division zagrał w tym sezonie 132 minuty. Do USA nikt z Legii raczej nie latał, a w Houston Dynamo Koke zagrał niewiele więcej. Ważniejsze jest nie to jacy to piłkarze, ale jakich piłkarzy potrzeba. Do tej pory sprowadzenie napastnika wydawało się niezwykle ważne. Wobec kłopotów z pachwiną Ljuboi, wciąż nie do końca zaleczonym ścięgnie Achillesa Hubnika staje się absolutnie niezbędne. Wyjście za miesiąc na Sporting duetem Wolski - Żyro, z Kucharczykiem, Koseckim i Jagiełłą na ławce, byłoby doprawdy piękną realizacją planu wpuszczania młodzieży do pierwszego zespołu. Ale dla wyniku dwumeczu mogłoby to mieć opłakane skutki. Sam Koke nie jest też kompletnie anonimowy. Nie każdy mógł grać w Olympique Marsylia, Sportingu, strzelać gole w lidze hiszpańskiej i być kapitanem Arisu Saloniki. W Grecji chyba rzeczywiście pozytywnie zapadł w pamięć kibicom. Licząc łącznie gole i asysty przez pięć sezonów w Salonikach wygląda solidnie: 06/07 - 12, 07/08 - 16, 08/09 - 12, 09/10 - 16, 10/11 (niepełny) - 9. Warto jednak zwrócić uwagę na istotny pozytyw, który przydałby się też innym polskim klubom. Legia wybiera między dwoma, na pierwszy rzut oka, porządnymi piłkarzami. Matsui i Koke mają swoje minusy, ostatnio grali mało albo wcale, ale gdyby ich nie mieli to Legia nie miałaby szans na podpisanie z nimi kontraktu. Ale ich nazwiska coś mówią tym, którzy piłką interesują się również poza Polską. Kryzys sprawił że przeciętny piłkarz chętnie zamieni np. niepłacących Greków na Legię, w której jednak się płaci, choć akurat w ubiegłym roku z poślizgiem. To już nie te czasy, gdy wyborem z zagranicy byli Bambino, Arruabarrena i Mamadou Balde.
środa, 18 stycznia 2012
Luyindula w PSG gra od zimy sezonu 2006/07. Wystąpił w 130 meczach w lidze, w których strzelił 22 gole. W europejskich pucharach, w 27 meczach strzelił 10 goli. Wcześniej występował m.in. w Strasbourgu, Lyonie i Olympique Marsylia. W reprezentacji Francji w czterech meczach strzelił jednego gola. Owszem w tym sezonie Francuz jest odsunięty od składu. Popadł w konflikt z trenerem Kombouare i nie może trenować nawet z rezerwami. Ponoć prowadził zbyt rozrywkowy tryb życia. Pozwał do sądu główne osoby w klubie o nękanie, a od PSG domaga się 6,4 mln euro odszkodowania. Pasuje więc do modelu piłkarza, którego szuka Legia (z umiejętnościami, ale za darmo). Oczywiście, że świetnie zrozumiałby się z francuskojęzycznym Danijelem Ljuboją, z którym się zna jeszcze z gry w Strasbourgu przed dekadą Ale nie każdy jest Ljuboją. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak trudną dla siebie decyzję musiał podjąć Serb, gdy decydował się na przeprowadzkę na wschód. Musiał pogadać z Radoviciem, musiał przyjechać z ojcem, zobaczyć jak to wygląda na miejscu. Decydował się na zespół, który nie jest od kilku lat w stanie zdobyć mistrzostwa, a europejskie puchary były pasmem porażek, jeśli w ogóle w nich grał. Poza tym Ljuboja był piłkarzem, który grał dobrze kilka lat temu. Luyindula strzelał gole jeszcze w zeszłym sezonie, a dwa sezony temu był podstawowym piłkarzem PSG. Klub znajdzie. Trzeba też pamiętać, że nie każdy jest Ljuboją również w tym sensie, że może zaprzeczyć ciągnącej się za nim złej opinii. Gdy Serb przychodził do Legii, spodziewano się, że pokłóci się z trenerem, z kolegami z drużyny, będzie się spóźniał na treningi i głównie pobierał pensję. Jest kompletnie inaczej. Gra prawie najwięcej ze wszystkich piłkarzy, strzela gole, a trener jest nim zachwycony. Ale to nie reguła. Opinia o Luyinduli nie wzięła się z niczego. Może więc i dobrze. Jeśli francuski kierunek już się Legii opłaca (bo Ljuboja, bo - być może - Matsui), to trzeba tam szukać. Ale partnerem Serba nie będzie Luyindula. A jak napastnika nie było, tak nie ma. A by się przydał...
wtorek, 17 stycznia 2012
31 meczów w reprezentacji Japonii robi wrażenie. Robi wrażenie gra na ostatnim mundialu, tym bardziej, że o ile zapamiętałem Japonię, a nie mam okazji oglądać jej meczów zbyt często, to drużyna, która gra całkiem efektownie. Mniejsze wrażenie robią jego wyniki na boisku po mundialu w RPA. Grał coraz mniej, nie strzelał goli prawie wcale. Ale Ljuboja, który go zna - chwali. A sam Ljuboja też nie imponował statystykami jak przychodził do Legii. W klubie są ponoć bardzo zadowoleni, że Japończyk zgodził się na testy. Ljuboja grał z nim w Grenoble, twierdzi, że to bardzo dobry piłkarz. Zresztą każdy tak mówi. Menedżer Tadeusz Fogiel, z którym o piłkarzu rozmawiałem, też przyznaje, że dobry. Wszyscy się nim zachwycają. Ale... ...Legia potrzebuje napastnika. Matsui nim nie jest. Nie strzela wielu goli, nie jest od zdobywania bramek. To przyznaje nawet Fogiel. To dobrze, że Legia metodą buszowania w zbożu znajduje niezłych piłkarzy (trzeba pamiętać, że Matsui jeszcze testów nie przeszedł), ale mieli znaleźć zastępcę dla Ljuboji. Traore się nie nadawał, więc takiego nie ma. Co prawda Michal Hubnik jest zdrowy, ale jak długo? Co prawda Kuba Kosecki strzela i asystuje w sparingach, ale nie on jeden to w sparingach robił. Dlatego czekam wciąż na napastnika. Może przyjdzie.
piątek, 23 grudnia 2011
Choć wśród wymienionych jest prawie pół Legii (i w „30” i w „poczekalni”) to według mnie najbardziej brakuje tam piłkarza, o którym sam trener Skorża mówi, „że grał najrówniej przez całą rundę jesienną”. Ariel Borysiuk rzeczywiście drugą połowę roku miał udaną. Grał prawie w każdym meczu i prawie w każdym od pierwszej do ostatniej minuty. Żadnego nie zawalił. Jak się jest defensywnym pomocnikiem to trudno o fajerwerki, ale choćby gol strzelony Zagłębiu Lubin był całkiem efektowny. Pewnie Borysiukowi daleko, by być najlepszym pomocnikiem w Polsce. Pewnie to nie jest piłkarz do pierwszej jedenastki. Doświadczenia Rafała Murawskiego, czy nawet rezerwowego w bundeslidze Eugena Polanskiego nie ma. Ale choć w tym roku skończył 20 lat to meczów w ekstraklasie ma niewiele mniej niż Cezary Wilk. W „poczekalni” znaleźli się Michał Żyro i Rafał Wolski, a nawet rezerwowy w tym sezonie w Legii Michał Kucharczyk. Dla kluczowego piłkarza warszawskiej drużyny miejsca w niej zabrakło. Z sześciu bramkarzy - Szczęsny, Tytoń, Fabiański, Sandomierski, oraz Gliwa i Kuszczak w „poczekalni” tylko dwóch na co dzień gra w klubie. O Kuszczaku powoli zapominają kibice. Sandomierski przeniósł się do Genk i usiadł na ławce. Im mocniejszą pozycję w Arsenalu ma Szczęsny, tym słabszą Fabiański. Ale z powodów ambicjonalnych na grę na Euro nie ma szans Artur Boruc regularnie broniący w Serie A. Kolega lepiej zorientowany w norweskim futbolu rzucił nazwisko Piotra Leciejewskiego, który ponoć podbija ligę norweską, jak kiedyś Arkadiusz Onyszko duńską. Nie widziałem, więc nie wiem, ale trener Smuda też chyba nie widział. A on akurat powinien. Brak gry jest zresztą problemem zaproponowanej kadry nie tylko w przypadku bramkarzy. O ile można jeszcze zrozumieć wiarę w wyleczenie i odzyskanie formy przez nie grającego od roku Sebastiana Boenischa, to co robi w „poczekalni” Tomasz Bandrowski, którego nie ma nawet w kadrze Lecha? W ataku pustynia - Paweł Brożek - rezerwa, Artur Sobiech - rezerwa, Mateusz Klich w „poczekalni” - rezerwa. A na koniec. Czym zauroczył trenera Sebastian Mila? P.S. Na zdjęciu dwóch potencjalnych reprezentantów i jeden piłkarz, który szans na kadrę nie ma
niedziela, 04 grudnia 2011
Co nie wyszło w losowaniu? Szwedzi marzyli o meczach w Gdańsku, gdzie mieliby bardzo blisko, Anglicy bazę wybrali w Krakowie. Holendrzy i Duńczycy, a przede wszystkim Niemcy - wszyscy chcieli grać w Polsce, gdzie bliżej mieliby i piłkarze i kibice. I nic z tego - wszyscy zagrają na Ukrainie. Szwedzi zamiast w Gdańsku, będą grać w Kijowie. Anglię czeka m.in. wyprawa do Doniecka. Piłkarze Fabio Capello, który wykluczył już zmianę podkrakowskiej bazy, w drodze na mecze i z powrotem do Krakowa, przelecą w fazie grupowej ponad 7,5 tys. kilometrów. Za to Rosja - jedyna w zasadzie drużyna, która była zainteresowana grą na Ukrainie - będzie grać w Warszawie i we Wrocławiu. A kibice, żeby dojechać na mecze, będą potrzebowali wiz. UEFA chce, by bilet na mecz pełnił funkcję krótkoterminowej wizy, ale czekają ją trudne negocjacje. Nie tylko drużyny, ale i mecze będą rozgrywanie nie tam gdzie trzeba. Hitowy pojedynek Anglików z Francuzami odbędzie się w dalekim Doniecku, gdzie na razie nie skończono jeszcze terminalu lotniczego. Tłumów kibiców z drugiego końca Europy raczej nie można się spodziewać. Hitowy mecz Holandia - Niemcy zostanie rozegrany na 39-tysięcznym stadionie w Charkowie, a Niemcy - Portugalia na jeszcze mniejszym, 35-tysięcznym stadionie we Lwowie. To dwa najmniejsze obiekty na Euro 2012 i właśnie na nich będzie grała najciekawsza grupa B. Arcyciekawy pojedynek Hiszpania - Włochy odbędzie się w Gdańsku, na stadionie 42-tysięcznym, też nie z tych największych. Jest jednak kilka reprezentacji, które są zadowolone. Hiszpanie, którzy mieszkają w Gniewinie, na stadion w Gdańsku mają raptem 70 kilometrów. A wszystkie mecze grupowe grają na PGE Arenie. Z kolei Czesi każdy mecz w grupie grają we Wrocławiu - bliżej mieć nie mogli. Cieszy się Polska, bo Gianni Infantino wylosował jej chyba najłatwiejszych rywali. Tylko co będzie jak nie wyjdzie?
piątek, 02 grudnia 2011
Kiedyś wąs był niezbędnym atrybutem porządnego futbolisty. Orły Górskiego to w dużej mierze wąsacze. Wąsaczami był Ruud Gullit i Frank Rijkard. Rudi Voeller bez wąsów nie byłby tym samym piłkarzem. David Seaman. Giuseppe Bergomi. Nawet George Best przez moment. I wielu innych, żeby wymienić tylko Leszka Pisza czy Wojciecha Kowalczyka? A Marian Janoszka? Dziś wąs jest w odwrocie. Co prawda portugalscy kibice przed mundialem w RPA postanowili namówić piłkarzy na zapuszczenie wąsów, ale bezskutecznie. Tym większe brawa dla Skoubo, który nawiasem móiąc poza wąsem nie wyróżnia się osiągnięciami na boisku. Skuteczny był tylko na początku kariery w Midtjylland i potem gdy trafił do Broenby. Był nieskuteczny w Borussii Moenchengladbach, WBA i Realu Sociedad. W 2008 r. trafił do Utrechtu i przez cały sezon nie strzelił gola w lidze, dlatego wypożyczono go do Rody. tam pło nieco lepiej - 10 bramek przez dwa lata więc w tym roku trafił do Odense. W kadrze zagrał pięć razy. I gdyby nie wąs pewnie byłby tylko jednym z przegranych w czwartek Duńczyków... P.S. Poniżej zdjęcie z treningu. Od razu wiadomo gdzie jest Skoubo.
wtorek, 29 listopada 2011
Ale jest jeszcze kilka powodów, by spróbować wygrać z PSV. Środowi rywale Legii grali do tej pory siedem meczów z polskimi drużynami i wygrali wszystkie. W 1974 r. z Gwardią Warszawa w PZP (5:1 i 3:0), rok później z Ruchem (3:1 i 4:0), w 1977 r. z Widzewem (5:3 i 1:0) i kilka tygodni temu z Legią 1:0. Po drugie Legia ma z Holendrami złe wspomnienia. Co prawda przed dziewięcioma sezonami dość poważnie pobiła FC Utrecht w Pucharze UEFA (4:1 i 3:1), ale to była tylko pierwsza runda. Dużo ważniejszy był dwumecz z kwietnia 1970 r. bo zwycięzca pojedynku z Feyenoordem trafiał do finału Pucharu Europy. W Warszawie Legia bezbramkowo zremisowała, w rewanżu przegrała 0:2. Odegrać się na Holendrach ma też za co trener Maciej Skorża. Gdy prowadził w sezonie 2004/05 Amicę, przegrał wszystkie cztery mecze w grupie Pucharu UEFA. M.in. we Wronkach z AZ Alkmaar 1:3.
środa, 23 listopada 2011
Oczywiście wychowanie fizyczne na Wyższej Szkole Kultury Fizycznej i Turystyki w Pruszkowie to nie fizyka kwantowa, czy prawo międzynarodowe, a studia już dawno dość spowszedniały i studiuje prawie każdy kto chce. Ale mimo wszystko piłkarzy z wyższym wykształceniem wielu nie ma. Pewnie częściej byście znaleźli takich bez matury. Samo to, że im się chce jest ciekawe i budzi uznanie. - Zwracamy uwagę na to, żeby razem z treningami łączyli naukę. I to są roczniki, które w tym względzie nie sprawiają problemów. To, że zaczęli studiować też cieszy i da im w przyszłości szansę, na robienie czegoś poza graniem w piłkę. Zresztą uczą się tego co lubią - mówił słusznie mój rozmówca. Uczelni w Pruszkowie nie znam, ale ponoć to porządna szkoła. A jak dodać do tego, że nie są jedyni, że finanse i rachunkowość studiuje na przykład z zacięciem Kuba Rzeźniczak (na Koźmińskim, dziennie!), to za kilka lat Legia może być najlepiej wykształconą drużyną w ekstraklasie.
sobota, 19 listopada 2011
Legia nie jest już zbieraniną piłkarzy, ale jest drużyną. Drużyną, która świetnie się rozumie, w której każdy wie co ma robić na boisku i której elementy wzajemnie się uzupełniają. Piłkarze wiedzą gdzie mogą się spodziewać partnera, nawet jeśli nie patrzą w tamtą stronę, wzajemnie się asekurują. To drużyna, której elementy do siebie pasują, a jednocześnie jest elastyczna. Gdy w przerwie z boiska musiał zejść doskonale grający w pierwszej połowie Marcin Komorowski, jego miejsce zajął pomocnik Ivica Vrdoljak i zmiany nie było widać. Legia nie boi się rywali. To jej się boją. Trener Ulatowski po meczu mówił, że w pierwszej połowie Lechia byłą równorzędnym rywalem (z czym się nie zgadzam), ale dodał jednocześnie, że ta równorzędność polegała na skutecznej obronie i szukaniu swoich szans w kontrach. Gdańszczanie przyjechali do warszawy z założeniem, że będą tylko kontrować, a szans na to mieli nie wiele. Za to mnóstwo było sytuacji, w których szybko pozbywali się piłki, lub wybijali ją za linię, byle tylko nie stracić jej na rzecz rywali. Legia nie jest już drużyną grającą chaotycznie, ale konsekwentnie atakującą, nawet jeśli początkowo te ataki nie przynoszą rezultatu. Mam wrażenie, że legioniści od początku meczu wiedzieli, że ich napór musi im dać gola. Nie zmieniali sposobu rozgrywania akcji, nawet jeśli przez 44 minuty bili głową w mur. Bo naprzeciw, poza murem, nic nie mieli. Owszem zdarza się, że na boisku wciąż dominuje chaos - tak było w poprzedniej kolejce z Jagiellonią, Legii zdarzały się chwile zagubienia w Poznaniu - ale dominujący tej jesieni jest porządek. Legia w uporządkowany sposób pokonywała w tym sezonie nie tylko słabsze drużyny, jak w sobotę, ale i silniejsze, jak wszyscy rywale w Lidze Europejskiej. Legia nie jest jednowymiarowa i łatwa do rozszyfrowania. Konia z rzędem temu kto z pewnością mówił przed meczem, że w pierwszym składzie wyjdzie Rafał Wolski, a nie Michał Żyro, czy Michał Kucharczyk. Imponująca zaczyna się robić nie tylko ilość piłkarzy w wysokiej formie, których ma do dyspozycji trener Skorża, nie tylko przeciętny wiek tych, którzy zaczynają straszyć bramkarzy w ekstraklasie, ale i ich wszechstronność. W wyjściowym składzie teoretycznie Maciej Rybus był lewoskrzydłowym, Miroslav Radović był ofensywnym pomocnikiem, a Rafał Wolski prawoskrzydłowym. W praktyce dowolnie wymieniali się pozycjami. Niby Skorża ma jednego zdrowego napastnika (Ljuboja) i jednego pół-napastnika, pół-skrzydłowego (Kucharczyk). W praktyce ma całe grono piłkarzy grających w ofensywie i strzelających gole. Rok temu napisałem, że Skorża z asystentami stworzył potwora. Teraz też stworzyli potwora. Tamten był dziki, ten jest oswojony, ukierunkowany i całkiem młody. Cały czas rośnie.
wtorek, 15 listopada 2011
- Nie używać sprzętu nagłaśniającego, trąbek, wuwuzeli - Poza stadionem poruszać się w grupach - Nie zwiedzać To tylko niektóre z rad jakich swoim klientom udzieliło biuro turystyczne Nishitetsu Travel, które zorganizowało dla kibiców wyjazd na mecz eliminacji MŚ 2014 Korea Północna - Japonia do Pjongjang, czyli dawnego Phenianu. Odbył się w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu. Za morze udało się ok. 150 kibiców i ok. 20 dziennikarzy. Koszt wyprawy - niecałe 4 tys. dol. Rząd japoński zrobił wyjątek uchylając zakaz podróży do Korei Północnej. - Mimo wszystko byłoby dobrze, gdy nasi rodacy powstrzymali się od jakiejkolwiek aktywności, poza oglądaniem meczu - powiedział rzecznik rządu Osamu Fujimura. Zakaz wprowadzono w 2006 r. To efekt zimnej wojny między krajami. Korea Północna testowała rakiety, Japonia przyłączyła się do amerykańskich sankcji. Oba kraje nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. Koreańscy kibice lecieli przez Pekin. - To rzadka okazja, by odwiedzić ten kraj, chcę co nieco poznać tę kulturę - mówił japońskim dziennikarzom na lotnisku 32-letni kibic z Jokohamy Takafumi Aikawa. Jak zauważyli reporterzy Mainichi Daily News, ubrany w niebieską koszulkę był nieco zdenerwowany. To był pierwszy mecz z Japonią w Korei Północnej od 1989 r. Ten z 2005 r. ostatecznie przeniesiono do Tajlandii z powodów bezpieczeństwa. Razem z kibicami i dziennikarzami do Pjongjang poleciała grupa działaczy. Na wszelki wypadek. Trudno o mecz o większych podtekstach politycznych. Japończycy okupowali Koreę w latach 1910-45. To była krwawa okupacja. Do dziś w Japonii żyje ok. 600 tys. potomków tych, których w tamtych latach wywieziono na przymusowe roboty. Czwarta część koreańskiej społeczności ma związki z Koreą Północną. To oni kibicują rodakom z półwyspu, gdy ci przyjeżdżają grać mecz do Japonii. Kilku Koreańczyków wychowanych w Japonii reprezentuje Koreę Północną. Z kolei reprezentant Japonii Lee Tadanari, który wszedł na boisko w 85. minucie meczu, wywodzi się z koreańskiej mniejszości i cztery lata temu uzyskał japońskie obywatelstwo. W poniedziałek japońska ekipa została przetrzymana na lotnisku przez cztery godziny, w czasie których sprawdzano ich bagaże i wizy. Piłkarzom zakazano się śmiać, skonfiskowano im m.in. banany i gumę do żucia. Ponoć w czasie kontroli lotnisko w Pjongjang przeżyło trzy wyłączenia prądu. Mecz był filmowany przez 10 kamer koreańskiej telewizji i dwie pożyczone... od prywatnej japońskiej stacji TBS Network. Korea Północna wygrała 1:0. Sportowo mecz nie miał znaczenia. Japonia już wcześniej zapewniła sobie wyjście z grupy. Korea straciła na to szansę przegrywając kilka dni wcześniej z Uzbekistanem. Poniżej gol. Na zdjęciu trybuny. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||