O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Blog > Komentarze do wpisu

Drugiego Panathinaikosu nie będzie

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaTrener Skorża mówi, że Legia musi zagrać w rewanżu jak w Moskwie. Mi jednak do głowy przychodzi historia innego pucharowego dwumeczu Legii. Szesnaście lat temu warszawiacy zremisowali u siebie w zimowych warunkach z Panathinaikosem Ateny 0:0, by w rewanżu przegrać 0:3. W półfinale Ligi Mistrzów zagrali Grecy. Zasłużenie. W Atenach byli lepsi o klasę.

Po tym co widziałem w czwartkowy wieczór mam wrażenie, że powtórki nie będzie. Po remisie 2:2 Sporting wydaje mi się większym faworytem do awansu niż przed meczem, chociaż okazał się słabszy niż się spodziewałem. Po prostu wynik jest wybitnie niekorzystny. Co prawda moskiewski scenariusz pokazuje, ze i z takiej sytuacji da się wyjść, ale ile razy można. W każdym razie o tym kto zagra w 1/8 finału pewnie będzie decydować jedna bramka lub jej brak. Raczej nie wysokie zwycięstwo jednej z drużyn.

To, co legioniści powinni sobie wbić do głowy i powtarzać przez cały najbliższy tydzień, to że nie ma żadnej różnicy poziomów między tymi drużynami. I to w żadnym elemencie. To gospodarze przeważali przez większość meczu, a co mnie najbardziej zaskoczyło, legioniści technicznie prezentowali się lepiej od Sportingu. Chociaż tam biegali Portugalczycy, Brazylijczycy i inni latynosi, którzy ponoć od urodzenia potrafią wiązać nogami krawaty, to im częściej odskakiwała piłka, a fantazją (fakt że nierzadko wybujałą) Danijel Ljuboja bije ich na głowę. Inna sprawa, że najładniej w całym meczu zagrał Andre Santos... strzelając gola.

Mam wrażenie, że za tydzień Sportingowi niewiele pomoże to, że zagra na własnym boisku i w nadoceanicznym, południowoeuropejskim cieple. Różnica byłą wyraźna w meczach z Panathinaikosem 16 lat temu, czy choćby Lecha z Bragą przed rokiem. Ale za tydzień lizbończycy nie będą wiele lepsi od zespołu który biegał w czwartek przy Łazienkowskiej. Ricardo Sa Pinto obejrzał swoich piłkarzy i powinien się martwić. Ci zagrali po raz pierwszy dla nowego trenera, walczyli o pierwszy skład w jego zespole i zremisowali mecz, który właściwie powinni przegrać.

I teraz tylko Legia musi wygrać. W czwartek przekonała się, że może.

piątek, 17 lutego 2012, kubadybalski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: btbw, dembud2-gw.warszawa.supermedia.pl
2012/02/17 02:05:15
Panie redaktorze, to jak to jest z tym Blanco? Piszecie raz, że podpisał, raz że negocjował...

Co do meczu - 2 uczucia, paradoksalnie - satysfakcja i niedosyt zarazem. Ale chyba ważny jest ten aspekt o którym Pan pisze...aspekt wiary - chyba wiele osób dziś w coś uwierzyło. I dobrze :-)
-
Gość: Yggdrasil, client-netmedia--1.warszawa.dialog.net.pl
2012/02/17 11:52:53
Paradoksalnie, niekorzystny wynik, przy takiej grze, może Legii dać dodatkowego kopa w rewanżu.
-
Gość: ?, 94-195-226-63.zone9.bethere.co.uk
2012/02/18 00:42:50
Ja z Panem nie zgadzam się. Myślę, że na grę Sportingu miała wpływ murawa i niska temperatura. Myślę, że w Lizbonie będzie co najmniej 2-0 dla Sportingu.
-
Gość: jaaa, nat135-88.izacom.pl
2012/02/18 10:21:41
zmienia pan faworyta rewanzu co akapit;p