O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski
Reklama na blogach - Blogvertising.pl

Blog > Komentarze do wpisu

Rumuńska decyzja

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaPowiedzieć, że debiut Franciszka Smudy w roli trenera reprezentacji Polski wypadł mało okazale, to eufemizm. W sobotę na boisku królował marazm. Mecz był nudny jak flaki z olejem. Jednym i drugim piłka odskakiwała od nogi, choć jednak Rumunom trochę mniej. O dopingu trybun (a właściwie jednej trybuny), które gdy gra Polska potrafią stworzyć niezapomnianą atmosferę wspomnienie powoli przemija. Komentujący mecz w TV Dariusz Szpakowski mylił pomocnika Iuliana Apostola z Henrykiem Apostelem, co jest rozminięciem się doprawdy malowniczym. Fajerwerków techniczych na boisku nie było bo murawa nie nadawała się do gry, a piłkarze głównie się po niej ślizgali.

Problem z murawą nie jest nowy. Już po meczu Legii z Ruchem trener Jan Urban mówił, że są na boisku obszary, na których trawa w zasadzie nie rośnie, a jedynie źdźbła są lekko wetknięte w ziemię i korzeni prawie nie mają. Co do atmosfery, to przed meczem w Warszawie odbył się zjazd delegatów Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców, podczas którego jeden z delegatów zażartował, nawiązując do zakazów stadionowych jakie nakłada klub po zajściach w czasie meczu z Ruchem, że na meczu będzie pewnie sporo takich, dla których może to być ostatnia na długi czas okazja do wejścia na stadion Legii, więc żeby się pokazali z dopingiem. Widowiska oglednie mówiąc nie stworzyli. W telewizji było ich słychać, jak wyzywali właścicieli Legii. Na meczu reprezentacji.

Poza tym spotkanie wyglądało jak tradycyjny lutowy sparing na Cyprze. Pusto, echo, tylko było trochę zimniej. To PZPN wskazuje miejsce rozgrywania meczów reprezentacji. Kto jest więc odpowiedzialny za sobotnie widowisko? Uprzedzając ewentualne pytania - oczywiście strona rumuńska.

Delegacja ponoć zażyczyła sobie, że grać będzie tylko w Warszawie. A w stolicy kraju, najbardziej reprezentacyjnym obiektem piłkarskim w tym momencie jest rozkopany plac budowy na Łazienkowskiej, na który może wejść 4,5 tys. kibiców. Rywalizować z nim może trzytysięcznik na Konwiktorskiej, na którym jeszcze niedawno problemem było rosnące w środku trybuny drzewo. PZPN więc, chcąc nie chcąc, musiał wyznaczyć na miejsce rozegrania meczu stadion Legii. Lodowatych serc rywali nie roztopił fakt, że w Warszawie po prostu nie ma dziś miejsca gdzie Polska z Rumunią mogłyby zagrać w godnych warunkach. Na pewno wszelkie prośby, rzeczowa argumentacja, by przekonać zatwardziałych Rumunów do zmiany decyzji nie przyniosły skutku. Jestem przekonany, że usilne próby prezesa Lato i członków zarządu trawały do pierwszego gwizdka...

sobota, 14 listopada 2009, kubadybalski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: deen, chello084010220044.chello.pl
2009/11/14 23:13:08
Trzytysiecznik na Konwiktorskiej?
Jest to malutki stadion, ale bez przesady...
-
2009/11/14 23:28:06
Dokładnie, stadion na Konwiktorskiej nie należy może do największych i nie jest też najnowocześniejszym obiektem w Polsce, ale myślę, że przynajmniej w kwestii jego pojemności warto zachować rzetelność.
Dla informacji autora: pojemność stadionu na Konwiktorskiej wynosi 7150:
4889 - Trybuna Główna, 1911 - Kamienna oraz 350 - sektor gości.
-
Gość: pbos, chello087207018169.chello.pl
2009/11/15 13:28:58
Pfff, skoro autor nie jest rzetelny nawet pod względem cyferek, to jak wierzyc mu w cokolwiek innego? Żal. Innyś mecz oglądał. Mecz nudny nie był, było wiele akcji po skrzydłach, zagrać w do środka, podań do bramkarza. Cuś się działo, nudno nie było. A Rumunia lepsza nie była!
-
Gość: deen, chello084010220044.chello.pl
2009/11/18 00:58:36
Oczywiscie autor nie odniosl sie nawet do oczywistej gafy.
Żal...