O sporcie, ale też o polityce. O piłce, ale też o lekkoatletyce. O Legii, ale też o całej reszcie... Kuba Dybalski

Blog > Komentarze do wpisu

Absolutnie kluczowy mecz Legii. Szósty

Fot. Kuba Atys/Agencja GazetaDla Legii najlepiej jakby runda jesienna już się skończyła. Jakimś cudem warszawianie męczeni kontuzjami i grający na klepisku odrobili do Wisły stratę, która w pewnym momencie robiła się gigantyczna, dogonili Ruch, jeszcze nie dali się dogonić przez ligową grupę pościgową i prześlizgnęli się przez 1/8 finału Pucharu Polski. Niestety dzisiaj muszą zagrać z GKS w Bełchatowie, z drużyną która siedem ostatnich meczów wygrała i nie straciła w nich gola. Ktoś powie, ze w tych siedmiu meczach GKS ani razu nie grał z silnymi rywalami. Ale z tych siedmiu, z którymi wygrał, Legia pokonała tylko trzech. Mecz z GKS jest kluczowy, bo przy zbiegu szczęśliwych okoliczności wygrana da Legii pozycję lidera, a jeśli Legia przegra, to Wisła i Ruch znów mogą mocno odskoczyć, nie wspominając o samym GKS. Tyle że takich kluczowych meczów Legia już grała w tej rundzie pięć. Jest przyzwyczajona.

Najpierw w 5. kolejce trzeba było wygrać z Polonią Bytom, bo po remisie z Cracovią i porażce z Odrą Wisła uciekała. Po słabiutkim meczu Legia wygrała 1:0. Potem znów wpadka (0:0 ze Śląskiem) i przyszedł mecz z Lechem w 7. kolejce. Legii wieszczono katastrofę i gigantyczną, ośmiopunktową stratę do lidera, ale wygrała 2:0 w całkiem przyzwoitym meczu. Co się odwlecze to nie uciecze i 8 punktów straty zrobiło się dwie kolejki później po porażce w Białymstoku. Trzeba więc było wygrać w Gliwicach (10. kolejka), ale Legia ledwo uratowała remis. Szczęśliwie dla niej Wisła przegrała z Lechem.

W 12. kolejce przyszedł mecz z Ruchem, który po cichu też zaczał Legii uciekać. No i trzeba było wygrać, bo będzie tragedia, duża strata, i inne takie lamenty. Ruch jednak wygrywa regularnie, ale ze słabymi i średniakami. Z Legią przegrał dość gładko, podobnie jak wcześniej z Wisłą i później z Lechem. A kolejkę później mecz z Wisłą, która u siebie miałą Legię roznieść, zrobić sobie dziesięciopunktową przewagę, jak przed dwoma laty i powoli mysleć o rywalu w eliminacjach LM. Legia wygrała 1:0, po meczu na żenująco niskim poziomie. Dlatego, że wykorzystała jeden z błędów gospodarzy, a im się to nie udało.

Jak widać Legia pod presją gra nieźle. Z silnymi zespołami też sobie radzi przyzwoicie. I gdyby liga składała się z sześciu drużyn, to powoli zapewniałaby sobie tytuł. Ktoś jednak złośliwie dla niej wymyślił, że musi się męczyć z drużynami z Gliwic czy Wodzisławia (z całym dla nich szacunkiem), a oni urywają jej punkty. Na szczęście GKS ponoć idzie na mistrza. Gdyby bronił się przed spadkiem, mógłby być faworytem.

sobota, 28 listopada 2009, kubadybalski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: Dezerter, public77255.xdsl.centertel.pl
2009/11/28 15:16:03
Moim zdaniem to Legia ciągle klepie biedę. Sęk w tym że poza Wisłą (do czasu, ostatnio i ona prezentuje żenujący poziom) cała liga gra beznadziejnie farfoclowato! I nie może tu być mowy o tym, że ktoś się spina na mecz z mocnym przeciwnikiem, czy to na debry, i inne takie tam mniejsze czy większe motywacje. Po prostu; wpadnie kartofel jest 3 pkt (Wisła-Legia, Wisła-Cracovia), a gdy kartofla nie uda się wpakować jest 1pkt (Śląsk-Legia, Legia-Cracovia). I jakiekolwiek szukanie motywacji u piłkarzy to obraza dla ludzi którzy za o wiele mniejsze pieniądze znajdują ją do o wiele cięższej nierzadko pracy.