O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Blog > Komentarze do wpisu

Przegrana Legia, sfrustrowany Ljuboja

Trudno winić serbskiego napastnika, że nie strzelił w Eindhoven gola, skoro przez większość meczu biegał w ataku sam. W pierwszej połowie nie pomagał mu ani słaby i chaotyczny Maciej Rybus, ani wracający po kontuzji Manu, który nawet czasem w obronie odbierał jakąś piłkę, ale w ataku prezentował mizerię znaną z poprzedniego sezonu. O ile w grze defensywnej, mimo straconego gola (Kuciak nadział się na świetny strzał Mertensa), nie było źle, to gra w ataku nie istniała. Gdy wszedł na boisko Miroslav Radović, poprawiło się nieznacznie.

Trudno jednak winić Macieja Skorżę za wystawienie trzech defensywnych pomocników. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby jednego zabrakło, skoro nawet w tym zestawieniu piłkarze PSV dość łątwo przesuwali się do przodu. Bez kogoś z trójki Borysiuk-Vrdoljak-Gol wchodziliby w połowę Legii jak w masło. A tak, trochę kłopotów mieli.

Po meczu w Eindhoven widać jednak wyraźnie, że Ljuboja nie może grać sam. W dodatku jego pomocnikiem nie może być byle kto. Czekanie na pierwszy błysk Michała Żyro zaczyna się robić nudne. Jak Ljuboja skrzyczał Jakuba Koseckiego wszyscy widzieli. W dodatku Serb wściekał się później na młodego napastnika pokazując mu, że gdy on próbuje pressingu, to Kosecki powinien podbiec do rywala, któremu ten przy piłce może podać.

To zresztą ciekawa sprawa. Wydawałoby się, ze to piłkarskie abecadło. Kto ogląda Legię na żywo na pewno zauważył, że to pierwsza rzecz której od partnerów wymaga Ljuboja. Radovicia też musiał tego nauczyć, ale ten już wie, że bieganie do obrońcy z piłką w pojedynkę nie ma sensu. I nauczył się. I sam zachęca partnerów do takiej gry. To pewnie niejedyny, ale jeden z powodów, dla których Ljuboja lubi grać z Radoviciem.

W czwartkowym meczu jak na dłoni było widać dlaczego Legia przegrała... z Podbeskidziem. Przez niedokładność, odskakujące piłki i zbyt szybkie, bezmyślne zagrania. W lidze było tego pełno, choć bielszczanie nie umieli tego wykorzystać, więc nie było to tak widoczne. W Lidze Europejskiej, gdy legioniści mieli kilka okazji na szybki kontratak na krzyż, biło po oczach. Zwłaszcza gdy przez złe opanowanie piłki piłkarz Legii tracił czas, przestraszył się biegnącego obok rywala, robił kółeczko i podawał do tyłu. A Ljuboja czekał...

P.S.

Tutaj zobaczycie bramkę Mertensa z meczu z Legią

 

czwartek, 15 września 2011, kubadybalski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: CTP, 89-72-154-93.dynamic.chello.pl
2011/09/15 23:16:32
Ljuboja uczy kolegów jak grać w piłkę??? To co do cholery robi tam Skorża? Od czego w tym klubie jest trener?
-
Gość: mapet11, cpc2-hari10-2-0-cust239.hari.cable.virginmedia.com
2011/09/16 06:01:03
U trenera widać , ze nie potrafi ustawić zespołu, przecież, jak się przegrywa to należy przesunąć strefę to jest ABC futbolu, jezeli przegrywamy to się wszyscy przesuwają do przodu, w meczu Wisły obrona i pomoc nie była ustawiona na 9 metrach kto grał w piłkę ten wie " każdy zawodnik od siebie jest 9 metrów a u nas dziury jak w serze, do tego czterech zawodników nie wystarczy do zdobycia bramki, bo reszta to defensywni pomocnicy.
-
Gość: antropoid, cgc19.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/16 10:50:42
"Przegrana Legia"

A spodziewał się ktoś czego innego w Eindhoven? Przecież nasz futbol nawet w starciu z tymi wyblakłymi potęgami i średniakami, to średniowieczny skansen. Technicznie, taktycznie i nawet - o zgrozo - szybkościowo. Na pocieszenie (marne) można dodać, że mistrz kraju wcale nie prezentuje się w pucharach lepiej od Legii, a momentami znaczenie gorzej...
-
2011/09/24 21:22:54
Dobrze, że w polskiej lidze pojawił się ktoś taki jak Ljuboja a najlepiej dla zawodników Legii, gra tam sporo młodych zawodników na pewno naucza się czegoś od tak doświadczonego gracza.